poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 35






Gdy tylko wróciłam do pokoju w towarzystwie Thomasa - jednego z ochroniarzy Mike’a, zamknęłam za sobą drzwi. Opierając się o nie plecami odetchnęłam głęboko, ponieważ poczułam się słabo. Miałam dziwne wrażenie, że w pokoju jest bardzo duszno. Kiedy stwierdziłam, że głębokie oddychanie na nic się zdaje, chwiejnym krokiem podeszłam do okna. Szeroko je otworzyłam, czując przy tym chłodny wiatr, muskający moją twarz. Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie. Dotknęłam prawą dłonią czoła i po raz setny głęboko odetchnęłam, chcąc odpędzić nadchodzące mdłości. W głowie cały czas miałam widok krwawiącej, martwej dziewczyny. Wiedziałam, że nigdy nie zapomnę tego obrazu. Niezależnie od tego, jak bardzo morderca wydaje się być obojętny na czyjąś śmierć, nie zapomina swoich ofiar. Pamięta je do tego stopnia, że widzi ich twarze w swoich snach, bo tylko w czasie snu nie może panować nad wyrzutami sumienia. Czułam się winna. To Mike kazał mi to zrobić, to on zmusił mnie, żebym ją zabiła. Nie dał mi wyboru, ale ja byłam tą, która pociągnęła za spust. W ubraniach rzuciłam się na łóżko z tymi wszystkimi myślami krążącymi po mojej głowie. Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. To nie był pierwszy raz, gdy Mike mnie uderzył. Przy pierwszym razie mogłam mieć nadzieję, że nie zrobi tego więcej, ale po drugim byłam niemal pewna, że powtórzy to prędzej czy później, kiedy coś nie będzie mu się podobało. Nadzwyczajnie w świecie bałam się go. Dziwnym byłoby, gdybym się nie bała. Howard był mordercą, mógł mnie zabić jednym skinieniem palca. Jedyne co mogło mnie w tej chwili uspokoić to myśl, że on nadal mnie potrzebuje. Tylko ja i Monique naprawdę go znamy. To nam mógł ufać najbardziej. Nie pozbędzie się mnie tak łatwo. Chociaż nie chciałam go już widzieć nigdy więcej, nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Miałam wrażenie, że nie poradzę sobie sama. Nie teraz, gdy wczoraj ktoś chciał mnie zabić. Możecie mnie oceniać, ale jeśli na świecie istnieje jedna rzecz, którą znasz to trzymasz się jej kurczowo, nawet jeśli jest zła. Postanowiłam, że będę zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Uniknę sytuacji, które mogłyby go zdenerwować na tyle, by skrzywdził mnie ponownie. Od tej chwili on jest ostatnim człowiekiem na ziemi, który miałby prawo mnie zranić. Wtuliłam policzek w poduszkę i usnęłam zmęczona tym wszystkim, co czułam. Przytłoczona własnymi uczuciami. Nazajutrz obudziłam się czując wilgoć pod oczami. Płakałam przez sen? Niezdarnie wygrzebałam się z ciepłej pościeli, wykonałam poranną toaletę i ubrałam jasne jeansy oraz czarną bluzkę. Związałam włosy w kitkę, zrobiłam lekki makijaż i poszłam do restauracji, by pysznym śniadaniem zacząć kolejny okropny dzień. Zastanawiałam się czy będzie mi dane kogoś zabić, czy może ktoś zabije dziś mnie. Nie potrafiłam powiedzieć, co bardziej mi odpowiadało, jakkolwiek karkołomnie to brzmi w połączeniu ze śmiercią. W restauracji pierwszą osobą, na którą zwróciłam swoją uwagę była Monique. Gdy tylko mnie zobaczyła zaczęła w pośpiechu kończyć swoje śniadanie, aby jak najszybciej oddać talerz do kuchni i zejść mi z oczu. Prawdopodobnie zrobiłabym to samo co ona, jednak wiedziałam, że muszę to skończyć. Potrzebowałam wsparcia i jej, osoby dzięki której jeszcze nie zwariowałam. Tęskniłam za nią. Za jej głupim paplaniem, dziwnymi refleksjami i wymyślnymi pomysłami. Była moją namiastką normalności, przyjaciółką, której naprawdę zależało na moim szczęściu. Zawsze mogłam na nią liczyć, kiedy było mi źle. Nie chciałam o niczym mówić Justinowi. Gdybym mu powiedziała, że Mike uderzył mnie, pewnie znowu zacząłby namawiać mnie bym z nim zerwała. Justin powinien myśleć, że jestem silna, że takie rzeczy nie powinny mnie złamać. Mimo, że go kochałam nadal czułam jakąś cząstkę rywalizacji między nami. Nie chciałam, by traktował mnie jakbym była osobą, którą musi chronić. Słabą dziewczyną, którą musi się zaopiekować. Chciałam być dla niego wielką tajemnicą, wyzwaniem, które jest trudne do podjęcia, ale jednocześnie kuszące zwycięstwem. Ja go takim widziałam. Podeszłam do stolika Monique, który był przystrojony czerwonymi serwetkami i śnieżnobiałym obrusem. Gdy tylko zauważyła, że idę w jej stronę zaczęła wstawać z krzesła, unikając ze mną kontaktu wzrokowego.
- Zostań!- powiedziałam zdecydowanym głosem, chwytając ją za rękę, którą chciała złapać talerz. Spojrzała na mnie swoimi niebieskimi oczyma tak bardzo podobnymi swoją intensywnością koloru do oczu jej brata, które idealnie odbijały się od jej czarnego luźnego swetra. Zatkało mnie, nie wiedziałam, co chciałam jej wcześniej powiedzieć.
- Czego ode mnie chcesz? – zapytała sucho, ale jej ton nie brzmiał wrogo, więc próbowałam dalej.
- Potrzebuję cię, mam dosyć tego, jak obie udajemy, że wcale się nie widzimy. – wydusiłam to z siebie i usiadłam przed nią. Skinęłam głową, by zrobiła to samo. Powoli, nie spuszczając ze mnie oczu usiadła na swoim krześle i poprawiła włosy. – Tęsknię za tobą.- powiedziałam szczerze. Przez chwilę Monique nic nie mówiła, ale potem chwyciła mnie za rękę.
- Ja za tobą też. – powiedziała cicho i uśmiechnęła się, co też odwzajemniłam. – Nie powinnam o niego pytać. Wiem, że to drażliwy temat. Nie powinnam cię o to osądzać. – spuściła wzrok w dół, ale widziałam, że jest jej głupio. - Justin jest … - przerwała na minutę i zrobiła się spięta. Pokręciła głową na boki i wreszcie spojrzała mi prosto w oczy.- Kochasz mojego brata, prawda? – tego pytania się nie spodziewałam, teraz ja spojrzałam w dół. To nie tak, że go już nie kochałam, ale nie mogłam zaakceptować tego, jaki się stał przez te kilka miesięcy. Wreszcie odchrząknęłam i biorąc oddech, dopiero teraz uświadomiłam sobie, że też jestem zdenerwowana.
- Tak.- odpowiedziałam tylko cicho i widziałam jak niepokój wymalowany na jej twarzy zmienia się w wyraz ulgi. Atmosfera między nami się rozluźniła.
– Mam ci tyle do opowiedzenia.- oznajmiła po chwili podekscytowana. Cieszyłam się, że wreszcie mogę z nią porozmawiać, ale teraz ukrywanie przed nią prawdy będzie jeszcze trudniejsze niż myślałam. Czy kiedykolwiek pozbędę się tego ciężaru? Nie chciałam jej stracić ponownie. Nie chciałam jej okłamywać, ale są takie sprawy, które wymuszają na nas kłamstwa i nic na to nie możemy poradzić. – Nawet nie wiesz ile cię ominęło! Rozmawiałam z Jevem. – rozsiadła się wygodnie, opierając się o oparcie siedzenia.
- To cudownie! – byłam lekko zszokowana, Jev wreszcie posłuchał mojej rady. Przynajmniej oni będą szczęśliwi. W przeciwieństwie do mnie i Justina nikt nie mógł im zakazać być razem. Ich związek będzie realny, nie będzie umową istniejącą tylko pomiędzy dwoma osobami.
- Nie jesteśmy jeszcze razem, ale pracuję nad tym. - odparła uśmiechnięta, biorąc łyk herbaty. – Tylko nie wiem, czy to dobry pomysł. Pracujemy razem, jeśli się nie uda, będzie bardzo niezręcznie.- stwierdziła cierpko. Wiedziałam, że od początku bardzo jej na nim zależało.
- Każdy zasługuje na miłość, jeśli nie dasz jej szansy, będziesz tego żałować.- powiedziałam, chcąc dodać jej otuchy.
- Pewnie masz rację. – westchnęła i spojrzała w stronę drzwi restauracji. Byłam pewna, że chciałaby, żeby Jev właśnie przez nie wszedł.
- Oczywiście, że mam.- uśmiechnęłam się szczerze. – Wszystko w swoim czasie, po prostu bądź cierpliwa. Jev to naprawdę fajny facet, powinnaś dać mu szansę.
- Co do cierpliwości, martwię się o Mike’a, od rana chodzi jakiś wściekły. Wiesz co się stało? – zapytała mnie.
- Przypuszczam, że zachowuje się tak przez to, co stało się wczoraj…
- Co takiego? – przerwała mi zdziwiona.
- Można powiedzieć, że lekko wyprowadziłam go z równowagi. Zabrał mnie do piwnicy.- wzdrygnęła się na ostatnie słowo, a ja biorąc oddech, kontynuowałam zgaszona.- Nazwałam go psychopatą przy wszystkich. Naprawdę nie chciałam nikogo zabijać. Ta dziewczyna była taka młoda, wyglądała niewinnie, a on kazał mi ją tak po prostu zabić, jakby była rzeczą, zwierzątkiem, zabawką.- przymknęłam oczy, chcąc odpędzić złe wspomnienia.- On tego nie rozumie, ale ja mam dość. Jestem słaba, to wszystko mnie przerasta. – szepnęłam cicho, nie chcąc się do tego przyznać.
Monique tak jak ja nie pochwalała zachowania swojego brata. Zazwyczaj pomijałyśmy to, co dzieje się w piwnicach hotelu. Nie chciałyśmy o tym myśleć. Dopóki tego nie widziałyśmy wszystko było dobrze. Mogłyśmy obserwować poczynania Howarda, ale żadna z nas nie chciała mu się sprzeciwić. Dla nas obu był ważny. Chciałyśmy być jego wsparciem, jeśli nie stałybyśmy po jego stronie, to uważałby nas za wrogów.
- Powiedziałaś mu, że jest psychopatą? – zapytała mnie, unosząc brwi ze zdumienia.
- Tak. – odparłam spokojnie.
- Przegięłaś.- Naprawdę? A jak inaczej nazwałabyś kogoś, kto maltretuje ludzi bez powodu? W porządku, może istnieje jakiś powód, dlaczego Mike to robi, ale żaden nie był wystarczający, żeby usprawiedliwić jego okrucieństwa. – miałam powiedzieć te słowa na głos, ale w porę przypomniałam sobie, że Monique jest jego siostrą i ugryzłam się w język.
Nagle mój wzrok przykuła pewna blondynka, która siedziała w kącie restauracji. Wydawała mi się znajoma. Normalnie nie zwracałam uwagi na gości hotelu, ale wiedziałam, że ta dziewczyna nie jest zwykłym klientem restauracji. Nie potrafię powiedzieć skąd to wiedziałam. Po prostu miałam w głowie coś w rodzaju radaru i wyczuwałam ludzi z ,,mojego’’ świata. Gdy dostrzegła, że intensywnie się jej przyglądam poprawiła się na krześle, zerknęła na mnie, po czym błyskawicznie odwróciła wzrok. Moje zainteresowanie dostrzegła też Monique, która po chwili spojrzała na nią i natychmiast odwróciła się, słysząc moje pytanie.
- Kim ona jest? – zmarszczyłam brwi, pochylając się nad Monique i ściszając ton głosu, ponieważ obawiałam się, że ktoś może nas usłyszeć.
- Jest nowa. Nie wiem jak się nazywa.– poinformowała mnie i również przybliżyła się do mnie, mówiąc dalej cicho. – Mike cały czas się nią zajmuje i nie dał mi szansy, by z nią porozmawiać.
- Co ona ma tutaj robić? – czułam jak moje palce zaczynają drżeć, więc schowałam je pod stół. Zmuszałam się do tego, by nie patrzeć w jej stronę.
- Z tego co wiem, Mike zatrudnił ją, żeby odwracała uwagę na misjach. – To do mnie należało to zadanie. Czyżbym właśnie przyglądała się mojej następczyni? Nie, na pewno nie... ona jest nowa, nie ma pojęcia co ją czeka. To ja mam doświadczenie, Mike mnie nie wyleje. Próbowałam się pocieszyć w myślach, ale szczerze mówiąc już uważałam ją za swoją rywalkę. Gdyby Justin był tutaj śmiałby się ze mnie, że wariuję. I pewnie miałby rację. Jeśli ta dziewczyna zajdzie mi za skórę, nie zawaham się pokazać, gdzie jest jej miejsce. Skrycie i uważnie przyglądałam się blondynce, całkiem nie słuchając wykładu Monique na jej temat. Nagle przypomniało mi się, gdzie mogłam ją widzieć. Korytarz. Mijałam ją. Myślałam, że jest zabawką Mike’a. To na pewno była ona.
- Podobno przyjechała tutaj z Kanady. Nie rozmawiałam z nią, ale wydaje się być miła… - kontynuowała Monique. – Rachelle, czy ty mnie w ogóle słuchasz? – wyrwała mnie z transu.
- Tak, tak oczywiście.- mruknęłam, wracając myślami do rozmowy z Monique, która w sumie przed chwilą przekształciła się w monolog. – Kelner! – wrzasnęłam i zaczęłam nerwowo wybijać rytm palcami o stół.- Poproszę dwa kieliszki czystej wódki! – spojrzałam ostatni raz na tą nową. Dlaczego ona jest ładna? – warknęłam ze złością w myślach.



******



Od rana nie widziałam Justina, co mnie trochę martwiło. Zazwyczaj czekał na mnie rano na moim piętrze i razem schodziliśmy do restauracji. Gdy wracałam z ćwiczeń w jednej z sal gimnastycznych, gdzie znajdowało się boisko do koszykówki usłyszałam jakieś krzyki. Postanowiłam sprawdzić, co tam się dzieje. Z każdym kolejnym krokiem w stronę sali krzyki stawały się bardziej wyraziste. Intuicja mnie nie myliła. Teraz bez problemu mogłam rozpoznać pełne ekscytacji głosy Justina i Scoota. Wychyliłam głowę zza drzwi i zobaczyłam, że grają w koszykówkę, walcząc jeden na jeden. Oboje byli ubrani w stroje koszykarskie, które podkreślały ich umięśnione i wysportowane sylwetki, a ich skóra była wilgotna od potu. Próbowali odebrać sobie piłkę i wrzucić ją do kosza przeciwnika. Z uśmiechem i założonymi rękoma obserwowałam ich zaciętą walkę. Minęło trochę czasu, zanim mnie zauważyli.
- Rachelle! – wrzasnął Scoot, który pierwszy mnie ujrzał i odwrócił wzrok od Justina, rzucającego piłkę do kosza, która niestety do niego nie trafiła, ponieważ blondyn, usłyszawszy moje imię, obrócił się w stronę drzwi. Nieśmiało weszłam do środka i zostałam uduszona przez tego pierwszego.
- Fuj! Śmierdzisz, nie przytulaj mnie! – krzyknęłam z opóźnieniem, gdy trzymał mnie już w swoich spoconych ramionach.
- Jeszcze ją udusisz! – usłyszałam z daleka niosący się echem rozbawiony głos Justina. Widząc go od razu uśmiechnęłam się szerzej, zatapiając się w tych magicznych oczach. Przestań, dziewczyno to tylko brązowe oczy. Nic niezwykłego… Zaczął wycierać się szarym ręcznikiem i iść w naszą stronę.
- A co, zazdrosny jesteś? – zapytał Scoot, drocząc się z nim. Wzdrygnęłam się i zmarszczyłam nos, gdy prowokacyjnie przytulił mnie do siebie mocniej, a mój nos znalazł się bliżej jego pachy. Wreszcie mnie puścił i mogłam przywitać się z Justinem.
- Nie mógłbym być o nią zazdrosny. Jeszcze wiele musi się nauczyć, żeby być na moim poziomie. – zdziwiona zmarszczyłam brwi i zatrzymałam się przed nim, kompletnie nie wiedząc co zrobić. – Poza tym ona nie jest w moim typie, wolę blondynki. Mniej wyszczekane i bardziej dojrzałe blondynki.– uściślił, na jego szczęście mam wyjątkowo wielkie pokłady cierpliwości by dzisiaj równie z wielką ochotą go nie uderzyć. O co mu chodzi? 
- Masz ze sobą jakiś problem? – warknęłam z oburzeniem. Nie byłam przygotowana na taką scenę.
- Przepraszam, czyżbym czymś cię uraził? – zapytał aroganckim tonem głosu.
- Uraziłeś mnie? – zaśmiałam się sztucznie. - Kolor włosów mogę zawsze zmienić, ale tobie rozumu już raczej nie przybędzie.- mruknęłam i usłyszałam za plecami śmiech Scoota.
- Nie będziesz dobrze wyglądała w kolorze blond.- nieproszony wyraził swoje zdanie i zwrócił się do Scoota.- Wygrałem, idź do automatu i kup mi wodę! – powiedział, rzucając ręcznik na ławkę i zaczął intensywnie na mnie patrzeć.
- Tylko się nie pozabijacie! Wracam za sekundkę.- krzyknął do nas i wyszedł z sali.
- Zachowałeś się jak dupek. – powiedziałam w końcu wściekła na niego.- Nie musiałeś mówić tego wszystkiego. To tylko Scoot. – nie powiedział nic, tylko przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Jego oczy złagodniały.
- Właśnie tak powinnaś się ze mną przywitać.
– Co robisz? Zwariowałeś? – zareagowałam szybko odpychając go od siebie i patrzyłam na niego spanikowana. – W każdej chwili ktoś tu może wejść. – dopowiedziałam ciszej.
- Przepraszam. – szepnął w końcu.- Naprawdę nie chcę, żeby to wyszło na jaw.
- Obraziłeś mnie. Nie rozumiem jak to ma pomóc w ukrywaniu prawdy.- Justin czule odgarnął kosmyk moich włosów z twarzy. Zrównał mnie do poziomu napalonej małolaty. 
- Uspokój się, wiesz, że tak nie myślę, po prostu nie chcę, by ktoś dowiedział się o nas. Może dlatego przesadziłem.- Cóż, całowanie mnie na sali gimnastycznej przeczy temu, co mówi. - W końcu jestem twoim nadętym i irytującym trenerem uwodzenia. 
No właśnie, co ja w nim takiego zobaczyłam?
- Zapomniałeś też o tym, że jesteś nieznośnie natrętny.- dodałam z udawanym przekąsem.
- Przepraszam, za dużo o tym wszystkim myślę. Ja po prostu lubię cię denerwować, ale nigdy nie miałem zamiaru cię zranić.- przerwał na chwilę, aby westchnąć i pogładzić moje ramię.-  Wiesz, że jesteś dla mnie idealna, prawda? – zapytał ciepłym głosem, wbijając we mnie te jedno ze swoich hipnotyzujących spojrzeń.
- To nie myśl, tylko mnie kochaj. – wspięłam się na palce i pocałowałam go. Dlaczego to zrobiłam, skoro przed chwilą miałam do niego o to pretensję? Nie zawsze muszę zachowywać się taktownie… – Tak dobrze cię dzisiaj widzieć. – szepnęłam w jego usta.
- I kto tu teraz jest nieostrożny? – wypomniał mi, uśmiechając się cwaniacko. Kiedy miałam mu odpowiedzieć, że jest przebrzydłym prowokatorem Scoot wszedł do sali, a ja odsunęłam się od Justina i przybrałam niezadowolony wyraz twarzy. Na szczęście nie zauważył, że staliśmy za bardzo blisko siebie, bo jedną ręką trzymał telefon i pisał smsa, a w drugiej niósł dwie butelki wody mineralnej. Podniósł wzrok znad telefonu i rzucił Justinowi jedną butelkę. Z pewnością złapałby ją, gdybym go nie wyprzedziła. Chwyciłam butelkę, odkręciłam jej nakrętkę i wzięłam dwa długie łyki.
- To była moja woda! Zasłużyłem na nią! – powiedział oburzony. Zaczęłam uciekać z nią po całej sali. Justin gonił mnie, aż w końcu złapał mnie w pasie i uniósł do góry, mówiąc groźnie - Odkupujesz mi ją. – na co zareagowałam śmiechem.
- Nie ma takiej opcji.- pokręciłam głową na ,,nie’’, nie przestając się uśmiechać. Postawił mnie na ziemi, zabrał ode mnie butelkę wody i napił się z niej. Przez chwilę zapomniałam, że Scoot jest z nami.
- Możemy skończyć mecz? – zapytał mojego trenera zwycięzcę, trzymając piłkę do kosza w rękach.
- Oczywiście. – powiedział szarmancko Justin, zacierając ręce.- Znowu muszę skopać ci tyłek.
- Po moim trupie.- zaprotestował Scoot.
- Zobaczymy, co da się zrobić. – wyszczerzył się i zabrał mu piłkę, podczas gdy ja usiadłam na ławce, chcąc obejrzeć ich zmagania.
- Tylko się nie popisuj, Bieber. – ostrzegł Scoot, stojąc w atakującej pozycji pod koszem. Zaczęli grać i wyzywać siebie nawzajem. Oni zawsze zachowują się jak dzieci…
Kiedy Justin i Scoot skończyli mecz, przebrali się w szatni. Justin wyszedł pierwszy, dlatego miałam okazję wreszcie z nim porozmawiać.
- Justin, muszę ci coś powiedzieć.- położyłam lewą dłoń na jego piersi, uprzednio rozglądając się po pustej sali.
- O co chodzi? – zapytał, obejmując mnie ramieniem.
- Mike wczoraj zaprowadził mnie do piwnicy. – poczułam jak jego biceps zaciska się mocniej wokół mojego ciała. – Wiesz, co tam jest? – zapytałam go szeptem.
- Tak, zaprowadził mnie tam parę razy.- odpowiedział bez emocji i chwycił moje obie dłonie.
- Musiałam zabić dziewczynę…
- Skarbie… - przerwałam mu, bo nie chciałam pocieszenia. Wiedziałam, że to nie zwróci jej życia.
- Chcę wiedzieć, dlaczego się tam znalazła. Dlaczego one wszystkie tam są.- oznajmiłam mu, na co spojrzał na mnie takim wzrokiem, że od razu wiedziałam, że mój pomysł nie bardzo mu się podoba.
- Co ja mam z tym wspólnego? – zapytał wreszcie, widząc że tylko na to czekam.
- Pomożesz mi. – powiedziałam pełna nadziei. Nie brzmiało to jak pytanie, ponieważ Justin wiedział, że musi mi pomóc, a ja wiedziałam, że mi nie odmówi. To, co chciałam zrobić było bardzo ryzykowne i niebezpieczne. Bardziej niż wszystkie misje, które do tej pory przeżyłam.



******



Mike miał do załatwienia jakieś sprawy na mieście. Wiedziałam, że Charlotte ma przerwę obiadową o trzeciej. Jedynym moim problemem była straż. Justin punktualnie o trzeciej powiedział paru z nich, że jakiś mężczyzna wszczął bójkę z jednym z gości hotelu, a ochrona na dole nie może sobie z nim poradzić i potrzebuje pomocy. Bez zastanowienia dwoje mężczyzn pobiegło na dół, a wtedy ja i Justin weszliśmy do środka pustego gabinetu. Gdy zamknęłam za sobą drzwi, szybkim krokiem podeszłam do biurka, na którym były porozrzucane papiery i zaczęłam je przeglądać.
- Czego właściwie szukamy? – Justin stanął na środku pokoju i zaczął drapać się po karku, błądząc wzrokiem po całym pomieszczeniu.
- Powodów, dla których Mike znęca się nad tymi kobietami w piwnicy.
- Gdyby takie były, sądzisz że trzymałby je tutaj? Niezbyt mądre. – stał bezczynnie z założonymi rękoma.
- Będę się martwić, jeśli rzeczywiście nic tu nie znajdę. – powiedziałam wściekła, nadal nerwowo wertując stertę papierów.
- Nie odpuścisz, co? – westchnął głęboko z politowaniem.
- Musimy coś znaleźć. Jeśli nadal dobrze go znam, znajdziemy to właśnie w jego gabinecie. Najciemniej jest zawsze pod latarnią.- zaczęłam otwierać po kolei każdą szufladę w jego biurku. Miałam tylko dziesięć minut na znalezienie tego, czego szukałam. Nagle poczułam męskie dłonie, zaciskające się na moich biodrach. Justin podszedł do mnie bliżej, stając za mną. Naszych ciał nie dzielił nawet minimetr. Ograniczały nas tylko ubrania. – Jeśli uważasz, że w gabinecie Mike’a zedrę z ciebie garnitur to się mylisz. – warknęłam na niego. Ja naprawdę chciałam wiedzieć, dlaczego Mike robi takie rzeczy, a on myśli tylko o jednym. Żadnego wsparcia. Nic.
- A może chociaż spodnie? – zaproponował, pochylając się nade mną i gryząc mnie w ucho. Momentalnie odsunęłam się, wyprostowałam i obróciłam się do niego przodem, by zmierzyć go wzrokiem od góry do dołu.
- Dobrze.- powiedziałam przesłodkim głosem.
- Serio? – zapytał zaskoczony, że tak szybko mu uległam.
- Nie. – powiedziałam stanowczo chwilę później i wróciłam do swojej poprzedniej czynności, przeglądając zawartość jednej wielkiej koperty, którą znalazłam w drugiej szufladzie biurka. Bingo. Znajdowały się w niej akta kobiet. Każda z nich miała swój własny dziewięciocyfrowy numer identyfikacyjny. Na pierwszej karcie znajdowały się jej dane osobowe, poniżej czym zajmowała się w przeszłości i kiedy ją przyjęto. Na drugiej stronie znajdowały się ręczne notatki. Rozpoznałam pismo Howarda. W kopercie znajdowały się akta pięciu kobiet, w tym dziewczyny, którą wczoraj zabiłam.




Larissa Stone
urodzona 7 kwietnia 1993 roku
Matka: Elizabeth Field
Ojciec: Joseph Stone
Wiek: 22 lata
Zgon: 18 października 2015 roku godz. 21:58
Przyczyna zgonu: strzał z broni palnej w głowę
Domniemane stanowisko pracownicze: kelnerka
Ukończyła Regis High School z wyróżnieniem. Przykładna córka, zarabiająca na swoją wielodzietną rodzinę. Początkowo pracowała w Cielo, zauważona na rogu 145 i 146 ulicy na Manhatanie. Ukarana za niesubordynację. Została zamordowana przez Rachelle Roberts wieczorem dnia 18 października 2015 roku w swojej celi.




Justin spojrzał mi przez ramię na dokumenty i chwycił moje dłonie, które zaczęły się trząść. Niesubordynacja? Co ona takiego zrobiła? Zerknęłam na pozostałe akta, na których widniało dokładnie to samo zdanie. Resztę kart w aktach zajmowały rękopisy Mike’a z dokładnymi, szczegółowymi notatkami na temat tortur, które dla nich przyszykował i datami ich wykonania oraz nazwiskiem i imieniem osoby odpowiedzialnej za morderstwo. Zazwyczaj przy pierwszej i ostatniej z nich, po której następował zgon widniało jego imię i nazwisko.
- To ona? – zapytał Justin, biorąc w ręce zdjęcie Larissy.
- Tak. – przełknęłam ciężko ślinę i jeszcze raz zatrzymałam wzrok na jej twarzy.- Jeśli ma takie akta, to muszą być tutaj gdzieś jeszcze inne. Być może nawet nasze. – stwierdziłam wstrząśnięta tym wszystkim, co zobaczyłam. Te akta były czymś w rodzaju jego spowiedzi, pamiętnika ofiar i stanowiły idealną podstawę na postawienie mu zarzutów morderstwa tych wszystkich kobiet.
- Okej, to się robi coraz bardziej dziwne.- przyznał Justin, zagryzając dolną wargę i zaczął gwałtownie otwierać wszystkie szuflady. - Poszukajmy naszych.- szepnął, podchodząc do wielkiej komody z sześcioma szerokimi szufladami zamykanymi na klucz.
- Jak myślisz, gdzie Mike mógłby schować pęk zapasowych kluczy? - zapytał, patrząc na mnie z błyskiem w oku. Spojrzałam na zdjęcie na jego biurku, na którym byłam ja, on i Monique. Ramka do niego była zrobiona z czarnego, grubego drewna. Wyjęłam zdjęcie z ramki, znajdując specjalne ukryte wgłębienie na klucz schowane sprytnie za korkową płytką. Wyjęłam złoty klucz z ramki i spojrzałam na Justina z uśmiechem zwycięzcy. Pod wpływem światła wpadającego przez okna pokoju, mienił się oślepiającym blaskiem.
- Szukałeś może tego? – pomachałam mu kluczykiem przed nosem.
- Dziękuję.- wziął go ode mnie i zaczął przymierzać do każdej szuflady po kolei.
- Proszę bardzo. – założyłam ręce razem i usiadłam na biurku, obserwując jak mój przystojny trener męczy się z zamkami. Równie dobrze mógł po prostu sforsować całą komodę i się do nich dostać, ale żadne z nas nie chciało narazić się Mike’owi. Nie potrzebowaliśmy kolejnego wybuchu gniewu z powodu tego, że ktoś miał czelność włamać się do jego gabinetu i przeczytać jego tajne akta. Złoty kluczyk pasował do drugiej szuflady w środkowym rzędzie. Nie zdziwiło mnie, że gdy tylko ją otworzył zauważyłam więcej podobnych kopert jak te pięć na biurku. – Widzisz, czasami jesteśmy zgranym zespołem.- powiedziałam radosnym głosem, oglądając swoje paznokcie.  
- Znalazłem akta Scoota i Monique… - oznajmił, a ja w błyskawicznym tempie znalazłam się za nim. Spojrzałam na ich zdjęcia i dane osobowe. Ich karta tortur była pusta. Za to znalazłam coś innego. Wypisane poszczególne dni z krótkim sprawozdaniem, co takiego robiliśmy. W kopertę włożone były również nasze raporty z misji. On sprawdza i śledzi nas wszystkich. – uświadomiłam sobie przerażona.
- W tych szufladach są prawdopodobnie wszyscy ludzie, którzy tutaj pracują… - szepnęłam, przykładając dłoń do ust. Justin zerknął na mnie krótko i wrócił do szuflady pełnej kopert. Jeśli każda z tych sześciu jest zapełniona tak jak ta, którą otworzyliśmy, Mike zabił więcej ludzi niż myślałam.
- Znalazłem nasze.- Justin podał mi dwie żółto blade koperty. – Na pewno chcesz to zobaczyć? – zapytał, gdy właśnie zadzwonił telefon w pokoju Charlotte. Podskoczyłam w miejscu jak oparzona, jakby za chwilę ktoś miał mnie przyłapać na gorącym uczynku. – Musimy iść. Ochrona zaraz wróci, lepiej żeby nas nie spotkali. – podbiegłam do komody razem z Justinem. W mgnieniu oka pozamykaliśmy wszystkie otworzone wcześniej szuflady, a kluczyk schowany wcześniej w ramce trafił na swoje miejsce. Następnie chłopak chwycił mnie mocno za rękę, ciągnąc w stronę drzwi. W pośpiechu wybiegłam za nim z gabinetu. Mało brakowało, aby nas przyłapali.




*****



Wróciłam do pokoju roztrzęsiona. Rozmyślałam nad tym, co mogło być w moich aktach. Z jednej strony byłam tak blisko odkrycia tego, co naprawdę Mike o mnie myśli, ale z drugiej cieszyłam się, bo może przez to nie mam kolejnych powodów do niepokoju. Może los oszczędził mi cierpienia, chociaż nie chciałam być na tyle naiwna. Przez ostatni miesiąc byłam jednym kłębkiem nerwów, a kiedy już wstawałam na nogi, zawsze zdarzyło się coś, co z powrotem mnie przytłaczało. Chciałam to skończyć. Nie miałam na to sił. Wszystkie argumenty jakie miałam na to, że Mike ufa mi i zależy mu na mnie, przez te dziesięć minut zostały zniszczone. Rozsypane w drobny mak. Jeżeli się komuś ufa nie śledzi się każdej minuty jego życia… Jak można żyć w ciągłej niepewności? Bez jednej osoby, której możesz ufać bezgranicznie, która nigdy nie zawiedzie cię do tego stopnia, żeby odejść, która zawsze będzie twoim wsparciem niezależnie od okoliczności? Szukałam podpory, koła ratunkowego, którego mogłam się złapać, by nie utonąć w tym bagnie, którym stało się moje życie. Bagnie, które powstało nim zdążyłam mrugnąć okiem i robiło się coraz głębsze, a ja dopiero teraz je zauważyłam. To było bardzo niesprawiedliwe. Czemu zamykamy oczy, wtedy kiedy powinniśmy otworzyć je szeroko i uważnie obserwować to, co się wokół nas dzieje? Jednego, czego nauczyłam się przez ten miesiąc, to to, że od niczego nie można uciec. Prędzej czy później odczujesz każdy skutek twojego działania i nikt nie jest w stanie ciebie uratować. Musisz sam się z tym zmierzyć. Wbrew wszystkiemu, co mówią, każdy jest samotny, bo w momencie gdy zaczynasz mieć własne zdanie wszystko zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Patrzyłam przez okno na Nowy York przykryty granatowym, nocnym niebem. Nie zapaliłam świateł w moim pokoju, chciałam, żeby Mike myślał, że śpię, bo nie miałam najmniejszej ochoty na widzenie się z nim. Jednak było w nim dość jasno przez białe światło księżyca w pełni. Niespodziewanie usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! – powiedziałam donośnym głosem i odwróciłam się w ich stronę.
- Cześć, piękna. – przywitał się Justin, wchodzący do mojego pokoju. Gdybym nie była w tak podłym nastroju, pewnie pochwaliłabym go za to, że nauczył się pukać do drzwi.
- Cześć. – odpowiedziałam zachrypniętym głosem, wzrokiem wracając do widoku za oknem.
- Co się dzieje? Czemu jesteś taka przygnębiona? – zapytał, obejmując mnie od tyłu i również spojrzał na panoramę miasta. Nagle coś za moimi plecami zaszeleściło. Spojrzałam za siebie zdekoncentrowana, chcąc spojrzeć w oczy Justina, gdy między moimi dłońmi znalazła się długa, czerwono krwista róża. Pochyliłam się nad jej rozłożonymi płatkami, by powąchać i zapamiętać jej zniewalająco piękny zapach.
- Chciałabym…- zaczęłam, ale przerwałam w obawie, że to zabrzmi głupio. – Chciałabym żyć normalnie. – obróciłam się do niego przodem i spojrzałam głęboko w jego oczy.
- Niestety nie potrafię spełniać życzeń. – westchnął. – Gdybym umiał, prawdopodobnie nie byłoby mnie tutaj. – z jego ust biła taka obezwładniająca szczerość, że uśmiechnęłam się smutno. Miałam ochotę go przytulić, ale po krótkiej chwili ciszy dopowiedział żywszym głosem - Ale mogę zrobić coś, co przypomni tobie normalne życie i poprawi ci humor.
- Ty poprawiasz mi humor. – powiedziałam, lekko się uśmiechając.
- To wciąż za mało.- stwierdził zaciekle i już po chwili otwierał drzwi mojego pokoju.- Pani przodem.- teatralnie się ukłonił i przepuścił mnie w drzwiach. Parsknęłam cichym śmiechem, przypominając sobie, że większość osób już dawno śpi. W końcu był środek nocy.
- Co będziemy robić?
- Dowiesz się, gdy będziesz na miejscu. – odpowiedział tajemniczo, po czym nagle zasłonił mi oczy jakimś czarnym miękkim materiałem.
- Justin, nie wygłupiaj się! – protestowałam, próbując zdjąć to coś z oczu, ale chłopak nie dawał za wygraną. Skończyło się na tym, że nie tylko materiał uniemożliwiał mi widzenie, ale jego dłonie, które cały czas trzymał na moich oczach, pilnując czy nie podglądam. Prowadził mnie w nieznanym mi kierunku z wielką starannością, żebym nie zrobiła sobie krzywdy. Wreszcie po kilku minutach, stanęłam czując chłód na skórze i po tym wnioskowałam, że jestem na dworze. Justin pozwolił zdjąć mi opaskę z czarnego materiału i moim oczom ukazał się hotelowy basen. Basen idealnie wpasowywał się w dwa bliźniacze budynki połączone korytarzem zbudowanym ze szkła, w którym znajdowały się leżaki. Wszystko po to, by móc podziwiać widoki za oknem i mieć na wyciągnięcie ręki dostęp do basenu oświetlanego nocą. Na około niego i na parapetach pobliskich okien znajdowały się zapalone świeczki. Wcale nie przesadzając – było prześlicznie. Wejście na basen było zazwyczaj zamykane o północy, dlatego byliśmy tu tylko my dwoje.
-  Tu jest pięknie. – skomentowałam, rozglądając się po basenie. Słyszałam odgłosy koników polnych, które idealnie wpasowywały się w tę chwilę. Niestety niedane było mi się tym nacieszyć. - Co zrobimy, jeśli ktoś nas zobaczy? – zapytałam zaniepokojona.
- Wszyscy śpią. – przekonywał mnie, idąc w stronę basenu i ciągnąc mnie za obie ręce.
- Justin, ale ochroniarze i kamery…- nie dał mi dokończyć mojej litanii powodów, dla których powinniśmy stąd jak najszybciej zniknąć.
- Powiedzmy, że na chwilę obecną nie działają.-  stanął przede mną zabójczo się uśmiechając, jakby zrobił coś wartego Nagrody Nobla. Dostrzegłam tajemniczy błysk w jego oku. Odepchnęłam go lekko od siebie, żeby czasem nie przyszło mu do głowy mnie pocałować.
- Żartujesz sobie, prawda? – odsunęłam się trochę od niego o jeden długi krok, ale nadal trzymałam obie dłonie na jego klatce piersiowej. Patrzył na mnie uśmiechnięty i nic nie wskazywało na to, że mnie okłamuje. – Proszę, powiedz że nie włamałeś się do systemu… - jęknęłam, unosząc oczy ku niebu.
- Ja? Oczywiście, że nie. – zaśmiał się.- Ale moje źródła donoszą, że kamery nie będą czynne przez jakieś dwie godziny. - Co takiego?  Nie wierzę w to, co zrobił, przecież on oszalał… Oboje w sumie oszaleliśmy jeszcze tu stojąc.
- Co jeszcze twoje źródła donoszą?- zapytałam, zawieszając moje ręce wokół jego szyi. Chłopak zaczął bujać się na boki, przez co chwilę tańczyliśmy w miejscu z szerokimi uśmiechami na naszych twarzach.
- Przez te dwie godziny spędzimy miło czas i nikt nam nie przeszkodzi. – powiedział zbliżając swoje usta do moich. Nie muszę chyba dodawać, że wyrażenie spędzimy miło czas w jego słowniku oznacza tylko jedno, a jego propozycja jest nie do odrzucenia.
- Czyli to jest coś w rodzaju randki? – spytałam, nie mogąc przestać się uśmiechać. Wreszcie poczułam się jak normalna dziewczyna. Zapomniałam o wszystkich okropnych rzeczach, które zobaczyłam przez te wszystkie lata. Dzięki niemu byłam szczęśliwa.
- Jeśli chcesz, żeby to była randka, możemy tak to nazwać. – kiwnęłam głową w górę i w dół, podekscytowana zagryzając wargę. Uwolniłam jego szyję z mojego uścisku.
- Gotowa na kąpiel? – zapytał blondyn, złączając swoje palce z moimi.
- Czekaj! – wrzasnęłam od razu, gdy obracał się do mnie tyłem. – Wiesz, że nie umiem pływać?
- Tak, pamiętam jak wyciągałem cię z wody. – przypominając mi tę chwilę, sprawił że lekko się skrzywiłam. Zdjął swoje spodnie, zostając w kąpielówkach, a moją bluzkę rzucił na pobliski leżak. Stałam przed nim w czarnym staniku i jeansach. Zdjęłam szpilki, czując jego wzrok na sobie. – Dzisiaj się nauczysz. – Super, że zapytał mnie, co ja o tym sądzę.
- Wątpię, żeby to był dobry pomysł. – mruknęłam pod nosem, chcąc ostudzić jego zapał. Przecież nie bez powodu nie umiałam pływać w wieku dwudziestu lat. - Mogłeś powiedzieć, że chcesz się wykąpać. Wzięłabym strój. – jęknęłam niezadowolona i zdjęłam jeansy. Lubiłam miłe niespodzianki, ale zawsze wolałam być przygotowana na takie rzeczy jak ta, a on nie dał mi takiej szansy.
- Chodziło właśnie o to, żebyś go nie miała.- usłyszałam i poczułam jak przez całe moje ciało przechodzą gwałtowne i przyjemne dreszcze.
- Ty zboczuchu! – zaśmiałam się, kręcąc głową na boki.
- Wcale nie. – podszedł do mnie i objął mnie w pasie. - Jesteś piękną dziewczyną, w prawie tym samym wieku co ja. Nie widzę w tym żadnego zboczenia. – wymądrzał się, wyzywająco patrząc mi w oczy. Następnie zdjął koszulkę, odkrywając swoją klatkę piersiową pokrytą tatuażami.
- Ach, zapomniałam… ty jesteś tylko biednym, przystojnym chłopakiem, który potrzebuje miłości. – dotknęłam czule jego policzka, a on jak gdyby nigdy nic zawiesił sobie mnie z łatwością przez ramię i wszedł do basenu.
- Mam nogi, sama dam sobie radę! – krzyczałam oburzona, uderzając pięściami o jego plecy. Nie żebym była zaskoczona, że wcale go to nie bolało… po prostu chciałam, by mój sprzeciw był dla niego bardziej widoczny.
- Znam cię. Stanęłabyś na krawędzi i przez minutę zastanawiała się czy wejść, czy też nie.- mówił sarkastycznym, przemądrzałym tonem, ale nie mogłam nie przyznać mu racji. – Wybacz skarbie, ale wolę tę minutę poświęcić na coś innego. – powiedział, opuszczając mnie do zadziwiająco ciepłej wody, a następnie obrócił się do mnie przodem.
- Na co na przykład? – szepnęłam tak, by tylko on słyszał i oblizałam dolną wargę. Justin chwycił mnie za pośladki, przywarł swoimi ciepłymi, miękkimi ustami do moich. Oplotłam go nogami w pasie i pogłębiałam pocałunek, uśmiechając się. Czułam jak nasze mokre ciała idealnie przypasowują się do siebie. Nigdy się tak nie zachowywałam, nigdy nie marzyłam o takiej chwili, dopóki on nie wkroczył z butami w moje życie. Zmienił wszystko.
- Wiesz, że z każdą kolejną nocą igramy ze śmiercią? – zapytałam mocno przytulając się do niego, wskazującym palcem wędrując po linii jego obojczyka.
- Wiem. – odszepnął, dotykając mojego ucha ustami. – Chcesz to skończyć?
- Nigdy w życiu. To szaleństwo, ale nie potrafiłabym inaczej. – wyznałam szczerze. Nie mogłam uwierzyć jak szybko zdobył moje zaufanie. Byłam zdziwiona jak łatwo było mi powiedzieć mu co czuję. Wreszcie nie musiałam ukrywać uczuć, kontrolować swoich reakcji i wyrzekać się pragnień. Spojrzałam na Justina, uświadamiając sobie, że patrzę na mój własny ideał. Ideał, który istniał naprawdę, niezależnie od tego jak banalnie to brzmi. Ujęłam jego twarz w dłonie, aby następnie znowu pocałować jego soczyste usta.





******


Wracając z randki miałam ochotę skakać i wykrzyczeć całemu światu jaka jestem szczęśliwa. Justin odprowadził mnie do pokoju. Ułożyłam się wygodnie w łóżku nadal z promiennym uśmiechem na twarzy. Błogi sen powoli zamykał mi powieki, jednak w porę przypomniałam sobie, że zostawiłam mój złoty naszyjnik, który zawsze miałam przy sobie. Musiałam po niego wrócić na basen. Narzuciłam na siebie szeroki i długi sweter, nawet nie zmieniając kapci. Do jednej z kieszeni schowałam sztylet, ponieważ czułam się z nim trochę bezpieczniej. Po tym całym ataku w dniu urodzin Mike’a w większości przypadków starałam się mieć go zawsze w zanadrzu. Po kilku minutach wracałam już przez hotelowy korytarz do windy, próbując zapiąć naszyjnik na nadgarstku, ponieważ na moją szyję był już za mały. Nagle ktoś gwałtownie otworzył drzwi jednego z pomieszczeń gospodarczych i chwycił mnie jedną dłonią w pasie, a dłonią drugiej ręki zatkał buzię. Szarpałam się jak opętana, próbując się uwolnić. Kopnęłam nogą jego kość piszczelową, przez co na chwilę stracił równowagę i sycząc z bólu wpadł na półki ze środkami czystości, przy okazji przewracając szczotkę do zamiatania podłogi. Skorzystałam z chwili jego nieuwagi i wyjęłam nóż z kieszeni, a następnie pchnęłam go na ścianę i przycisnęłam go do niej, uderzając najmocniej jak potrafiłam jego barki. Jedną rękę odsunęłam od postawnej sylwetki i zapaliłam światło, bo przycisk był tuż przy jego głowie.
- Kim jesteś? – zapytałam, ściągając mu kominiarkę z głowy. – Nate? – wrzasnęłam i odsunęłam się od niego, próbując złapać oddech.
- Kurwa, wystraszyłaś mnie. Oszalałaś? – zapytał, też próbując się uspokoić. – Musiałaś tak ostro? – On się wystraszył? To on tutaj wygląda jak bandzior i wciągnął mnie do tego pomieszczenia! To ja powinnam być wystraszona!
- Przepraszam, zawsze jak ktoś usiłuje mnie zaciągnąć w jakiś ciemny kąt podstawiam mu głowę, żeby było mu wygodniej. – odpowiedziałam sarkastycznie. – Co ty tu do cholery robisz?
- Chciałem pogadać. Nie wiedziałem, że będziesz się tak rzucać. – oznajmił, drapiąc się po głowie. Nie mógł po prostu zapukać jutro rano do mojego pokoju? Nie, oczywiście, że nie. Lepiej przyprawiać mnie o zawał w środku nocy.
- Nie powinieneś być zaskoczony. Ostatnio jak cię widziałam przykładałeś mi pistolet do twarzy. – warknęłam na niego wściekła. Chciałam iść spać, nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Znowu chce mnie szantażować?
- Rachelle, powinnaś mi zaufać. Albo jesteś ze mną, albo przeciwko mnie. Twój wybór. – spojrzał mi w twarz obojętnym wzrokiem. A jest jakaś opcja typu wynoś się z mojego życia?
- Wyjaśnijmy sobie coś. – przydusiłam go mocniej do ściany. – Na zaufanie trzeba zasłużyć, a ty groziłeś mi, że wydasz mnie i Justina Mike’owi, więc nie proś mnie o nic więcej, ponieważ jedyną rzeczą jaką mogę dla ciebie zrobić jest poderżnięcie ci gardła.- miałam wyjść, ale w porę sobie o czymś przypomniałam. – Czy to ty strzelałeś do mnie podczas urodzin Howarda? – warknęłam z nożem przy jego tętnicy szyjnej. – Mów prawdę, i tak się dowiem, jeśli to byłeś ty.
- To nie byłem ja. – powiedział słabym głosem, ponieważ nie mógł swobodnie oddychać przez zaciśnięte gardło, żeby nie nadziać się na ostrze mojego sztyletu. – Szukałem Candice. – opuściłam nóż na dół, ale nie przestałam na niego uważnie patrzeć.- Nie był to też nikt ode mnie. Masz tylko moje słowo, ale nie miałbym po co kłamać. – nie powinnam mu wierzyć, ale ten chłopak wcześniej miał do mnie słabość i w jego oczach nie widziałam ani odrobiny cienia kłamstwa. Był zszokowany tym, co mu powiedziałam na tyle, że nie mógł nawet wiedzieć o tej cholernej próbie pozbawienia mnie życia. Najwyraźniej jestem pierwszą osobą, która mu o tym powiedziała.
- Lepiej, żebyś mówił prawdę. – syknęłam ze złością, puściłam go, a następnie wyszłam z pomieszczenia i zamknęłam drzwi z hukiem. Powoli wracałam na swoje piętro, wyprowadzona z równowagi przez Nate'a. Marzyłam, aby położyć się już w łóżku i pogrążyć się w błogim śnie. Byłam tuż przy drzwiach od mojego pokoju, gdy w pewnym momencie zauważyłam Justina z jakąś blondynką, wchodzącego do windy. Przez pierwsze dwie sekundy zdezorientowana mrugałam oczami, chcąc aby obraz, który ujrzałam, okazał się tylko złudzeniem. Jednak to działo się naprawdę. Blondyn obejmował ją ramieniem. Niewiele myśląc, schowałam się za jedną z szafek, stojących na korytarzu, by mnie nie zauważyli. Chociaż nie widziałam twarzy tej dziewczyny, byłam pewna, że to ta nowa. Tylko co ona robi o tak późnej porze z moim Justinem? Właśnie w takich chwilach czujesz jak ziemia rozstępuje się pod twoimi nogami, a niebo spada ci na głowę.





,,I'm in control, 
when you give me your body, yeah
I feel our souls burnin' up 
when I'm, inside of you and I
I'ma leave a mark, just to remind you, 
where you belong, baby
Give me your all, scream as loud as you want...''


                                            The Weeknd - Where you belong







____________________________________________

Witajcie kochani, 
chciałam by ten rozdział był odrobinę dłuższy,
 dlatego tyle czekaliście.
Dziękuję wam za ponad 90. 000 wyświetleń
i nie ukrywam, że czekam do wymarzonej setki!  ;) 
Dziękuję tym osobom, które skomentowały poprzedni post,
to właśnie komentarzami możecie podziękować za kolejny rozdział.
Następny postaram się dodać jak najszybciej
będzie to możliwe. Na razie nic Wam nie obiecuję.
Proszę, żeby każdy z Was kto
ma twittera dał RT  post  jeśli uważacie, że mój blog
 jest wart uwagi. Polecajcie go znajomym itd.
Zapisujcie się do listy informowanych, 
wtedy najszybciej dowiecie się o  nowym rozdziale. 
Byłabym Wam bardzo wdzięczna, bo dzięki czytelnikom 
ta historia nabiera dla mnie większego znaczenia. 
Chcę wiedzieć, co mogę poprawić, co Wam się  podoba, a co nie. 
Niedługo opublikuję spoiler następnego rozdziału,
chyba że mam tego nie robić?
Trzymajcie się, do następnej! ;*







Jeśli spodobał Ci się ten rozdział, bądź uważasz, że całkiem go zawaliłam, 
tudzież zniszczyłam twoje wszelkie wyobrażenia, 
lub po prostu wiesz, że sprawi mi to wielką radość i być może zainspiruje, 
napisz komentarz. 

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 34






Mike popadł w obłęd. Co chwilę sprawdzał, co się ze mną dzieje. Zaczął zachowywać się tak jak wcześniej. Wystarczyła jedna sytuacja, która wyprowadziła go z równowagi, żeby znowu zaczął być gorszym odbiciem siebie. Powtarzałam sobie, że to potrwa chwilę i wszystko będzie dobrze. Niestety, nie mogłam być tego pewna. Ktoś próbował odebrać mi życie, już nic nie będzie takie same. To, co stało się wczoraj po prostu mnie przerosło, chociaż nie po raz pierwszy stanęłam twarzą w twarz ze śmiercią. Całą noc uważnie obserwowałam okna i drzwi mojego pokoju. Nie zamknęłabym oczu chociażby na minutę, gdyby nie Justin. Osoba, której w ogóle nie powinno w nim być. Co jeśli ten ktoś, kto wczoraj do mnie strzelał wiedział o wszystkim? Wiedział, że zdradzam Mike’a Howarda? Co jeśli teraz planuje kolejny atak? Wiedziałam, że nic już nie będzie łatwe. Nigdy takie nie było. Zaczęło się piekło, a ja byłam w jego centrum. Ze strachem czekałam na to, co przyniesie przyszłość.
- Jak się czujesz? – zapytał szeptem Justin, obejmując mnie swoim ciepłym ramieniem, kiedy leżeliśmy na łóżku. Przysięgam, że sama jego obecność była kojąca.
- Pytasz czy oswoiłam się z myślą, że już mogło mnie tu nie być, czy może z tym, że ktoś próbował mnie zabić? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie, pusty wzrok wbijając w sufit. Dlaczego trafiło na mnie? Naprawdę sądzili, że pozbawiając mnie życia zastraszą Mike’a i złamią go w taki sposób, że odejdzie ze spuszczoną głową? Nie znali go, nie znali jego siły. Był cholernie inteligentny i odważny. Teraz kierował nim tylko gniew i chęć zemsty. Co oznaczało jedynie tyle, że nie tylko ja powinnam mieć powód, żeby się bać. Rozumiałam Mike'a. Zawsze stałam po jego stronie niezależnie od tego, czy jego działania wydawały mi się słuszne, czy też nie. Potrzebowałam spokoju. On również go potrzebował, chociaż nie było takich słów, które spowodowałyby, że na chwilę zostawiłby całą ogarniającą go złość. Mike nie słuchał innych. Liczył się tylko on i jego rozszarpane poczucie dumy. Od tamtego wieczoru nigdy nie zostawał sam. Już nie widziałam go bez ochrony, w szczególności Thomas i Rick nie odstępowali go na krok. Nikt nie potrafił o tym zapomnieć. Wszędzie panowała grobowa cisza, a w hotelu czuć było napiętą atmosferę. Gości przybywało coraz mniej. Ludzie powstrzymywali się nawet od szeptania po kątach. To już nie było to samo miejsce, pełne hałasu, przepychu i elegancji.
- Rachelle, wpuść mnie. – usłyszałam niski głos. Wstałam z łóżka jak oparzona. Mike stał za drzwiami... Cholera. - Jesteś tam? – Justin podniósł się natychmiast i spojrzał na mnie zdezorientowany. Nagle moje całe ciało opanowały zimne dreszcze.
- Tak… - Myśl, no dalej myśl. Najpierw trzeba zabrać stąd Justina.- Tylko chwila, muszę się przebrać.- zaczęło robić mi się niedobrze. Przełknęłam gorzką ślinę i złapałam Justina za rękę, rozglądając się po pokoju. W zaskakująco szybkim tempie niemalże wepchnęłam go do łazienki. Zamknęłam za nim gwałtownie drzwi. Odetchnęłam głęboko i oparłam się o nie plecami. Czułam jak moje wnętrzności skręcają się ze stresu. – Zostań tu.- szepnęłam cicho do Justina.- Za żadne skarby nie wychodź, dopóki ci nie powiem, że możesz to zrobić. – ostrzegłam. Wiedziałam, że łazienka nie jest najlepszym miejscem na kryjówkę, ale nie miałam czasu, by wymyślić coś lepszego. Nie miałam też zbyt dużego wyboru jak na dwadzieścia pięć metrów kwadratowych pokoju.
- Szkoda, a już myślałem, że się z nim przywitam. – syknął  cicho, a ja postanowiłam to zignorować. Odepchnęłam się rękoma od framug i przewróciłam oczami. Nawet teraz mógłby sobie darować te sarkastyczne uwagi.
- Po prostu mnie wpuść. – powiedział rozdrażniony i niecierpliwy Mike.
- Już idę! – wrzasnęłam w stronę drzwi, za którymi stał mój chłopak. Podbiegłam do nich o miękkich nogach, poprawiłam włosy palcami i jeszcze raz zastanowiłam się czy na pewno podejmuję dobrą decyzję, otwierając je. - Byłam w łazience.- odparłam najnormalniejszym tonem głosu, na jaki było mnie stać i wpuściłam go do środka. Klamka zapadła, teraz wszystko jest w moich rękach. Mike od razu rozejrzał się po pokoju, wchodząc do niego pewnym krokiem. Swój wzrok zatrzymał na moim łóżku z niepoprawionym kocem i wybrzuszonymi dwoma poduszkami.
- Miałem wrażenie, że nie jesteś sama.- jego podejrzliwy ton głosu sprawił, że moje serce zaczęło bić jak oszalałe. Z trudem utrzymywałam normalny wyraz twarzy. Mogłam stracić wszystko, gdyby Mike zobaczył u mnie Justina… Pamiętałam jak pobił mnie, gdy nie zabiłam go za pierwszym razem tylko uciekłam. Jeśli tak zareagował na moje nieposłuszeństwo, to jak mógł zareagować na to, że bez oporów go z nim zdradzam? Moje wyrzuty sumienia powinny zatrzymać mnie przed robieniem tego po raz kolejny. Jednak Justin miał w sobie coś, czemu nie mogłam się oprzeć od samego początku.
- Nie… - zaczęłam, gdy nagle usłyszałam huk. Coś spadło. Miał zrobić prostą rzecz. Zostać w łazience i się nie ruszać. Tymczasem zapragnął urządzić sobie w niej demolkę, podczas gdy na moich ramionach spoczywa nasze żyć albo nie żyć. I to dosłownie... 
Doskonałe wyczucie czasu.
- Ktoś tu jest? –  zadał pytanie, na które najbardziej nie chciałam odpowiadać.
- Nie, jestem sama. – skłamałam, patrząc mu w oczy.
- Wyraźnie coś słyszałem. – wymamrotał niepewnie, uważnie na mnie patrząc.
- Naprawdę? Wydawało ci się. – zapewniałam, starając się opanować drżenie rąk.
- Sprawdzę co to…-  szepnął, idąc w stronę łazienki.
- Nie, nie musisz tam naprawdę nic nie ma. – powiedziałam, blokując mu drzwi ręką, gdy zauważyłam, że przymierza się do ich otworzenia. On nie może otworzyć tych drzwi…  Już szykowałam się na upozorowanie nagłego omdlenia.
- Dlaczego nie chcesz, żebym tam wchodził? – wysyczał przez zęby przeraźliwie. Nie chciałam go wpuścić do zwykłej łazienki, zachowywałam się równie dziwnie, jak on wtedy, gdy kazał mi spróbować przystawki z wielką radością wymalowaną na twarzy, jakby wręczał mi bilety na zwycięski mecz Lakersów w pierwszym rzędzie. 
- Bo mam tam wielki bałagan. – wypowiedziałam na głos pierwszą myśl, która wpadła mi do głowy, aby chwilę później stwierdzić, że mi nie uwierzy. Musiałam szybko coś wymyślić, nikt nie powiedział, że jestem w tym dobra. Byłam cholernie zdenerwowana. Ciężko jest okłamać chłopaka, który zna cię od pięciu lat i wie, kiedy zaczynasz coś kombinować.  – Wszystko jest okej... – mówiłam spokojnym tonem, głęboko w duchu licząc, że zatrzymam buzujące w nim emocje. Jednak on już mnie nie słuchał i bez ostrzeżenia ciągnął za drzwi, a ja próbowałam stawiać mu opór usiłując je zamknąć. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że on jest silniejszy.
- Wpuść mnie tam! – krzyknął i pchnął mnie brutalnie. Na szczęście, zdołałam utrzymać równowagę, aby nie upaść na podłogę. Serce podeszło mi do gardła. Mike rozejrzał się po toalecie, a ja stanęłam za nim, spoglądając na pomieszczenie przez jego ramię.
- Widzisz, nic tu nie ma, to tylko dezodorant spadł. – powiedziałam, zwracając uwagę na puszkę, która turlała się po podłodze, lekko się trzęsąc i wydając przy tym irytujący, trzaskający dźwięk, na który zmarszczyłam brwi.
- To dobrze. – odparł jeszcze raz, próbując uporczywie znaleźć coś w mojej toalecie. Podniosłam dezodorant z podłogi i wrzuciłam go szybko do wanny, nieznacznie odchylając zasłonę, bo zdawałam sobie sprawę, że kryje się za nią Justin. Całe szczęście, że nie była przezroczysta. Modliłam się, by tylko Mike nie zechciał jej odsłaniać, by jak najszybciej wyszedł z mojego pokoju. - Chciałbym żebyś przyszła do mnie wieczorem do gabinetu. – powiedział łagodnie, cofając się w stronę drzwi. Miałam nadzieję, że już nic więcej go tu nie zatrzyma, chociaż nadal czułam moje dygoczące serce w piersi.
- W porządku, przyjdę. – powiedziałam, wypychając go z łazienki. Gdy tylko trzasnęły za nim drzwi, stanęłam głęboko oddychając i odgarniając włosy z twarzy, trzymałam prawą dłoń na sercu, jakbym tym gestem mogła spowolnić jego bicie. Justin odsłonił zasłonę, patrząc na mnie z żalem.
- Boże, jeszcze chwila, a on mógłby cię zabić. – westchnęłam patrząc na niego, stojącego w mojej wannie. – Nie mogłeś jeszcze głośniej włazić do tej wanny? – syknęłam cicho, na wypadek jakby Mike jeszcze tu był. Nie otrzymałam od niego żadnej odpowiedzi.- Nie powinniśmy tego robić, on w końcu się dowie i nas zabije. Mam wrażenie, że z każdym dniem ukrywanie tego jest coraz bardziej nierealne.- paplałam z nerwów, przechadzając się po mojej łazience w tę i z powrotem. Nie mogłam ustać w miejscu, a chodzenie odrobinę pomagało mi się uspokoić.- Jak tak dalej pójdzie, to zejdę na zawał. - spojrzałam na jego wykrzywioną grymasem twarz. Nic nie odpowiadał. - Justin my nie możemy...- zaczęłam, ale nieoczekiwanie mi przerwał.
- Przestań. Niczego nie widział. Teraz zastanawia się nad tym, kto chciał zniszczyć jego urodziny. Nie ma głowy do tego, żeby myśleć o tym, co robisz sama w swoim hotelowym pokoju. - po części miał rację, ale to nie oznaczało, że Howard zamknie się w swoim gabinecie, aż do rozwiązania problemu. Wręcz przeciwnie miałam wrażenie, że z każdym kolejnym dniem staje się bardziej natarczywy i podejrzliwy. 
- Może masz rację.- westchnęłam cicho i stanęłam przed nim, spoglądając mu w oczy, jakbym chciała sprawdzić, czy mówi tak po to, by mnie uspokoić czy może rzeczywiście w to wierzy. W jego oczach istniało jedno takie miejsce, w którym mogłam się zawsze schronić, szukając spokoju i bezpieczeństwa. Wystarczy, że na niego spojrzałam i wszystko, co złe wokół znikało. Tak po prostu. - Czemu tak na mnie patrzysz? - zapytałam nie wytrzymując w końcu. Czy każdy chłopak stający na mojej drodze musi przejawiać jakieś dziwne zachowania? Może to ze mną jest coś nie tak?
- Bo zrzuciłaś mi to gówno na nogę. – jęknął z goryczą w głosie, podnosząc dezodorant, który wrzuciłam wcześniej do wanny. Musiało go boleć, bo mocno zagryzł dolną wargę, zapowietrzając się. Następnie wyszedł z wanny, podchodząc do mnie powoli.
- Niechcący.- mruknęłam i nieznacznie uniosłam kąciki ust do góry. Przekomiczne było dla mnie to, że tacy twardziele jak on mają wysoki próg bólu i nigdy nie przyznają się, że coś ich boli. Przynajmniej nie słyszałam, żeby po walce z jakimś chłopakiem narzekali na roztrzaskaną szczękę, ale jeśli chodzi o jakieś błahostki stają się najdelikatniejszymi istotami na świecie.
- A co gdybym krzyknął? - jego twarz powoli zmieniała wyraz na normalny, a w jego oczach paliły się iskierki ekscytacji. O nie, on znowu zaczyna te głupią grę. Będzie się na mnie mścił... Justin był coraz bliżej mnie, a ja cofałam się powoli, bo przypominał mi jakieś drapieżne zwierzę, a z racji tego, że nikogo oprócz nas nie było w pokoju, jasnym dla mnie było to, że ofiarą będzie nie kto inny, jak ja.
- Bylibyśmy załatwieni.- powiedziałam zgodnie z prawdą i uśmiechnęłam się tak, jakby to było bardzo zabawne.
- To ciebie bawi? – zapytał, nie dowierzając. Nim spostrzegłam, co zamierza zrobić, złapał mnie pod kolanami, niósł mnie wyrywającą mu się nieudolnie i wrzucił mnie do wanny.
- To w tym wszystkim jest najbardziej podniecające, nie uważasz? – zagryzłam wargę patrząc na niego, skulona siedząc w wannie i czekając na jego kolejny ruch. Wszedł do wanny w ubraniach i uśmiechnął się do mnie chytrze. Spoglądałam na niego niewinnym wzrokiem z dołu. Chwycił mnie za rękę i pomógł mi wstać.
- Tak, mieliśmy cholerne szczęście.- szepnął mi do ucha, przytulając mnie od tyłu, pozostawiając ciepły oddech na mojej szyi. Po moim ciele przebiegły gwałtowne dreszcze, ale już inne od tych, które czułam, gdy Mike wszedł do mojego pokoju kilka minut temu.
- Mhm.- wychrypiałam, całując go i nagle poczułam zimne krople wody. Byłam tak bardzo zajęta tym, że go całuję, żeby nie zauważyć, że za moimi plecami grzebał coś przy kranie. Właśnie odkręcił prysznic.
- Co robisz, debilu?! Będę cała mokra.- uderzyłam go w pierś, gdy chciałam szybko uciec z wanny on przytrzymał moje obie ręce, a lewym ramieniem objął mój brzuch. Wtedy przestałam się szarpać, bo wiedziałam, że jestem przegrana. Położył brodę na moim ramieniu i pocałował mnie w policzek, mocniej do siebie przytulając. Następnie ustami dotykał mojej szyi i delikatnie ją podgryzał. Zamknęłam oczy z rozkoszy. Odwrócił mnie do siebie przodem i pocałował namiętnie. Byliśmy cali mokrzy, nie przeszkadzał nam fakt, że pada na nas woda. Opuszkami palców zdjął moją białą koszulkę, przez którą teraz prześwitywał mój czerwony stanik. Woda uniemożliwiała mi patrzenie na niego, ale doskonale czułam w palcach jego mięśnie. Nasze ciężkie ubrania od wody lądowały na podłodze. Gdy byliśmy już rozebrani, odgarnęłam jego mokre, przyklapnięte włosy z twarzy. Ten widok nigdy nie przestanie mnie śmieszyć. Kładąc lewą dłoń na jego karku przywarłam ustami do jego ust i pogłębiałam pocałunek. Pchnęłam go do tyłu, w taki sposób, by jego plecy opierały się o kafelki na ścianie i zarzuciłam na niego jedną nogę. Byłam zdumiona, że było we mnie tyle siły. Justin był lekko zdezorientowany moim czynem, ale usłyszałam jego ciche i krótkie mruknięcie, więc stwierdziłam, że to mu się spodobało. Napierałam swoim całym ciałem o jego ciało tak, by nasze miejsca intymne ocierały się o siebie. Uśmiechnęłam się szeroko, zagryzając jego dolną wargę i nadal nie przerywałam pocałunku. Jego dłonie teraz zaciskały się na moich biodrach. W łazience zaczęło się robić coraz gorącej. Lustra zaczęły parować, od nadmiaru wilgoci w pomieszczeniu. Wiedziałam, że z moich rzęs spływa tusz i nie chciałam nawet myśleć o tym, jak w tamtej chwili wyglądałam. Wiecie co było w tym wszystkim najpiękniejsze? Czuć miłość, ale nie używać do tego żadnych słów i nie czuć przy tym skrępowania. Byłam pochłonięta całym nim i nie musiałam myśleć o niczym innym. Mogłam pokazać mu jak bardzo go kocham i nie wypowiadać tego na głos, bojąc się jakie to za sobą niesie skutki. Justin przerwał pocałunek, zakręcił wodę i sięgnął po kostkę mydła, leżącą na krawędzi wanny o zapachu brzoskwiniowym. Namydlił swoje męskie dłonie by zacząć powoli z niewypowiedzianą delikatnością masować moje piersi, na których szybko pojawiła się puszysta piana. Patrzyłam na każdy jego drobny ruch, zagryzając wargę. Jest w tym taki dobry… Kiedy znudził się moimi piersiami przeszedł do brzucha i zaczął rysować kółka wokół mojego pępka.
- To łaskocze, przestań.- zaśmiałam się, zginając się w pół. Ku mojemu zdziwieniu posłuchał mnie i przeszedł do moich pośladków, oczywiście nie tracąc okazji na to, żeby bezlitośnie je ścisnąć. Następnie jego prawa dłoń znalazła się między moimi nogami, które automatycznie zacisnęły się z powodu wyczuwalnego napięcia. Jego palce przyprawiały mnie o zawrót głowy, gdy odkrywały mój gorący punkt między udami. Czułam, że odlatuję i z całej siły przytrzymałam się jego ramion, aby utrzymać równowagę. Pojękiwałam cicho wprost do jego ucha, podczas gdy on chował twarz w moich mokrych włosach. Kiedy osiągnęłam orgazm, pocałował mnie w obojczyk, przekazując mi mydło. Moje spięte mięśnie się rozluźniły. Od dłuższego czasu po raz pierwszy czułam się zrelaksowana.
- Nie wiedziałam, że kąpiel może być tak przyjemna.- wyszeptałam niemrawo, nadal oszołomiona rozpływającą się po mnie falą spełnienia.
- Jeszcze wiele rzeczy muszę ci pokazać. – usłyszałam jego zachrypnięty głos, a jego słowa sprawiły, że czułam się tak, jakby przed chwilą przebiegł przeze mnie prąd. Gdzie on się tego nauczył?
- W takim razie nie mogę się doczekać. – odpowiedziałam, całkiem tracąc resztki rozsądku. Był jak mój własny, osobisty narkotyk, od którego nieodwołalnie się uzależniłam. Przyszła kolej na mnie, by odpłacić mu się pięknym za nadobne. Zaczęłam od namydlania jego ramion, pokrytych tatuażami. Sunąc dłońmi niżej masowałam jego wyrzeźbione mięśnie brzucha, czując jak napinają się pod moim najdrobniejszym dotykiem. Kilka centymetrów nad pępkiem dostrzegłam bliznę, po tej nieudanej misji niedaleko Clevland, kiedy jeden z ochroniarzy zaatakował go nożem. Wycałowałam każdy jej minimetr, smakując przy tym krople wody pozostałe na jego skórze. Obserwował uważnie jak kucam przed nim i namydlam ręce, by potem śliskimi dłońmi drażnić jego przyrodzenie. Czułam jak z każdym najdelikatniejszym ruchem jego penis pulsuje coraz szybciej. Stał się bardzo twardy. Postanowiłam się trochę z nim podroczyć, dlatego wstałam, aby moja twarz znalazła się na poziomie jego twarzy i pocałowałam go szybko w usta. Zanim zdążył się zorientować wyszłam z wanny zostawiając zdezorientowanego przystojniaka samego. Nasza zmysłowa kąpiel dobiegła końca, a Justin był rozdrażniony i zniesmaczony moją, jak to określił ,,bezczelną i szczeniacką zagrywką,’’ I vice versa, on zawsze tak postępuje i nie robię mu wyrzutów. Pchnął mnie w kierunku łóżka, gdy oboje znaleźliśmy się w mojej sypialni i zaczął:
- Nie powinnaś tego robić. – powiedział groźnym tonem. Tak jak bardzo wielu rzeczy, łącznie ze spaniem z tobą i przyznaniem się do tego, że się w tobie zakochałam.- pomyślałam.
- W zasadzie nie jesteś moim chłopakiem, więc owszem, mogłam.- powiedziałam z chytrym uśmieszkiem wypisanym na twarzy. Ty to zacząłeś…
- Więc to ciebie boli? – zapytał, śmiejąc się. – Kiedy ostatnio Mike powiedział ci ,,moja dziewczyno’'? – w jego ustach połączenie tych dwóch słów brzmiało tak perfekcyjnie… W sumie za każdym razem, gdy słyszę jego głos, muszę powstrzymywać się przed rzuceniem się na niego. Jest cały hipnotyzujący.
- Dawno tego nie mówił…- usiłowałam sobie przypomnieć taki moment, ale nic z tego.- Praktycznie w ogóle się tak do mnie nie zwraca. – stwierdziłam w końcu.
- Więc…- zaczął kręcić głową na boki i objął mnie w pasie, podchodząc coraz bliżej.- Nie masz chłopaka, a ja właśnie cię przygarnąłem.
- Naprawdę? – zaśmiałam się. – I co teraz zamierzasz zrobić? - zapytałam, szeroko się uśmiechając i utonęłam w jego brązowych oczach. Jak można mieć tak piękne, popieprzone oczy?  Dlaczego cały czas mam wrażenie, że on jest moim chorym wytworem wyobraźni? Jeśli właśnie tak wygląda opętanie, to cóż… mogę być opętana.
- Zaciągnę cię do łóżka i nie pozwolę ci z niego wyjść. – odpowiedział, a ja wstrzymałam oddech ze zdumienia. W moim brzuchu ponownie rozlała się fala gorąca.
- Twoja propozycja brzmi kusząco, ale nie wiem, czy jestem na to gotowa. – ostrzegłam, ponieważ jeszcze nie ochłonęłam po tym, co zrobił ze mną w wannie.
- Jako twój chłopak, oświadczam ci, że doprowadzasz mnie do szału i mam to gdzieś. Jeśli będę chciał kochać się z moją dziewczyną, to to zrobię.- odpowiedział, całując mnie i wsuwając zdecydowanie język do moich ust. Nie mogłam zaprzeczyć, że ta zaborczość w jego głosie była cholernie seksowna.
- Mamy jakieś dwie godziny, zanim przyjdzie tu znowu. – oznajmiłam tylko, a dla niego był to sygnał, żeby zacząć działać. Jego drżące palce drażniły moją skórę.
- W takim razie możemy je wykorzystać. - zdecydowanie chwycił mój ręcznik w lewą rękę i odwinął go. Wtedy opadł ze mną na moje łóżko. Jego prawa dłoń wylądowała na moim lewym pośladku, którego do połowy zakrywał biały, hotelowy ręcznik ze złotymi inicjałami M.H., na którym leżałam. Zagryzłam wargę, uśmiechając się do niego i wyciągając się na całej długości łóżka.
– Pragnę cię.- szepnęłam, gładząc jego policzek lewą dłonią. Kropelki wody z jego włosów spływały po moich palcach. Odwinęłam jego ręcznik i zagryzłam wargę spoglądając w jego oczy. Lewą stopą zaczęłam gładzić jego prawe podudzie. Czułam jak krople wody z jego ciała spadają na mój nagi brzuch powodując przy tym krótkie dreszcze. Wiedziałam, że Justin nie mógł już czekać. Wyciągnął nerwowo prezerwatywę z mojej szafki nocnej i założył ją precyzyjnie. Rozchyliłam kolana pozwalając mu na to, by wszedł we mnie i z pasją pieścił moje sutki. 
- Justin! - wrzasnęłam w chwili, gdy moje ciało wygięło się w łuk, a paznokcie wbiły w materac łóżka. Czułam jak zaciskam się między jego męskością. Justin pchnął mnie kilka razy, aż poczułam, że w środku mnie buzuje kolejna fala gorąca. Wstrzymałam oddech, w chwili gdy ze mnie wychodził, aby potem głęboko westchnąć z wycieczenia. On mnie kiedyś zabije…
- Co to za zdjęcie? – zapytał później, jak leżąc obok mnie sięgnął ramkę z mojego stolika nocnego. Znajdowało się w niej moje zdjęcie z Mike’iem z naszych pierwszych miesięcy znajomości. Stojąc za mną obejmował mnie w talii i uśmiechał się do mnie podczas, gdy ja wyginałam się ze śmiechu. Wtedy byłam zupełnie innym człowiekiem. Wtedy, byłam naprawdę szczęśliwa. Ale to już przeszłość. Mike stał się inny, ja też. Wiedziałam, że to nie wróci, ale za każdym razem, gdy patrzyłam na to zdjęcie, powracała we mnie nadzieja na to, że w Howardzie nadal jest część tamtego siebie.
- Może mam powiesić sobie twoje zdjęcie na ścianie z napisem ,,Najseksowniejszy uwodziciel na świecie #muchlove.’’ - zażartowałam, oblizując usta.
- Możesz. – cmoknął mnie w policzek
- Żeby Mike mógł sobie na nie popatrzeć? Nie ma mowy.- parsknęłam śmiechem.
- Zerwij z nim i bądź ze mną. – zaczął znowu rozkazującym tonem.
- Niby to takie łatwe, ale nie mam pojęcia, co by zrobił. – westchnęłam smutno i chwyciłam go za rękę. Nie mogłam sobie tego wyobrazić. Ja razem z Justinem nie ukrywający się? Mike, który akceptuje fakt, że zdradziłam go i nagle jest tylko moim szefem? To był absurd.
- Opowiedz mi coś o sobie. – powiedziałam, chcąc zmienić temat. Poza tym od samego początku, gdy go poznałam chciałam dowiedzieć się skąd jest, co robił wcześniej i dlaczego znalazł się w tym złym świecie. Nie wyglądał na kogoś, kto był w nim od zawsze. Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy wiedziałam, że jest w nim coś dobrego.
- Nie mam ciekawej historii. - dopowiedział tylko, nagle wiercąc się na łóżku nerwowo i zabierając swoją dłoń z mojego uścisku. Poczułam się odrobinę odrzucona.
- Co z tego… chcę wiedzieć.- próbowałam go zachęcić do mówienia i położyłam się na boku, podpierając się łokciem puchowej poduszki, aby lepiej widzieć jego wyraz twarzy. Nie mogłam odczytać nic. Zupełna pustka. Nie chciał się tym ze mną podzielić. Nikt z nas nie ma ciekawej historii, wszystkie łączą się z bólem.
- Okej, powiem ci wszystko, co chcesz wiedzieć, jeśli zerwiesz z Mike’iem. - powiedział, obracając twarz w moją stronę i patrząc na mnie w ten cwaniacki sposób.
- To jest szantaż! – wrzasnęłam oburzona i lekko uderzyłam go w ramię.
- Skarbie, a kto powiedział, że życie jest sprawiedliwe? - zaczął się śmiać jak jakiś dzieciak.
- Dupek. – powiedziałam, kręcąc na boki głową.
- Dziwne, wydaje mi się, że parę minut temu byłem twoim bogiem seksu.- obrócił się do mnie z tym anielsko-diabelskim uśmiechem, przybliżając swoje usta do moich.
- Możesz sobie pomarzyć. Nigdy tego nie powiem.- spojrzałam na niego kątem oka, oblizując wargę, a na jego twarzy zobaczyłam coś w stylu ,,jeszcze zobaczymy.’’




******



Pod wieczór weszłam do gabinetu Mike’a, witając się z zapracowaną Charlotte, która jak zwykle pisała coś na komputerze.
- Zrobić panience kawy? – zapytała mnie uprzejmie, a gdy miałam pokręcić głową na ,,nie’’ ze swojego pokoju wyszedł Mike i odpowiedział za mnie.
- Nie szykuj jej nic, zaraz wychodzimy.- poinformował ją, a ona wróciła do swojej poprzedniej czynności. Wychodzimy? Ciekawe co tym razem dla mnie przyszykował.
- Dziękuje Charlotte. – wymamrotałam pod nosem i weszłam do pokoju, siadając naprzeciwko mojego szefa w czarnym fotelu. – Gdzie wychodzimy? – spytałam, widząc jak nalewa alkohol do dwóch szklanek. – Ja nie chcę. – uprzedziłam go, ale nie przejął się tym zbytnio i chwilę później obie szklanki były napełnione ciemną cieczą o charakterystycznym zapachu.
- Radzę ci, żebyś to wypiła. Przyda się. – zerknął na mnie, namawiając do wypicia mocnej whisky. Znowu się go bałam. Wiedziałam, że muszę robić wszystko, o co poprosi, inaczej będzie źle. Wypiłam napój jednym haustem i spojrzałam na niego odważnie. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Tak to było?
- Co mam zrobić? – zapytałam twardo i zauważyłam jak szeroko się do mnie uśmiecha. Bez słowa wyszedł ze swojego gabinetu. Nie musiał mi mówić, że mam iść za nim. Korytarz był pusty. Nie było w nim nawet ochrony. Mike nacisnął guzik wzywający windę, a gdy byliśmy w środku pośpiesznie zamknął jej drzwi i winda zjechała w dół. Piwnica. Wychodząc z windy przeszliśmy przez wąski korytarz. Szłam pewnym krokiem za Mike’iem i zobaczyłam kolejne ogromne kuloodporne drzwi, które widziałam już po raz drugi. Na ich widok dawne wspomnienia odżyły we mnie wraz z tymi wszystkimi emocjami, które towarzyszyły mi, gdy zaprowadził mnie tu po raz pierwszy. Fakt, że teraz już wiedziałam, czego mogę spodziewać się za drzwiami, wcale nie pomógł mi w opanowaniu przerażenia. Nie chciałam tam wchodzić, ale byłam świadoma tego, że nie miałam wyboru.





- Dzisiaj zaspokoję twoją ciekawość.- byłam przerażona i zszokowana.- Pewnie to nie jest to, co chciałabyś zobaczyć.- odczytał z wyrazu mojej twarzy.
Gdy tylko skręciliśmy w lewo zobaczyłam klatki. Klatki dla ludzi. 
Nie, same żelastwo nie zdołało mnie wystraszyć. 
W klatkach były kobiety, po ich prętach ciekła świeża krew. 
Kapała na ziemię.
 Myślałam, że zemdleję, słyszałam jak krew opada na podłogę.
 Kobiety były wychudzone, pobite, pokaleczone, 
posiniaczone, rozczochrane, zgwałcone i nagie. 
Nie mogłam na to patrzeć. 
Te wystające kości, to ośmieszenie. Byłam pewna, że skończę tak samo. 
Przecież te dziewczyny musiały być w przeszłości śliczne. 
Zakrywały oczy od rażącego je światła.
 Żyły w ciemnościach. 
Widziałam każdą kość ich marnego ciała, jej kształt. 
Obok stały wiadra i pusta butelka po wodzie. 
Przy mnie stał sprawca tych okrucieństw.
 Żałowałam, że chciałam to wiedzieć... 
Brunetka z oparzoną twarzą podeszła do krat
 i cichym szeptem - ponieważ nie mogła wysilić się nawet na kilka słów, 
skierowała przygłuche słowa w moją stronę.
- Uciekaj! Nie daj się w to wciągnąć.- jej wargi trzęsły się. 
Podszedł do niej strażnik i z całej siły uderzył ją w twarz.
 Upadła na podłogę i już się nie podniosła.





Mike minął kilka klatek, zanim zatrzymał się przy jednej. Otworzył ją kluczem pasującym do żelaznej, masywnej kłódki i zapalił światło w postaci jednej żarówki, wiszącej na drucie. Dziewczyna uwięziona w klatce wystraszyła się. Gdy tylko oślepiło ją światło, zakryła oczy ręką. Wreszcie zauważyła Mike’a i zaczęła trząść się ze strachu. W jej oczach pojawiły się łzy. Wychudzona w postrzępionej i brudnej, białej koszulce, sięgającej jej do połowy ud, która teraz bardziej przypominała kolor szary, patrzyła na niego wydawałoby się przez ułamek sekundy, jakby bojąc się, że za samo patrzenie na mężczyznę, może zostać skrzywdzona. Nie weszłam za nim do środka, nie miałam odwagi. Gdy dziewczyna zobaczyła, że Mike stawia kolejny krok w jej stronę przeczołgała się w ataku paniki do ściany, jakby jeszcze mając nadzieje, że ucieknie przed jego rękoma. Słyszałam jej spazmatyczne łapanie oddechu i ciche jęki przerażenia, mimo że stałam trzy metry od niej. Mike tym razem podskoczył do niej znienacka i uderzył ją pięścią w twarz. Na miejscu jej starego siniaka pojawił się czerwony ślad uderzenia. Współczułam jej, ale nie mogłam go powstrzymać.
- Nie uciekaj ode mnie, suko. – warknął, kucając przy niej, a ja aż wzdrygnęłam się, słysząc jego ton głosu, którym zwracał się do biednej dziewczyny. – Dzisiaj pora na ciebie. Przyprowadziłem nawet ze sobą specjalnego gościa, złociutka.- wskazującym palcem odgarnął włos z jej twarzy i podniósł brodę do góry, oglądając miejsce, w które przed chwilą jej przyłożył, a ja zauważyłam jedną łzę spływającą po jej policzku. Jeśli człowiek może być sparaliżowany strachem, to chyba właśnie znajdowałam się w takim stanie, chociaż to ona siedziała w tej klatce, a nie ja. Nie chciałam na to patrzeć, ale nie mogłam się poruszyć. – Rachelle, podejdź. – otrząsnęłam się, gdy usłyszałam swoje imię. Weszłam do środka i zagryzłam wargę z nerwów, przegryzając ją do krwi. Czułam bicie mojego serca. Chciałam pomóc tej dziewczynie, ale nie mogłam. Poczułam żółć w gardle, gdy tylko usłyszałam jego rozkaz.
- Rachelle, musisz ją zabić. – w tym momencie myślałam, że zwymiotuję. Nastąpiła dłuższa chwila ciszy. Mike podszedł do mnie i chwycił za rękę tą samą dłonią, którą przed chwilą uderzył tamtą dziewczynę. Poczułam obrzydzenie do niego. Stałam w bezruchu. – Rachelle? Mam powtórzyć? – zapytał głośniej, a ja odsunęłam się od niego i wyrwałam moją dłoń z jego uścisku.
- Ale jak… mówiłam ci…- zaczęłam się jąkać. Mówiłam mu, że nie potrafię zabijać niewinnych ludzi, że mam tego dosyć i że nie chcę tego robić, ale on już nie chciał tego słuchać.
- Jesteśmy tu po to, żebyś się przełamała. Musisz się odblokować. Inaczej nie będziesz w stanie obronić się przed śmiercią. Zabijanie to jedyny sposób, aby żyć. Powinnaś to w końcu pojąć. – wiedziałam, że już nie będzie żadnej dyskusji. Był tak pewny tego co mówi, że nic nie było w stanie zmienić jego zdania. On zawsze musi dostać to, czego chce.
- Mogę wybrać broń? – zapytałam po kilku minutach, gdy zdążyłam wziąć parę głębokich oddechów i opanować chaos, panujący w mojej głowie. Mój umysł krzyczał: Uciekaj! Podczas gdy resztki godności starały się pozbierać i wykrzykiwać: Zostań! Nasz mózg jest przyzwyczajony do dwóch mechanizmów obronnych: uciekaj albo walcz. Natomiast w moim świecie musiałam kierować się intuicją, która działała zupełnie inaczej, niż ta u przeciętnych ludzi. Jeśli uciekłabym i poddała się, wcale nie poczułabym się bezpiecznie, ponieważ po tym to ja mogłabym stać się zagrożona. Jeśli postanowiłabym, że zacznę walczyć ze sobą samą i spełnię oczekiwania Mike’a - wszystko będzie dobrze, chociaż przez chwilę i tylko dla mnie. Niestety, jeśli chodzi o nasze przetrwanie jesteśmy egoistami i zrobimy wszystko, by utrzymać się przy życiu. Co innego, gdy walczymy o życie tych, których kochamy.
- W porządku. Czego potrzebujesz?
- Chcę pistolet. – powiedziałam zdecydowana. Wiedziałam, że jeśli trafię prosto w  jej pień mózgu, oszczędzę jej cierpienia i umrze od razu. Wreszcie zazna wymarzony spokój, na który zasługiwała. Tak naprawdę zdałam sobie sprawę z tego, że w tym miejscu nie ma chyba nic lepszego niż śmierć. I chodź widziałam wypisane błaganie w jej oczach, wiedziałam, że to jest najlepsze, co mogłam dla niej w tamtej chwili zrobić. Odebrałam od ochroniarza pistolet i chwyciłam go w obie dłonie. Odbezpieczyłam broń i wycelowałam. Dziewczyna skuliła się jeszcze bardziej, ale nadal uważnie na mnie patrzyła. Gdybym była na jej miejscu patrzyłabym wszędzie, byle nie na osobę, która zamierza mnie zabić. Nie chciałabym, by ten ktoś był ostatnią osobą jaką zobaczę. Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam za spust. Po chwili rozległ się strzał, ale wiedziałam, że nikt oprócz naszej trójki i ochroniarzy nie mógł go usłyszeć. Otworzyłam oczy.Od miejsca, gdzie trafiła kula na jej koszulce rozlała się czerwona krew. Jej oczy zrobiły się białe, jej głowa zwisała bezwładnie nad ramieniem, a jej mięśnie przestały być spięte. Odeszła szybko i bezboleśnie. Oddałam pistolet ochroniarzowi i wyszłam z klatki, nie mogąc patrzeć jak wokół niej zbiera się kałuża śmierdzącej krwi.
- Dlaczego im to robisz? – powiedziałam słabym, drżącym głosem, gdy Mike podszedł do mnie kładąc dłoń na moim ramieniu. Stałam do niego tyłem. To wszystko przez niego. Ta dziewczyna mogła żyć, miała do tego prawo, była taka młoda… Nie poznaje tego człowieka. On jest dla mnie kimś zupełnie obcym. To nie jest mój Mike. 
Mike nic mi nie odpowiedział.
- Są twoimi workami treningowymi? – podniosłam w końcu ton głosu, obracając się do niego przodem. W jego twarzy nastąpiła drobna zmiana, lekko opuścił głowę i oparł się tyłem o kraty pustej klatki. Nagle usłyszałam kroki dwóch ochroniarzy. Jeden z nich trzymał białe prześcieradło. Weszli do klatki, w której leżała martwa dziewczyna. – Robienie tego sprawia ci satysfakcję? Chciałbyś mnie tutaj widzieć?
- Jeśli mnie do tego zmusisz, zajmiesz ich miejsce.- nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.
- Jestem dla ciebie tyle samo wata, co one? – zapytałam, szeroko otwierając oczy ze zdumienia.
- Wiedziały, na co się piszą, ty też wiesz. – odparł nadzwyczajnym tonem.
- One chciały tylko pracować w normalnym hotelu. Nie wiedziały, że to przykrywka dla jakiejś mafii z psychopatą na czele! – wrzasnęłam, zanim zdążyłam pomyśleć, a on zamachnął się na mnie i dał mi cios w twarz. Od tamtej pory zaczęłam go nienawidzić i wiedziałam, że już nic nie jest w stanie tego zmienić. On się nie zmieni. Już nie. Podobno całe dobro, które uczynimy do nas wraca, ale złe rzeczy także wracają i robią to częściej, niż byśmy chcieli.





Wszędzie był ogień. Dziewczynka siedziała w ciemnym kącie pokoju. Jej ramiona trzęsły się ze strachu. Z podkulonymi nogami pod brodą obserwowała płomienie, które pochłaniały cały jej dom i przedpokój. W gorącym i dusznym pomieszczeniu nie widziała żadnego wyjścia. Ogień opanował  ogródek, na który zerkała przez okno swojego malutkiego pokoju każdego ranka. Miała wrażenie, że jej dom atakuje ognisty potwór i wiedziała, że mu nie ucieknie. Wiedziała też, kto mógł nim kierować. Jej mama leżała w salonie na kanapie. Miała nadzieję, że udało jej się uciec. Chciała poczuć wreszcie spokój i bezpieczeństwo, którego jej tak brakowało. Miała nadzieję, że jeszcze nie jest za późno, by ktoś usłyszał jej krzyk, błagający o pomoc. Zaczęła się dusić dymem, który gęstymi kłębami przenosił się do jej pokoju. Nagle zemdlała.





,,There's a part of me I can't get back 
A little girl grew up too fast
All it took was once, I'll never be the same
Now I'm taking back my life today
Nothing left that you can say
'Cause you were never gonna take the blame anyway


Now I'm a warrior
I've got thicker skin
I'm a warrior
I'm stronger than I've ever been
And my armour, is made of steel, you can't get in
I'm a warrior
And you can never hurt me again..''


Demi Lovato - Warrior





_______________________________________________

Cześć, starałam się jak najszybciej dodać ten rozdział,
ale ostatnio nie idzie mi najlepiej.
Dlatego proszę Was, skomentujcie ten post, jeśli czytacie
i wciąż tu jesteście, ponieważ daje mi to motywację
i zachęca do siedzenia nad rozdziałem tyle godzin. 
Potrzebuję Was.
Mała prośba, jeśli chcecie polecić mi jakieś blogi, 
to używajcie specjalnej zakładki, 
a nie piszcie adresu pod najnowszym postem. 
Zapraszam też do obserwowania mojego bloga 
i wpisywania się na listę informowanych.
Jak Wam się podoba nowy wystrój?
Bardzo dziękuję jednej wspaniałej dziewczynie
za pomoc ;) 


Cieszycie się, że Rachelle w końcu przejrzała na oczy?
Jeśli będę wiedziała, że kolejny rozdział jest prawie gotowy,
to zaktualizuję datę następnej notki.
Obserwujcie uważnie mojego twittera,
gdzie pojawi się niedługo zapowiedź następnego rozdziału.
Do zobaczenia.;*
Jeśli chcecie, możecie też do mnie pisać. 
Jednego możecie być pewni - tak szybko stąd nie odejdę. ;) 




Jeśli spodobał Ci się ten rozdział, bądź uważasz, że całkiem go zawaliłam, 
tudzież zniszczyłam twoje wszelkie wyobrażenia, 
lub po prostu wiesz, że sprawi mi to wielką radość i być może zainspiruje, 
napisz komentarz.