niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 5





 – Ja nie pasuje do ciebie.- powiedział to tak, jakbym wcale już nie była jego dziewczyną. Co z tego, że był bezuczuciowym frajerem szukającym problemów? Byłam głupia i nadal go kochałam.
- Skąd ty to masz? - spojrzałam na srebrną kolię z diamentami.
- Twojego chłopaka stać na takie rzeczy. – świetnie jak ja uwielbiam, gdy mówi o sobie w trzeciej osobie.  Nie czułam się komfortowo. Nie chciałam tutaj być. Justin stał obok mnie i przyglądał się tej chorej sytuacji.- Ty... - zerknął na mojego partnera. - Wiesz co masz robić. - Justin przytaknął żwawo kręcąc głową w górę w dół. Już miałam pewność, że Mike zwariował. Mieliśmy z tym skończyć, teraz mam przeczucie, że będę w tym siedziała do końca swojego życia o ile nie zjawi się ktoś łaskawy, aby mi je odebrać. Mike nieoczekiwanie wcisnął dłoń pod moją sukienkę. Nie wiedziałam jak zareagować, nawet nie miałam na to czasu, bo chwilę później pocałował mnie krótko w usta. Zgłupiałam. - Do zobaczenia kochanie. – uśmiechnął się drwiąco. - Daję wam trzydzieści minut na tą akcje. Rachelle, twoim zadaniem jest odwracać uwagę i znaleźć dostawcę. Nie jesteśmy jedynymi, którzy chcą dostać tę paczkę. Dlatego Justin musi znaleźć osobę, która również jest nią zainteresowana. Odurzysz ją tym, co ci dałem, następnie zabijesz i pomożesz Rachelle przetransportować paczkę do samochodu, który zostanie podstawiony tutaj za równo pół godziny. Wchodźcie i postarajcie wtopić się w tłum.- powiedział, podając nam fałszywe dowody tożsamości. Byłam Mery Jeyson - córką kongresmena, a Justin żołnierzem, który dotrzymuje mi towarzystwa.
- To raczej nie będzie takie trudne.- mruknął Justin, kiedy Mike zniknął z blond pięknością za rogiem budynku.
- No, to specjalisto, za chwile się rozdzielamy.- zaczepnie szturchnęłam go i pokazałam ochronie fałszywy dowód. Gdy sprawdzono czy oboje znajdujemy się na liście gości zostaliśmy wpuszczeni do wielkiej sali balowej. Przy samym wejściu roznosiły się urywki rozmów z charakterystycznymi międzynarodowymi akcentami. Z tego całego zgiełku setki odmiennych głosów ze sztuczną, dyplomatyczną serdecznością nie dało się nic zrozumieć. Do tego spora dawka stukotu obcasów i kieliszków z alkoholem. Tu rzeczywiście było inaczej. Gdyby nie obecność Justina uciekłabym stąd. Niby podobne zadanie, ale presja otoczenia działała na mnie nadzwyczajnie. Miałam mieszane uczucia, nie pasowałam do tego całego towarzystwa. Nie mogłam znieść tej wszechobecnej fałszywej życzliwości. Mężczyźni z dumą prowadzili rozmowy, podczas gdy kobiety stojące obok nich stanowiły tylko ozdobę. Miałam już dosyć tego miejsca, zdecydowanie wolałam kluby, w których przynajmniej wszystko przygłuszała głośna muzyka. Po paru minutowej rozmowie z osobami ,,z wyższych sfer’’ potrafiłam określić ich charakter i usposobienie. Rozpoznać wszystkie kłamstwa, które próbowali mi sprzedać. Jednak nie zawsze to działało. W przypadku Justina mój wrodzony talent do rozszyfrowywania ludzi zanikał. Podobnie Mike, który był bardzo nieprzewidywalny, a ja na pół zaślepiona jakimś chorym uczuciem by zdać sobie sprawę, co ze mną robi. Broniłam go całym swoim sercem. Za każdym razem, kiedy zrobił coś złego starałam się usprawiedliwić jego czyny.
Ten cały bankiet przypominał mi scenę z Matixa: przedzierałam się przez tłum, aby znaleźć jedną osobę, która musiała się ukrywać, a przy tym w każdej chwili, ktoś mógłby mnie zabić. 
Minęło już piętnaście minut od momentu, w którym przekroczyliśmy próg filharmonii. Oczarowałam jakiegoś odzianego faceta. Zdawało mi się, że mógł być dostawcą. Jednak nic z tego. Pytałam każdego z kelnerów... nikt nie reagował na ustalone hasło. Nagle rozległ się krzyk, który wytrącił mnie z równowagi. Nie mogłam się skupić.
- Ludzie! On próbował mnie zabić!- paniczny wrzask dorosłego mężczyzny rozniósł się echem po całej sali. Wszyscy znieruchomieli, z przerażeniem patrzyli w jego stronę. Poczułam, że ktoś z całej siły chwyta mnie za rękę i ciągnie do siebie.
- Justin!- powiedziałam wyprowadzona z równowagi, obracając się do niego twarzą.- Gdzie ty biegniesz! - mówiłam zdyszana i rozkojarzona, próbując za nim nadążyć.
- Zamknij się i chodź.- powiedział stanowczo przeciskając się przez ludzi, którzy zaczęli panikować i wychodzić z sali. Ktoś wezwał ochronę. Niektórzy stali z zimną krwią, czekając na to, co będzie dalej lub byli na tyle sparaliżowani strachem, że nie mogli się ruszyć. Wstęp dla osób upoważnionych i gości hotelu. - Świetnie, to gdzie teraz, mądralo? – pomyślałam uszczypliwie. Przeszliśmy do jakiegoś korytarza, do którego prowadziły białe drzwi pokaźnych rozmiarów.
- Czy ty w ogóle wiesz, gdzie idziesz? - Że ja to jeszcze nazwałam chodzeniem… to wino musiało być mocne. Na początku szliśmy wolno, by nie zwrócić na siebie uwagi, ale teraz biegłam, starając się nie zgubić po drodze butów.
- Nie czas na pytania!- warknął krótko. - Cholera!- przeklinał, ponieważ nie wiedzieliśmy gdzie iść dalej. Świetnie. Gdyby ktoś wcześniej ostrzegł nas, że tak się to może skończyć, przestudiowałabym plan tego całego budynku i nie byłoby problemu. Korzystając z chwili odpoczynku, szybko zdjęłam buty i trzymałam je w ręce.
- Ktoś idzie!- poinformowałam, zaczynając czuć strach i nowy przypływ adrenaliny. Nie powinniśmy tutaj być. Nie spełniłam swojego zdania, a to wszystko przez niego! Mówiłam, że chce pracować sama!
- Pocałuj mnie i udawaj, że jesteśmy razem.- szepnął mi na ucho. Upuściłam obcasy na podłogę. Czy właśnie powiedział to, co usłyszałam? Wszystko działo się zbyt szybko.
- Co? - powiedziałam jakby nie rozumiejąc jego słów. Wywrócił oczami i zaczął działać. Moje rozpalone usta były pokładane namiętnymi i przyjemnymi pocałunkami. Oddałam jego pocałunek wgryzając się delikatnie w jego dolną wargę i oblizując ją. Wbiłam palce w jego włosy. Nie myślałam racjonalnie, zapomniałam o całym niebezpieczeństwie. Czułam adrenalinę – mój ulubiony stan. Dałam się ponieść emocjom i pragnęłam zdrady na Mike’u. Tym razem nie wskazał mi go, tym razem całowałam go z własnej woli. Owinął sobie moje nogi wokół siebie i nadal namiętnie, powoli całował mnie, kręcąc loki z moich włosów. Nie mogłam złapać oddechu. Justin dostrzegł to i przeniósł swoje usta na moją szyję. Najczulszy punkt. Jęknęłam i czułam tak wielkie podniecenie, że moja ręka oderwała się od jego szyi, aby po chwili wsunąć się pod jego koszulkę, dotykając wyrzeźbionych pleców. Opanowałam się jednak, gdy zobaczyłam strażnika. Spojrzał na nas i skrępowany odwrócił wzrok chodząc po korytarzu. Justin znów złączył swoje usta z moimi i całował je zachłannie.
- Poszedł już.- mruknęłam cała rozpalona w jego usta. Jeszcze raz oblizał moje.- Możesz przestać nie ma go już...- powtórzyłam cicho jeszcze lekko rozkojarzona, stykając swoją dolną wargę z jego. 
W odpowiedzi westchnął roztargniony i odsunął się ode mnie.
- Co to było?- zapytałam ze zdezorientowanym wyrazem twarzy, nadal czując jego męskie dłonie na moich udach, które mnie podtrzymywały. Czułam mięśnie jego klatki piersiowej w miejscu, w którym nie powinnam.
- To…- zaczął się jąkać.- No fakt, nie jest z tobą tak źle, ale dużo ci jeszcze brakuje. Musiałem sprawdzić twoje umiejętności. - rozplątałam nogi z jego bioder i obydwoma stopami stanęłam na podłodze wyłożonej czerwonokrwistym dywanem. 
- Jesteśmy na misji, ty spieprzyłeś wszystko i teraz mnie sprawdzasz zamiast jak najszybciej się stąd wydostać, zanim nas złapią, a właściwie ciebie? - podniosłam jedną brew do góry. – Czyli, na tym będą polegały te twoje ''lekcje''? - zrobił minę jakby się nad czymś głęboko zastanawiał.
- No… mniej więcej.- uśmiechnął się, ale w miarę spoważniał, widząc mój wyraz twarzy.
- Co proszę? - powiedziałam zszokowana. Ja tylko żartowałam, przecież to niedorzeczne. Myślałam, że go rozbawię i zaśmieje się tym swoim czarującym śmiechem.- Mam rozumieć, że zrobisz ze mnie swoją profesjonalną dziwkę?
- Nie ma czasu!- no świetnie, jak on się o co coś pyta, to ja muszę mu odpowiedzieć. Jeżeli natomiast ja mu zadam pytanie on może je zignorować. W moim głosie słychać było, że oczekuje wyjaśnień! - Wentylator!-  krzyknął, widząc kratę w suficie. – Podsadzę cię, a ty otwórz tę kratę i wejdź.
- Tak, a potem przefruń przez ścianę.- zaczęłam wpatrywać się w niego jak by był największym debilem jakiego znam. Właściwie nim był... On i Mike stanowili czołówkę na mojej liście.
- Chcesz wrócić do tego tłumu, żeby cię podeptali? - wskazał w stronę sali, z której przed chwilą uciekliśmy.- Chodź i mnie nie denerwuj, sama mówisz że mamy stąd wyjść. Utrudniasz to.- przegrana kiwnęłam głową i dałam mu się podnieść. Zsunęłam kratę i poczułam czyjeś usta na swoim ciele. Justin całował mnie po dekolcie i schodził coraz niżej do brzucha. Mimo, że miałam na sobie sukienkę, zbyt dobrze czułam jego wargi przyduszające jej materiał do mojej skóry. Jego działania sprawiły, że miałam niekontrolowaną ochotę rozpłynąć się w rozkoszy i spłonąć żywym ogniem. Już wystarczająco nadszarpnął moją samokontrolę tym swoim długim pocałunkiem kilka minut wcześniej. Nie mogłam skupić się nad tym, co miałam zrobić.
- Justin, co ty odpierdalasz!- krzyknęłam, ale szybko zamilkłam, bo właśnie zauważyłam powód jego dziwnych, ale przyjemnych poczynań. Właśnie jakiś ambasador wchodził do pokoju z małżonką, albo sekretarką. Zostawiłam klapę w spokoju, zsunęłam się na dół, ignorując podwinięcie się sukienki i znów objęłam go nogami oplatając rękoma jego szyję, całowałam go w szczękę i pod prawym uchem. Usiłowałam nie stracić panowania nad sobą, podczas gdy ściskał moje pośladki. Kiedy wreszcie weszli do swojego pokoju z zakłopotaniem na twarzy, oderwałam się od niego. Nie miałam zielonego pojęcia jak wytłumaczyć to, że chciałam, aby ktoś jeszcze nam przeszkodził. Chociaż nie muszę mówić jakby to się mogło skończyć. A jak wiadomo nie mogłam sobie na to pozwolić.
- Wchodź.- zarządził.
- No chyba śnisz. Mam na sobie kieckę.- powiedziałam z szeroko otwartymi oczyma i założyłam ręce na piersi.
- Dobrze, to ja pierwszy i cię wciągnę.- westchnął i wszedł do wentylacji, a ja nadal stałam na dole.
- Nie sądzę, byś był na tyle silny…- nie dokończyłam, bo właśnie wciągnął mnie do środka.
- Mówiłaś coś? - zapytał sarkastycznie Pan-Wielce-Urażony. Faktycznie, mogłam pomyśleć... podniósł mnie dwa razy w taki sposób jakbym była lekka jak piórko. Te mięśnie to nie sterydy, były wyrzeźbione ciężką pracą na siłowni.
- Nie nic, nic.- powiedziałam czołgając się w tunelu wentylacyjnym. Nie widziałam nic, prócz zgrabnego tyłka mojego trenera. Super.
- O ile się nie mylę tu powinno być wyjście.- powiedział dumnie, zsunął kratę i po prostu… spadł? Wstrzymałam oddech.– Nic mi nie jest!- krzyknął po kilku minutach.
- Tak, bardzo bym się tym przejęła.- mruknęłam z kpiną.
- Dobra księżniczko, złaź.- Księżniczko? Dobre sobie. Poszłam w jego ślady, lądując na czymś miękkim, a spodziewałam się betonu.. Do moich nozdrzy dotarł specyficzny zapach. Zajęło mi kilka sekund, aby go zidentyfikować. Byłam w koszu na śmieci... Robiło się coraz fajniej...
- Wciągnąłeś mnie tutaj i nie mogłeś uświadomić, że wpadłeś do kosza na śmieci! Ja cała śmierdzę!- byłam wściekła. Jaki jest w tym sens - raz chciałabym całować go godzinami, a za drugim razem zarżnąć go nożem... Czemu ja tego wcześniej nie zrobiłam? A no tak... On mi przeszkodził. - Mógłbyś mnie łaskawie złapać.
- Mógłbym, nie muszę.- powiedział uwodzicielsko się uśmiechając. Wyszłam z tego ohydztwa jak najszybciej i poczułam dym.
- Coś się pali.- powiedziałam do siebie. Za rogiem prowadzącym do ślepej uliczki unosił się gęsty i duszący dym. Nie mogłam nic dostrzec, wszystko pokrywała szara powłoka unoszących się oparów. – Ale gdzie ty idziesz?- powiedziałam trzymając go za rękaw garnituru. Zauważyłam cień jakieś sylwetki wyłaniającej się z dymu, zacisnęłam palce na materiale marynarki. Była to bezwarunkowa reakcja na strach. Brązowe tęczówki Justina zabłysnęły. – Mike.- powiedziałam prawie bezgłośnie, nie wiedziałam nawet, że w chwili gdy go zobaczyłam odruchowo przytuliłam się do ramienia Justina. Nagle przez dym dojrzałam ognisko, a po chwili jakieś wielkie stosy przepełnionych po brzegi worków ze śmieciami. To byli ludzie… surowe mięso i odłamki szkła... krew, zwęglone części ciał porozrzucane były po asfalcie. Niektórzy mieli oderwane kończyny, inni poderżnięte gardła. Pozostałe zwłoki były rozczłonkowane. Wszyscy okrutnie i bezlitośnie pozabijani. Poczułam żółć w gardle... myślałam że zaraz zwymiotuje. Nie chciałam na to patrzeć i zasłoniłam twarz. Jeszcze bardziej przybliżyłam się do mojego trenera. Sala, w której przed chwilą byłam, płonęła w szale żaru i ognia. To wszystko rozprzestrzeniało się tak szybko, że połowa ludzi na pewno już się spaliła. Fakt, byli zarozumiali myśleli, że świat należy do nich, ale te kobiety obok nich... nic niewinne, nieszanowane i od dawna pozbawione własnej woli. Tych dwoje ludzi, którzy wchodzili do pokoju, strażnicy pilnujący całego obiektu… Zrobiło mi się ich żal. Przecież mieli swoje rodziny, dzieci i bliskich. Musieli umrzeć przez głupiego chłopaka, który pragnie zostać panem świata. A może to nie jest jego wina? Mike przez Justina mógł podpalić cały budynek by zatrzeć ślady – był to jedyny najprostszy, najskuteczniejszy i najszybszy sposób.
- Cholera!- syknął Mike.- Co się stało! Byliśmy umówieni! Przez was uciekła nam przesyłka!- wrzeszczał. Nie obchodziła go śmierć. Za nim pojawiła się blondyna z uśmiechem na twarzy. Wymieniłam z nią wrogie spojrzenia. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Miałam cichą nadzieje, że to Justin mu wszystko wytłumaczy. Przecież ja nie byłam niczemu winna. To on przeszkodził mi w zadaniu. Usłyszeliśmy wycie syren alarmowych… Myślałam że to koniec. Kilka metrów przed nami zatrzymał się jakiś samochód towarowy. – Wsiadajcie, jutro z wami porozmawiam!- po tym oświadczeniu Mike wrócił do swoich ludzi, którzy palili ciała ułożone jedno na drugim.
- Taka odważna dziewczyna...- usłyszałam głos należący do Justina przesączony męską arogancją. Ten to nigdy nie wyczuje momentu. Usiadł obok mnie, a samochód ruszył z zawrotną prędkością.
- Spadaj.- warknęłam i spuściłam wzrok w przyciemnianą szybę. Jestem odważna, nawet odważni mają prawo czasem się bać.






_____________________________________


Miałam bardzo ciężki tydzień. 
Jeden z najbardziej okropnych jakie mnie w życiu spotkały. 
Ale wracam do życia, mam więcej czasu
 i dlatego będę dodawać kolejne rozdziały.
 Mam nadzieje że rusze z nimi do przodu,
 bo mam większą część gotową do publikacji, 
 tylko czeka xD A co dalej? Muszę się za to wziąć.
Komentujcie, podawajcie dalej, będę wdzięczna.







środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział 4





- Nie. Idź do siebie, potem porozmawiamy...- zarządził i zamknął mi drzwi przed nosem. Posłusznie ruszyłam do swojej sypialni. Chciałam porozmawiać z nim na temat tego głupiego pomysłu z trenerem. Co on sobie wyobraża? Mam po prostu zgodzić się na bycie czyjąś zabawką? Nie mam mowy. Usiadłam na łóżku nie mogąc się pozbyć z głowy obrazu szyderczego uśmiechu Justina. Do mojego pokoju wszedł Scoot. Miał niesamowite wyczucie czasu, gdyż właśnie zaczęłam się przebierać. 
- Co ty tu robisz? - powiedziałam zakrywając się, bo byłam w samym staniku… zdążyłam już zdjąć koszulkę.
- Mike mnie przysłał. Mam tobie pomóc w kolejnej misji przy handlu.- posłał mi uśmiech z wyszczerzonymi zębami.- Nie musisz jej zakładać. Mnie to nie przeszkadza.- zabawnie poruszył brwiami.- Już wiem, dlaczego zajmujesz się sprawami uwodzenia. Masz wrodzony talent.
- Nie podlizuj się.- powiedziałam szorstko i założyłam wypraną czarną bokserkę.- Dam sobie radę. Nie potrzebuje żadnej pomocy. Jestem wyszkolona. Brałam udział w wielu takich misjach codziennie!- zirytowali mnie. – Od kiedy ja sobie niby nie radzę? - nie było takiego powodu, by mieli mi to robić. Wszystkie swoje akcje ukończyłam powodzeniem, oprócz tej z Justinem, ale to było co innego. Nic o nim nie wiedziałam, a był całkiem inny od moich poprzednich ofiar. Z resztą nigdy nie dostawałam akt czy informacji potrzebnych mi do zamordowania danej osoby, ale wzmianka o tym, że jest profesjonalnym uwodzicielem byłaby przydatna.
- Nie rozumiesz. To nie są już uliczne kluby. Nic nie obije się o ściany i ludzie o tym zapomną. Mike zwiększył poprzeczkę. Działamy na tle międzynarodowym. Nim się obejrzysz poznasz samą królową Elżbietę. Dzisiaj idziemy na bankiet z ambasadorami. Po prostu musisz być przygotowana na wszystko.- wyszedł obawiając się moich kolejnych pytań. Potrafiłam z niego wyciągnąć wszystko. Pewnie i tak powiedział mi za dużo, co mi akurat nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Powinni mówić mi o takich rzeczach. To była jakaś chora dyskryminacja. Mężczyźni zawsze byli tymi dobrze powiadomionymi. Nie byłam tutaj jedyną kobietą, ale byłam jedyną, która dostawała kluczowe zadania, a nie tylko machanie tyłkiem i udawaniem służącej, pokojówki czy recepcjonistki w tym hotelu. W naszej bazie mieszkali również ludzie, którzy o niczym nie wiedzieli. Z czegoś musieliśmy to wszystko utrzymywać. Zostali oni odcięci od naszej części. Mike dbał o takie szczegóły. Gdyby zamknięto go za kratkami, w naszej mafii panowałby chaos i ktoś nieodpowiedni mógłby zająć miejsce Mike’a nieodwracalnie. Gdy wreszcie raczył do mnie przyjść, był naprawdę wkurzony. Z hukiem zamknął drzwi od mojego pokoju. 
- Jak śmiesz, zachowywać się tak i podważać mój autorytet!? - szedł w moim kierunku. Zdziwienie ustąpiło miejsca przerażeniu. Bałam się go... Czy to była prawdziwa miłość? - To, że jesteś moją dziewczyną nie upoważnia cię do robienia ze mnie idioty, szczególnie przy tym nowym!- krzyczał na mnie.- Wiesz czym sobie zasłużyłem na szacunek? - przez chwilę ucichł, ale jego groźna mina dała mi do zrozumienia, że lepiej się nie odzywać. - Wszyscy się mnie boją, dlatego zająłem to stanowisko.- zadrżałam i nie mogłam wydusić z siebie choćby jednego słowa. Przeczuwałam co się stanie. Pchnął mnie brutalnie na łóżko. Zaczął bić. Zamknęłam oczy, ale nie pomogło mi to ani odrobinę. Widziałam jego rozwścieczoną twarz nawet, gdy to zrobiłam. Czułam jego pięści na swoim ciele. Starałam się nie skupiać na bólu. Nie stawiałam oporu, bo wiedziałam, że jest silniejszy. Gdybym natomiast próbowała uciec, zatrzymałby mnie albo on, albo ochroniarz stojący na korytarzu. Otworzyłam oczy i próbowałam się wyrwać. Łzy ciekły mi nieustannie po rozpalonych policzkach, ale ani razu nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. Kiedy jego ręka trafiła między moje nogi zaczęłam krzyczeć. Dostałam pięścią w policzek mokry od łez, a następnie w oko. Czułam jak skóra w niektórych miejscach mnie piecze jakbym została oparzona. Usiadł na mnie i bezlitośnie bił. Mógłby równie dobrze mnie zabić. W tamtej chwili nie wiedziałam, czy to czasem nie byłoby najlepszym, co mógłby dla mnie zrobić. Ucichłam.
- Myślisz, że ktoś tu wejdzie, jeżeli ja tu jestem? Mają tu zakaz wstępu.- powiedział  zadowolony, na chwile przestając mnie okładać rękami.
Wtedy zrobił coś, co bardzo mnie zaskoczyło. Nie chciałam, aby mnie krzywdził. Chwycił mnie mocno za nadgarstki. Nie mogłam się wyswobodzić. Unieruchomił mnie. Pocałował mnie w usta wgryzając się w moje wargi tak, że przebił mi je. Bolało. Brzydziłam się nim. Chwile potem poczułam smak krwi, która płynęła ciemną strużką z mojej dolnej wargi. Mike przez cały czas uśmiechał się wrednie.
- Więc lepiej bądź grzeczna.- po tych słowach tak po prostu zszedł ze mnie, wyszedł i zostawił mnie pobitą, leżącą na łóżku z zadrapaniami, siniakami i zaczerwienieniami.
Zauważyłam, że oprócz moich ust, krew leci też po rękach, na których zostały ślady jego paznokci. Podniosłam się, żeby nie pobrudzić pościeli. Weszłam do ciemnej łazienki i zastanawiałam się, czy na prawdę chcę zobaczyć to, co ze mną zrobił. Czy można wystraszyć się własnego odbicia? Oszpecił mnie, czy w ogóle zdawał sobie sprawę, z tego co mi zrobił? Jak wielki zadał mi ból? Jak mam to teraz zakryć? Nie pójdę tak na tą całą misję. Miałam mętlik w głowie. Obmyłam usta zimną wodą z kranu i postanowiłam wziąć prysznic. Gorąca woda obmywała moje zadrapania, które niemiłosiernie dawały o sobie znać. Wychodząc z kąpieli wiedziałam, że jest już późno i muszę zacząć się szykować. Siniaki na nogach próbowałam zakryć czarnymi rajstopami, wyszło mi to dosyć zadowalająco. Zadrapania i zaczerwienienia na twarzy pokryłam podkładem i pudrem, chociaż nie był to najlepszy pomysł. Nie mogły być widoczne, nie na tej misji. Wyszłam z łazienki i otworzyłam szafę z ubraniami. Była skromna, po jednej stronie poukładane były moje normalne rzeczy, po drugiej eleganckie sukienki i stroje do treningów. Wyciągnęłam z niej czarną sukienkę i wróciłam do łazienki. Spojrzałam w swoje odbicie i znów się załamałam. Czułam własny puls i bicie serca. Ubrałam się w sukienkę, aby potem skupić się na wielkim siniaku pod okiem. Zapomniałam jednego kremu matującego, wróciłam do pokoju i otworzyłam szafkę nocną przy łóżku.
- Witaj piękna.- powiedział pewny siebie Justin i wszedł bez pukania. Zakryłam szybko twarz i bez słowa chciałam ruszyć do łazienki i zamknąć się w niej. Jednak chłopak mi na to nie pozwolił. - To on cię tak załatwił? - moje zakrywanie rękoma twarzy na nic się zdało. Nie odpowiedziałam mu. Kiedy wyszłam z łazienki już przebrana, umalowana i uczesana modliłam się, żeby jego już tam nie było... Oczywiście musiał tam być.
- Nie twoja sprawa.- syknęłam.
- Twój cięty język musiał dać mu się trochę we znaki.- zaśmiał się. Poczułam ukłucie w sercu. Nie zamierzałam znowu tracić czasu ani nerwów na to, aby coś mu odpowiedzieć.
- Załóż to.- powiedział podając mi czarne pudełko. Otworzyłam je, a w nim była kolia, ale to nie byle jaka... pokryta krystalicznymi diamentami. Otworzyłam usta z wrażenia, oczywiście mój przystojny trener nie mógł nie zwrócić na to uwagi i kpiąco wydał z siebie duszący odgłos, którego nie byłam w stanie określić. Czy on nie potrafi używać słów? Bez słowa chwycił oba końce koli opuszkami palców i założył mi ją.- Dobrze je zamaskowałaś.- szepnął mi do ucha, dotykając je dolną wargą.
- Znów próbujesz na mnie te swoje sztuczki? - powiedziałam i kopnęłam go w krocze, zgiął się w pół, ale był twardy i po chwili stanął tak jakby to nie miało miejsca.
- Poczekaj, a odpłacę ci się na najbliższym treningu.- ze sztucznym uśmiechem otworzył mi drzwi. Kiedy znaleźliśmy się przed budynkiem musiał się odezwać. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, w co był ubrany.
Miał na sobie garnitur, szykowny i zapewne drogi. Usiedliśmy w wielkiej, czarnej limuzynie i z piskiem opon ruszyliśmy jak się potem okazało do czegoś, co przypominało operę czy teatr. Do wejścia prowadziły niezliczone schody z błyszczącego kamienia.
- Jestem twoim partnerem.- uświadomił mi bardzo wcześnie. Czujecie ten sarkazm?
- Czemu ty, a nie Mike? - Nigdy nie byłam przyzwyczajona do jakiegoś partnera. Nie potrzebowałam ich, zawsze działałam sama.
- Uznałem, że z nim wyglądasz o wiele lepiej.- usłyszałam znajomy męski głos, dobiegający zza moich pleców. Zadrżałam. Strach przeszył mnie od środka. Ta twarz z tymi magnetycznymi oczami i uśmiech. Wyglądał jakby nie potrafił skrzywdzić nawet muchy. Pozory mylą, był cholernie niebezpieczny. Obok niego stała jakaś blondyna z długimi nogami. Uwielbiał takie. Czy to co w tamtej chwili czułam było zazdrością? Przecież mogłam się tego spodziewać, ale mimo tego byłam zła na tę dziewczynę. Patrzyła na mnie z góry... Mogę się założyć, że kiedyś nasze role się zamienią. Wiedziałam, że Mike nie traktuje tych dziewczyn dobrze, ale nigdy nie wiedziałam co się z nimi dzieje potem. Co się dzieje, gdy dziewczyna przeżyje jego zabawę? Nie miałam pojęcia, ale wiedziałam, że prędzej czy później muszę się tego dowiedzieć.
Mike przyciągnął mnie do siebie i objął mnie w tali.- Justin i ty doskonale się dopełniacie. Kotku, wiem że wolisz mnie, ale muszę zając się innymi sprawami. – westchnął z udawanym bólem, z jego dotykiem powracały wszystkie złe wspomnienia. Ból i słone łzy powróciły jak odświeżone. Ich siła uderzała we mnie. Spojrzałam na niego z wyrzutem... był obojętny. Dla niego wszystko było w porządku.- Dobrze się czujesz? - powiedział z przekąsem. W tym momencie byłam pewna, że on nie ma żadnych skrupułów. Jak śmie pytać mnie o to jak gdyby nigdy nic? Czyżby zapomniał, że zaledwie kilka chwil temu okładał mnie pięściami? Spojrzałam na niego lekko spłoszona, co pewnie odebrał jako sygnał, że nie do końca podzielam jego zdanie.- On jest ci potrzebny, z nim wyglądasz wiarygodniej.- próbował mnie przekonać. Czułam się tak jakby wsadzono mi lód do gardła. Nie potrafiłam z nim rozmawiać. Znowu zaczyna z tą wiarygodnością! Co wyście się tak na nią uparli? Ludzie są ślepi, nie zauważą nic oprócz czubka własnego nosa. Zauważą cię dopiero wtedy, kiedy podejdziesz do nich z nożem.






_____________________________



Teraz czekają mnie egzaminy, tak więc notka albo po egzaminach.
Bardzo zależało mi też na tym, 
aby opisać wam moją relacje z koncertu.
Więc jeżeli chcecie czytajcie, 
jeżeli nie, to bardzo dziękuję za komentarze xD 
Chętnie poczytam także inne blogi , więc piszcie linki w komentarzach ;) 


Już od paru dni bardzo chciałam to wszystko z siebie wyrzucić. To, co działo się 25 marca było nie tylko spełnieniem mojego marzenia, ale pierwszy raz doznałam czegoś , czemu nawet moja szeroka wyobraźnia nigdy podołać nie mogła. Siedzę i myślę, nie jestem nawet pewna, czy istnieją takie słowa, aby to opisać. Ale spróbuje.
Zostałam Belieberką jak byłam w szóstej klasie podstawówki, 
to pewnie jakoś 2010 rok.  Zaczęło się od dobrze wam znanego ,,One time''
 Wydaje mi się, że to co osiągam i to do czego zmierzam, czego się podjęłam… wszystko dzięki niemu.  Jest naprawdę cudownym człowiekiem. Wiem, wszyscy powtarzają mi: ,, Ty go nie znasz. ‘’ ,,Sodówa mu uderzyła do głowy.’’ ,,Jak możesz słuchać czegoś takiego’’, ,,On jest sztuczny.’’ ,,Ty nie wiesz jaki jest naprawdę, jak możesz go kochać.’’  - Okazywanie wszelkiej nienawiści, wyszydzanie, dziwne spojrzenia i krytykowanie wszystkiego co związane z wielkim Justinem Bieberem było i chyba nadal jest na porządku dziennym. Przeszłam ten etap i współczuje tym, którzy jeszcze się  z nim męczą. Ja postanowiłam się odciąć i to olać. Dzięki niemu poznałam fantastycznych ludzi,  przyjaciółkę, następnie dziewczyny, które pisały opowiadania z Justinem, które zachłannie czytałam przez całe wakacje. Wszyscy wiedzieli, że lubię Justina, nie wstydziłam się tego, ale też nie przesadzałam. Żyłam w swoim świecie.
Potem jak zaczęłam czytać blogi innych, stwierdziłam – kurde, 
czemu nie napiszę swojego? I tak o to, ten tu jest moim czwartym i jestem z niego dumna. 
Pierwszy raz tak bardzo mi się podoba. Staram się by nie był banalny, że tylko seks, alkohol i narkotyki, ale nie ciągnęło mnie już do pisania nudnych ,,Kocha nie kocha’’ 
Przez komentarze i administratorki poznałam wielu fantastycznych ludzi,  
( podobnie na koncercie, nigdy nie czułam takiej atmosfery, bardzo dziękuję 
i jestem dumna z nas wszystkich, że miałyście takie wspaniałe pomysły na akcje. 
Te trzy godziny mojego życia, są najlepszymi jakie kiedykolwiek przeżyłam) 
wydawać by się to mogło tkliwe i przesadzone, ale naprawdę tak jest! 
Co do Justina jego głos działa na mnie w taki dziwny,
 przepiękny sposób.. no nie mam słów, żeby to określić, 
ale jeśli macie jakiegoś idola, to wiecie 
o co mi chodzi. 
Po prostu, uspokaja mnie, słyszę tą głębie, oddziałuje na moje emocje, żadnemu piosenkarzowi czy piosenkarce się to jeszcze nie udało. Przy nim mogę płakać i śmiać się, on może poprawić mój szary dzień i dać mi wewnętrzny spokój. Za to jaką jest osobą, jak daje nam do zrozumienia. Tak naprawdę, nie wiem jakby wyglądało moje życie bez niego. Nie chce sobie nawet tego wyobrażać. Straciłoby dotychczasowy cholernie ważny sens. 
Może nawet byłabym inną osobą ale dziękuję, że jest. 
Moją pasją jest muzyka i śpiewanie. Nie zajęłabym się tym, gdyby nie Justin. 
Nauczył mnie, że jeżeli się chce, można osiągnąć wszystko. 
Że wiara w to co się robi jest kluczem do szczęścia. Otworzył mi drzwi do tego, że teraz nie żałuje niczego w życiu.  Powiedział ,,Never say never’’ i uwierzyłam, że nie ma takiej rzeczy, która byłaby wystarczającym powodem , żeby się poddać.  
 Na koniec chciałabym wszystkich pozdrowić.
Dziękuję Wam bardzo Beliebers, jesteście wspaniałe!
Dziękuje wszystkim, którzy mnie wspierają i starają się zrozumieć. 
Rodzinie, która cierpliwie znosi moje świrowanie i jest przy mnie obserwując,
 każdą głupotę którą wymyśle. 
Na koniec za wszystko co mnie w życiu spotka i spotkało dziękuję jemu.








sobota, 16 marca 2013

Rozdział 3





Stanęłam na środku pokoju, w którym znajdowały się dwie osoby, na które byłam wściekła najbardziej na świecie: Mike i Justin. Zignorowałam obecność tego drugiego i zwróciłam się do Mike’a.
- Co to miało być do cholery? - czułam na sobie wzrok blondyna. Sprawiał wrażenie bardzo rozbawionego, a na jego twarzy gościł łobuzerski uśmiech zwycięscy. Nie mogę uwierzyć w to, że jeszcze był na tyle bezczelny by przekomarzać się ze mną. 
- Kochanie, spokojnie.- uśmiechnął się Mike, szczerząc białe zęby.- Poznaj mojego wspólnika.- wskazał na Justina. Wspólnik? - powtórzyłam w myślach i zmierzyłam go wzrokiem od stóp do głów. Ma zbyt idealne ciało. Opierał się o ścianę ubrany w czarną koszulę zapinaną na guziki, z których jeden od góry był rozpięty. Spodnie w tym samym kolorze zwisały mu swobodnie z bioder. Mimo tej seksownej niechlujności i lekko potarganych włosów wyglądał jak wcielenie perfekcji. Jednak nawet to nie jest wystarczające, bym przestała zwracać uwagę na głupkowaty uśmiech igrający na jego twarzy. Niby po co ja miałam się z nim przespać? I czemu Mike zlecił mi go zabić?
- Tak, bo wcale go nie poznałam.- parsknęłam, odzywając się sarkastycznym tonem. Nagle moje mniemanie o Justinie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Teraz był dupkiem, który się mną pobawił. Ze skrzyżowanymi rękoma na piersi obserwowałam dwóch mężczyzn. Najgorsze był w tym wszystkim fakt, że obu się oddałam, oboje ze mną spali i w jakiś sposób oczarowywali. Czułam się jak królik doświadczalny, teraz mogli podzielić się ze sobą błyskotliwymi spostrzeżeniami typu: Jest dobra w łóżku, ale...
- Musiałem sprawdzić czy wciąż jesteś mi wierna. - powiedział i podszedł do mnie kładąc dłoń na moim pośladku.
- Aż tak mi nie ufasz, że musisz mnie sprawdzać? - zapytałam strącając jego rękę. Kto normalny robi takie rzeczy? Nie miał podstaw by mnie o cokolwiek podejrzewać. – I wybrałeś jego?- uśmiechnął się tylko, kiwając głową. - Naprawdę jest ci z tym dobrze...- stwierdziłam zrezygnowana, marszcząc brwi. Nie poznaję go. Nie byłam w stanie wytłumaczyć mu, że nie nie powinien tego robić i swoim głupim pomysłem bardzo mnie zranił. 
- Dobra jest nie? - zapytał Justina. Zastanawiałam się czy przypomnieć im, że wciąż tutaj jestem. Wolałabym raczej nie słyszeć tej rozmowy. – Jest moja i od dzisiaj nie masz pozwolenia jej tknąć bez mojej wiedzy.- ostrzegł ostrym głosem, na którego dźwięk ludzie usuwali mu się z drogi. Zazwyczaj sam sobie odpowiadał na pytania, nie potrzebował odpowiedzi. Jeżeli ktoś się z tym nie zgadzał, zazwyczaj kończył źle. Do niego zawsze musiało należeć ostatnie słowo. Nie rozumiałam tej całej komicznej sytuacji, w której się znalazłam. Przespałam się z Justinem na jego życzenie tylko po to, by pokazać mu jak bardzo jestem wierna sypiając z innym facetem czy spełniając jego rozkaz?
- Jest niezła, ale mogłaby być jeszcze lepsza. Na razie jest amatorką, a ja mógłbym zrobić z niej prawdziwą profesjonalistkę. – powiedział znawca, tym razem on mierzył mnie wzrokiem. Niezła? Przepraszam, co? Nie będzie nic ze mnie robił. Udusiłabym go w tym momencie, udusiłabym go gołymi rękoma bez zastanowienia! Jeszcze chwila, a stanie się to moim największym marzeniem! – Z tego ciałka można wykrzesać o wiele więcej.-  dodał odwracając leniwie ode mnie wzrok i spoglądając na Mike'a. Co ja jestem rzecz? Silnik samochodowy czy co?
- Niezła? - podniosłam jedną brew do góry.- Jęczałeś jak dziecko. - przypomniałam mu. - Tak się składa, że ja do wszystkiego podchodzę profesjonalnie. –  zaczęłabym wymieniać jeszcze tysiąc powodów, żeby pokazać mu jak bardzo obraził mnie słowem ,,niezła'', gdyby tylko nagle nie zadzwonił telefon Mike’a, który kiwając ręką do nas wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą z Panem Ja-Wszystko-Wiem-Lepiej.
- Właśnie widziałem. O mało byś się we mnie nie zakochała. Dlatego powstrzymałem się, żeby nie robić ci dylematu.- był za bardzo pewny siebie. Ciekawe przed czym się tak powstrzymywał... wczoraj podobało mu się wszystko, co mu robiłam. W odpowiedzi tylko wywróciłam oczami. Zbliżył się do mnie i dotknął mojego ramienia. Znów to samo... droczył się ze mną. Tylko dlaczego każdy jego dotyk sprawiał, że czułam się jakbym została porażona prądem, chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły mi, że jest zwyczajnym idiotą? Potem przybliżył usta do mojego ucha i szepnął:
 – Powiedziałem, że mogę mu pomóc, ale muszę przespać się z jego dziewczyną.- nie mogłam się poruszyć. Zbliżył się tym razem do moich ust, a ja skamieniałam, bojąc się że wystarczy przechylić się o jeden malusieńki centymetr by mnie pocałował.- A więc to ty, Rachelle? - powiedział aksamitnym głosem. Dźwięk tego głosu rozpłynął się po całym moim ciele i wywołał dreszcze na całej długości moich pleców. Moje imię brzmiało inaczej w jego ustach. Bardziej zmysłowo. Czułam się jak bezbronne zwierzę złapane w jego sidła. Do pokoju z powrotem wszedł Mike, Justin natychmiast się odsunął i tym samym uwolnił mnie od ewentualnego zawstydzenia. 
- Justin jest tutaj, ponieważ chcę żebyś była bardziej efektywna w swojej pracy.- zwrócił się do mnie mój chłopak. - Zatrudniłem go, jako można powiedzieć trenera uwodzenia.-  Przecież to jakaś niedorzeczność! Słyszałam o seks-trenerach, ale trenerzy uwodzenia? Kiedy się denerwuję bardzo często wpadam w paniczny śmiech. Miałam wrażenie, że za chwilę obudzę się z najbardziej paradoksalnego snu w moim życiu.  Mike i Justin byli bardzo poważni, a ja dostrzegałam zbyt wiele szczegółów, więc to nie mógł być sen. Ciekawa byłam, w czym Justin ma mu pomóc. Co więcej.. w jaki sposób ma zamiar to zrobić? Nie podobał mi się ten pomysł. Nawet bardzo mi się nie podobał z tego względu, że miałam być jego częścią. Ale z drugiej strony, czy jakikolwiek plan Mike’a mi się podobał? Nie. No więc właśnie.
- Dziękuje, ale jakoś wcześniej go nie potrzebowałam. Nie widzę jakieś wielkiej filozofii w zaciąganiu faceta na jedną noc do łóżka.
- Rachelle, FBI siedzi nam na ogonie, trzeba załatwić wszystkie granice stanów. Jak ty to sobie wyobrażasz? Czasem będziesz musiała zaliczać dziesięciu, a nie jednego w jedną noc.- uświadomił mi Mike.
- Czego ty człowieku ode mnie oczekujesz? - buntowałam się. Mam przespać się ze wszystkimi gwiazdkami na fladze Ameryki w jedną noc, żeby on był zadowolony? To szaleństwo. Wiedziałam, że mnie nie uderzy za to, co przed sekundą powiedziałam, nie przy Justinie. Z resztą wszystko było mi teraz obojętne. Miałam skrytą nadzieje, że ta ważna akcja w Nowym Yorku była ostatnią. Jednak nią nie była, musiał to być jakiś specjalny facet, który jest zabójczo przystojny i jeszcze okazał się moim trenerem. Czy uczniom wolno sypiać z trenerami? Z resztą mniejsza, gdybym miała trzymać się etyki nie zabijałabym ludzi od tego zacznijmy. Całe nasze spotkanie było zaplanowane. Dlaczego Mike nie powiedział mi prawdy tylko wpakował mnie w taką szopkę? Czułam, że zaraz wyjdę z siebie i stanę obok. Byłam strasznie zdenerwowana. Potraktowali mnie jak głupią lalunię.– Dlaczego nie mogę po prostu ich zabić?
- Łatwiej o to, by ktoś nabrał podejrzeń i dostał dowody. Nikt nie zastanawia się nad tym, co robi mężczyzna z nowo poznaną dziewczyną w klubie. Każdy idiota potrafi się tego domyśleć. – Skoro już sięgamy po najbardziej absurdalne pomysły na świecie może zaraz wyzna mi, że ma jeszcze wideo z tych wszystkich razów? Boże.. o czym ja w ogóle myślę. – Jedziemy do głównej siedziby i tam zaczynasz treningi z Justinem.
W miejscu o którym mówił byłam może jakieś dwa tygodnie temu. Wtedy nie wiedziałam, że to on jest jego właścicielem.
Justin nie odzywał się. Przemierzając drogę do budynku znajdującego się na peryferiach Nowego Yorku siedziałam cicho, ignorując jego spojrzenia. W zasadzie wolałam na niego nie patrzeć, żeby nie czuć się niekomfortowo i wyobrażać go sobie nago. Był idiotą i jedyne co go ratowało to jego urok osobisty. Znienawidziłam go, ale w życiu nie odważyłabym się powiedzieć, że nie jest przystojny. Okłamywałabym wtedy samą siebie.
W swoim pokoju przebrałam się w strój do ćwiczeń i zeszłam na salę gimnastyczną. Było to pomieszczenie z lustrami na ścianach, półkami na hantle i różnego rodzaju sprzętami do ćwiczeń rozłożonymi strategicznie w odpowiedniej odległości. Rozciągałam się po biegu na bieżni, stojąc naprzeciwko lustra, kiedy w odbiciu ujrzałam rozbawioną twarz mojego Pożal-Się-Boże 'trenera’’.
- Kształty to ty masz niezłe, ale techniki ci brak. - parsknął śmiechem, opierając się o bieżnię i czekał, aż się obrócę. Zrobiłam to. Nie mogłam udawać, że tego nie usłyszałam i wcale nie widzę jak jego wzrok bezkarnie wylądował na moich pośladkach.
- Czy jeszcze masz ochotę wyrazić swoje zdanie na mój temat, które w ogóle mnie nie interesuje? Bo widzisz, jestem zajęta, a twoja ocena jest dla mnie tak ważna jak zeszłoroczny śnieg. - jeżeli on do ciebie z sarkazmem, nie bądź mu dłużna.
- Wiesz, sprawdziłem cię już...- przechwalał się tym aroganckim, ale wciąż atrakcyjnym, zachrypniętym głosem.
- Niby w jaki sposób? - zapytałam i nie wierzyłam, że mówi to, co słyszę… -Wyjaśnijmy sobie coś, spędziłeś ze mną noc, ale nic o mnie nie wiesz.  
- Pierwszy krok to poznać swojego pacjenta od najgłębszych stron. Ja właśnie to zrobiłem. - wiedziałam, że pożałuję tego, że zaczęłam w ogóle tę rozmowę.
- I co masz zamiar teraz szczycić się tym, że mnie przeleciałeś? - parsknęłam fałszywym śmiechem.
– Już wiem, co musisz poprawić. Przede wszystkim nastawienie. To twoja najsłabsza strona. Popracujemy nad tym.
- Świetnie radzę sobie sama.- zapewniłam go. – Dziękuje za twoje cenne rady, ale ich nie potrzebuję.- szykowałam się do wyjścia z sali gimnastycznej, ale oczywiście musiał mnie zatrzymać, chwytając za lewy nadgarstek.
- Rady? Ja nawet jeszcze nie zacząłem.- widać, że ma tak samo cięty język i jest tak samo uparty jak ja. Tym gorzej dla mnie. Nagle w drzwiach stanął Mike odniosłam wrażenie, że nas kontroluje.– Tak, radzisz sobie, ale to nie zmienia faktu, że mi uległaś, gdybym nie otworzył oczu i tak nie potrafiłabyś mnie zabić. Bez urazy Mike! - krzyknął za nim, by tamten nie pomyślał, że jest od niego gorszy. Co za lizus!
- Nic się nie stało!- odkrzyknął i poszedł na górę znów zostawiając mnie z nim sam na sam. Znowu.
- Pokaż mi, co umiesz.- powiedział i przybliżył się do mnie o parę kroków.- Spójrz na mnie tak, żebym się w tobie zakochał.- wysiliłam się i spojrzałam na niego prowokującym wzrokiem. – Słabo. Zakochać bym się nie mógł. Co najwyżej spodobałabyś mi się. Musisz działać na ludzi hipnotyzująco.- powiedział specjalista.
- Wracając do tamtej nocy, nie jesteś dobrą aktorką.- przejechał palcem wskazującym prawej ręki po moim ramieniu.- Naprawdę ci się podobało.
- Udawałam. Tak jak zawsze.- powiedziałam napinając wszystkie mięśnie pod wpływem jego dotyku. Upierałam się, ale rozgryzł mnie. Z opóźnieniem strząsnęłam jego dłoń, gdy była już blisko linii bioder.
- Mnie nie okłamiesz, wiem że ci się spodobałem.- odparł dumny szeptem. Z chytrym uśmieszkiem opuścił salę. A więc to tak, koniec treningu? No ładnie. I to ma mi niby pomóc? Prędzej sprawi, że naprawdę go zabije. Zastanawiałam się jak zareagowałby Mike, gdybym go zabiła tamtej nocy.
Kiedy wyszłam spod prysznica domyśliłam się, że pewnie zajmuje się swoim życiowym eksperymentem. Czemu jego narkotyk miał być takim oryginalnym? Znam Mike'a, on pragnie czegoś zupełnie nowego, czegoś co zaskoczy wszystkich. Może stworzył nowy sposób zabijania? Zażyjesz i umierasz. Jeden śmiertelny raz, nie potrzebujesz uzależnienia czy zwiększonej dawki. Ale czemu to miało służyć? Kto był jego największym wrogiem i miał jako pierwszy go posmakować? Im więcej brnęłam w tego typu pytania tym więcej się tym przejmowałam, a odpowiedzi nie było. Zastanawiałam się czy mogę mu ufać. W przeciągu paru miesięcy zmienił się prawie nie do poznania. Stanęłam przed szerokimi, wielkimi drzwiami z napisem:


WSTĘP WZBRONIONY! 


Otwierał je specjalny dotykowy ekran, do którego musiałam przybliżyć swoją rękę i odcisnąć linie papilarne.
- Odczytane. Rachelle Roberts.- usłyszałam potwierdzenie maszyny. Drzwi uchyliły się w nieznacznym stopniu. Nie mogłam zobaczyć niczego, co znajdowało się w pomieszczeniu. Po zapachu, który ulatniał się na zewnątrz stwierdziłam, że to jakieś laboratorium. Siedziba była tak duża, że nie znałam połowy budynku. Mike zabronił mi wstępu do niektórych pomieszczeń. Wciąż uważnie mnie obserwował. Po naszej bazie była rozstawiona straż, która zawsze musiała mieć mnie na oku. Na początku, bardzo mi to przeszkadzało i krępowało… ale po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do ochroniarzy stojących nieruchomo, co parę centymetrów przy ścianie na korytarzach. Niczym martwe, ciemne i masywne posągi.
- Rachelle? - zawołał zdziwiony Mike, kiedy tylko mnie zobaczył i wychylił głowę zza drzwi.
- Tak, wpuścisz mnie?


_____________________________


Niestety, moje kochane dokumenty, zaginęły w zepsutym laptopie. 
Ale mam dla was wspaniałą wiadomość! 
( Nie wiem jak wy, ale dla mnie boska.) 
Odzyskałam je!
Czekam na mój pierwszy koncert! ;p
Marzenia się spełniają, pamiętajcie o tym! ;)





Dziewczyna świetnie śpiewa. Musiałam ją dodać. Piękne. <3 




czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 2



Na szczęście zjawił się. Spóźniony. Mało brakowało, a Mike zaraz wyszedłby z siebie znowu. Kiedy zobaczył chłopaka, którego miałam zamordować, nie minęła nawet chwila zanim zniknął mi z pola widzenia. Nawet się nie napiłam, ponieważ wolałam być całkowicie trzeźwa. Nie wiem skąd ten wyjątkowo głupi pomysł narodził się w mojej głowie. 
Wszedł do klubu, był tak zadziwiająco pewny siebie, że zwracał uwagę wszystkich dziewczyn stojących w drzwiach. Jego oczy były takie magnetyczne i hipnotyzujące, że z małym opóźnieniem przetworzyłam to, że są skierowane prosto na mnie. Wybrał mnie samym spojrzeniem. Zajął wolne krzesło przy barze. Nie wiem, czy ktokolwiek potrafiłby się mu przeciwstawić albo nie oprzeć. Zacisnęłam dłonie w pięści ze zdenerwowania. Ja się denerwuje przez faceta? To chyba jakiś żart...
- Witaj ponownie.- znów ten głos rozpłynął się w moich uszach.- Denerwujesz się? – zapytał spoglądając na moje ręce, które zaczęły się trząść. Natychmiast schowałam je za plecami.
- Przepraszam, że wczoraj tak cię zostawiłam.- przybrałam pewny siebie, entuzjastyczny ton głosu i uśmiechnęłam się cierpko. 
- Jestem zaskoczony, że widzę cię tutaj znowu. Szczerze mówiąc wątpiłem w to, że jeszcze masz zamiar tu przyjść.
Miał racje, za żadne skarby świata nie chciałam tutaj przyjść po wczorajszym. Gdyby to ode mnie zależało wyjechałabym z Nowego Yorku by tylko nie spotkać go po raz drugi. Cały czas porównywałam go z poprzednimi ofiarami i po ponownym przemyśleniu stwierdziłam, że jest całkiem inny od poprzedników. Nie wiedziałam jak się za niego zabrać, ponieważ wykazywał się nieprzeciętnym sprytem i intelektem. Bardzo mnie zainteresował swoją osobą, co wcześniej się nie zdarzało. Nie traktowałam go jak rzecz, tylko jak człowieka. Poczułam pewnego rodzaju adrenalinę, inną niż tę przy mordowaniu. Poznawałam coś nowego, coś z czym nie miałam jeszcze do czynienia. Długo rozmawialiśmy, przez cały wieczór był bardzo zabawny. Nie pamiętam kiedy ostatnim razem tyle się śmiałam. Jednego byłam pewna, nareszcie pojawił się ktoś inteligentny, godzien mojej uwagi. 
Nadszedł czas by zaprowadzić go do hotelu. Nadal siedzieliśmy w klubie, a zbliżała się trzecia w nocy. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, co naprawdę muszę zrobić. Po prostu nie mogłam go zabić. Musiałam, ale nawet to, że sobie to powtarzałam kilka razy nie dodało mi otuchy i siły na działanie. Nie chcę go zabijać. Nigdy tego nie zrobię. Tamci przynajmniej byli mniej atrakcyjni i nie mieli w sobie nic naturalnego i dobrego, byli sztuczni i wredni. Przysłużyłam się światu zabijając ich. I znowu to robię... znów go porównuję. Jestem słaba, wiedziałam, że jeszcze mi się za to dostanie. Nie mogłam pozwolić by zginął i to jeszcze z moich rąk.
- Jestem zmęczona. Nie idź ze mną. Znam drogę. – zaczęłam nieśmiało, kiedy zaproponował, że odprowadzi mnie do hotelu, gdy wyszliśmy na świeże powietrze. Błagałam, żeby mnie zostawił i żeby więcej nie pojawił się ani tutaj, ani nigdzie indziej, gdzie przebywa Mike.
- Daj spokój. Wiem, czego chcesz.- szepnął mi do ucha. Cała zadrżałam. Pierwszy raz ktoś potrafił mnie doprowadzić do takiego stanu. Sama nie wiedziałam, czy chcę spędzić z nim noc czy może nie. Wcześniej byłam na nie, a teraz pojawiały się wątpliwości. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że to tylko winna alkoholu.
- Niby skąd możesz to wiedzieć? – zaśmiałam się.
- Mowa ciała.- odpowiedział i oblizał dolną wargę. To chyba taki trik nerwowy, zastanawiałam się czy zdaje sobie z niego sprawę. Patrzył prosto w moje oczy. Pierwszy raz, ktoś nie patrzył się na moje ciało, tylko prosto w moje oczy, albo miał tak niesamowite wyczucie, że wiedział kiedy nie zauważę, gdzie faktycznie ląduje jego wzrok.
- Muszę cię zmartwić, że ja jestem inna.- wyznałam po chwili i wzruszyłam ramionami. Byłam inna, byłam mordercą.
- Wiem o tym, dlatego właśnie wybrałem ciebie.- uśmiechnął się czarująco.
- Od początku wiedziałam, że coś z tobą nie tak.- poprawiłam palcami włosy z uśmiechem, przypatrując się jego błyszczącym oczom.
- Ty też nie jesteś święta.- Dobry jest, naprawdę umie rozgryźć ludzi. Gdyby nie fakt, że miałam go zabić, z pewnością dobrze byśmy się dogadali. Skończyliśmy tą krótką wymianę zdań, bo weszliśmy właśnie do windy, w której stała pulchna, rudowłosa kobieta z małym dzieckiem i trzymała je za rękę. Starałam się zachować zimną krew, ale tak naprawdę byłam kłębkiem nerwów.
- To co, chcesz sprawdzić w jakim stopniu nie jestem święta? – zapytałam po wyjściu z windy, zamykając drzwi od mojego pokoju. Przegryzłam wargę, siadając na łóżku. W świetle pokoju hotelowego jego brązowe oczy były bardziej wyraziste niż w ciemnym, zadymionym klubie. Zdjął czarną, skórzaną kurtkę i został w białej, obcisłej koszulce, która podkreślała jego mięśnie brzucha. Bez słowa przybliżył się do mnie. Chwyciłam go za koszulkę i pociągnęłam go za nią by razem opaść na łóżko. Jasne światło latarni za oknem rzucało cień na jego twarz. Spojrzałam na jego lekko wilgotne usta, które mimowolnie oblizywał co jakiś czas. Miałam nadzieję, że nie robi tego by mnie sprowokować. Jego ciepły oddech pomieszany z alkoholem i gumą miętową owionął moje zarumienione policzki. Chwila? Czy ja byłam zawstydzona? Nie, to niemożliwe. Wpijając się w jego usta namiętnie, czułam jakby przepływał przez nas żar. Jego pocałunki były tak przyjemne, że chciałam więcej i jeszcze więcej, a on wciąż sprawiał, że miałam pewnego rodzaju niedosyt. Kiedy przerywał pocałunek, a po sekundzie znów zetknął swoje wargi z moimi myślałam, że dostanę szału. Objęłam jego szyję rękami, a palcami zmierzwiłam jego gęste włosy i zmniejszyłam odległość między jego ustami, a moimi do minimum. Zrozumiał moje intencje, żeby przestał się bawić w subtelne, krótkie pocałunki. Tym razem każdy z nich był głębszy, dłuższy i bardziej namiętny. Nagle obudziły się we mnie wszystkie emocje, które ukrywałam przez tak długi czas. Kiedy całowałam się z Mike’iem nie czułam tego. A więc za parę minut muszę go zabić.- uświadomiłam sobie i na tą myśl znowu przeraziłam się… 
Zerwał ze mnie sukienkę, pogładził delikatnie i powoli opuszkami palców odcinek od mojego uda do kolana. Miałam wrażenie, że przez jego palce przechodzi jakiś prąd. Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszczyk. Jego oczy wciąż błyszczały z podniecenia. Całował mnie po szyi i przechodził do ust. Ciepłymi dłońmi błądził po moim ciele. Wstrzymałam się i odsunęłam się od niego. Nie chciałam, by to wszystko stało się tak szybko. Chciałam by ta przyjemność trwała jak najdłużej.
- A tak w ogóle jak masz na imię? – zapytałam, zdając sobie sprawę, że tak naprawdę jeszcze się sobie nie przedstawiliśmy. Wcześniej mi to nie przeszkadzało, ale przez kilka tych minut byłam zszokowana swoją reakcją na jego dotyk. Jak mogłam więc nie chcieć poznać imienia, tego który tak intensywnie na mnie działa? Czułam jego dłonie na sobie, które co sekundę znajdowały się gdzieś indziej zostawiając za sobą gęsią skórkę. Gubiłam się w tej oszałamiającej grze, w której sprawiał mi przyjemność. Nie w ten sposób wyobrażałam sobie tą noc. 
- Justin.- szepnął i wpił się w moje usta. Rozpływałam się w jego palcach. Chwycił mnie za pośladki i mocno je ścisnął. Jęknęłam. Czułam jak składa pocałunki na mojej szyi. Zdjął ramiączka mojego stanika zwinnymi palcami i wpatrywał się we mnie. Całował mnie po obojczykach, przechodząc coraz niżej, zdejmując resztę stroju. I ja nie byłam mu dłużna, pozbyłam go koszulki i ściągnęłam mu spodnie. Więcej nie musiałam się trudzić, bo sam zdjął bokserki, a ja nie przestawałam całować go po karku. Obłędne mięśnie na jego brzuchu utwierdziły mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z pieprzoną perfekcją.
- Weź to.- powiedział i podał mi jakąś kolorową tabletkę. Wiedziałam, że nie wolno mi tego robić, chociażby ze względu na to, że w ogóle go nie znam, ale gdy zauważyłam, że on też ją bierze, bez zastanowienia chwyciłam po nią, przykładając ją do ust i patrząc na niego z wątpliwością wypisaną w oczach. Jeżeli to ma mi pomóc, aby zrobić to, co do mnie należy i zabić go, to bardzo tego potrzebowałam. Pocierał swoim ciałem o moje ciało i wszedł we mnie z siłą. Czułam, że zaraz odpłynę. Nie wiem, czy to za sprawą tej tabletki, czy może on był taki wspaniały. Cicho pojękiwałam i czułam jak rozpływa się po mnie fala gorąca. Ruch jego bioder był rytmiczny i czuły, ale spokojny. Delektowałam się każdym dotykiem. Czułam jak obdarowuje mnie pocałunkami i gdzie nie gdzie przegryza moją skórę w ekstazie. Kiedy skończył we mnie, oboje opadliśmy na łóżko. Przejechał po moim udzie z fascynacją oraz rozbawieniem, które nie wiedzieć czemu miało miejsce i cmoknął mnie w usta. Byłam cała rozpalona. Mój oddech był płytki i nierówny. Nie mogąc nic z siebie wydusić uświadomiłam sobie, że był to najlepszy seks jaki kiedykolwiek przeżyłam.
Nie wiedziałam nawet, kiedy zasnęłam. Po paru godzinach obudziłam się. Jak mogłam zasnąć? Przecież wcale go nie znam! Co się ze mną dzieje? Przerażona, sięgnęłam po nóż, który schowałam wcześniej na wszelki wypadek w szufladzie stolika nocnego. Już miałam zadać mu cios nawet na niego nie patrząc, ale nie dałam rady. Zamknęłam oczy. Czułam jak zimna stal przywiera mi do ręki. Nóż był zabójczo ostry. To w jakiś sposób pomogło mi się uspokoić. Cała ręka trzęsła mi się, z każdym dodanym minimetrem. Zacisnęłam powieki i cisnęłam nóż w jego gardło, gdy nagle coś mnie zatrzymało. Jego ręka. Zadrżałam, a oddech ugrzęznął mi w krtani. Miał szeroko otwarte oczy, jakby w ogóle nie spał. Siedziałam na nim okrakiem wpatrzona w jego piękne, brązowe oczy, które teraz biły gniewem i zmieszaniem.
- Co ty chciałaś zrobić? – zapytał zdezorientowany.
- Ja naprawdę... nie chciałam... ty nic nie rozumiesz.- zaczęłam się jąkać. Czułam jak serce wyrywa mi się z piersi.
- To Mike cię nie powiadomił? – zapytał zdziwiony. Jednak ja byłam zaskoczona jeszcze bardziej. Słysząc imię swojego chłopaka odskoczyłam od niego jak oparzona.
- Co? – wydusiłam tylko z siebie. Zaczęłam zbierać porozrzucane rzeczy, chwyciłam za sukienkę. Błyskawicznie ubrałam się w nią. Czułam, że nie dostanę odpowiedzi. Kiedy już miał zacząć coś mówić zamknęłam z hukiem drzwi. Musiałam sobie wszystko przemyśleć…
Wschodziło już słońce, ale było chłodno, jak zawsze o tej porze roku. Co to wszystko miało znaczyć? Co Mike znowu wymyślił? Zachodziłam o głowę. Wbrew własnej woli wspominałam ten wspaniały dotyk sprzed paru godzin. Nie mogłam pojąć, dlaczego tak się przy nim czułam. To na pewno wina tego, co kazał mi połknąć. Nigdy tego nie zapomnę. Utkwi mi to w pamięci, nawet jeśli nie będę tego chciała, ale na razie to jedyna rzecz jaką chcę pamiętać zanim otworzył oczy. Zaczęłam płakać. Moje łzy pokrywały się z kroplami deszczu.


piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 1




- Rachelle, robota czeka! - krzyknął Mike. Nie miałam najmniejszej ochoty nigdzie wychodzić. Znajdowaliśmy się w starej, opuszczonej ruderze. Było w niej okropnie, ale byliśmy pewni, że nikt nas tu nie znajdzie. Mike miał już spore problemy kryminalne. Śledzili go za różnorodne morderstwa, jakich dokonał lecz na tę chwilę trudno było go namierzyć. Dlaczego to zrobił? Uważał, że wszyscy ludzie są źli i chcą nas zniszczyć. Cokolwiek słowo ,,zniszczyć’’ miałoby znaczyć. Razem z nim sprzedawałam narkotyki, zioła, tytoń i różnego rodzaju inne świństwa. Ale było coś jeszcze, co wyróżniało nas spośród wszystkich ludzi należących do tej branży... Mike pracował nad nowego rodzaju narkotykiem. Jego chciwość do pieniędzy i ciągła podejrzliwość sprawiała, że popadał w obsesje. Ścisły skład jego eksperymentu był przez niego chroniony. Wiele razy próbowano go wykraść. Zawsze powtarzał mi, że tak trzeba. Wszyscy byli dla niego potencjalnie podejrzani. Nie wiem, czy mnie też zaliczał do tej grupy. Jedno było pewne, Mike ufał mi bardziej od wszystkich ludzi, z którymi do tej pory miał styczność. Przyjął mnie pod swój dach i opiekował się mną. Zdążyłam poznać go zanim stał się mordercą. Pamiętam strach wymalowany na jego twarzy, kiedy stanął w progu pokoju i oznajmił mi, że udusił starszego czterdziestoletniego mężczyznę. Sądziłam wtedy, że to jeden z tych błędów, które człowiek popełnia i przez całe życie żałuje. Nie miałam racji, nim się obejrzałam polubił widok martwych ludzi i odnalazł rozrywkę w zabijaniu. Cieszył się widząc bezradnego, przestraszonego człowieka. Chciał czuć, że jest od niego silniejszy. Uwielbiał mieć władzę. Zawsze jej pragnął. Ostatnio wszystkich odsuwał na drugi plan. Nawet mnie, jego dziewczynę. Chodził jak struty, nie słuchał co się do niego mówi. Miał tylko jeden cel i to na nim był skupiony.
- Musimy? - jęknęłam wstając z materaca.
- Kotku...- powiedział z sarkastycznym uśmiechem na twarzy.- Ile razy mam tobie powtarzać? Jeżeli chcemy być bezpieczni, musimy ich usunąć.- cmoknął mnie w usta. Lubiłam jak to robił, ale nic szczególnego nie czułam. Może to dlatego, że on stał się taki zimny i bezuczuciowy? Dla wielu dziewczyn był wcieleniem Boga. Wielkie mięśnie, gęste, krótkie blond włosy i niebieskie oczy. Nie wiedziały jednak, że są kolejną zabawką w jego rękach, i że ów przystojniak jest czystym wcieleniem diabła.- Rusz ten swój zgrabny tyłek i zamachaj tymi swoimi długimi rzęsami. Użyj uroku, jeśli będzie trzeba posuń się do ostateczności.- kontynuował dalej obojętnym tonem, wyzbytym jakichkolwiek uczuć. Wiedziałam, o co mu chodziło... przełknęłam ślinę. Nienawidziłam, gdy tak mnie traktował... Może jestem jego kolejną zabawką, jak pozostałe? Nie miał problemu z tym, że go zdradzam, chociaż ja w odróżnieniu od niego robiłam to na jego rozkaz. Nie raz widziałam go w towarzystwie długonogich blondynek. 
- Tak wiem. Misja jak każda inna. Wchodzimy do klubu rozdzielamy się i robimy swoje.- udałam, że wcale się tym nie przejmuję, ale w środku wiedziałam, że zrobiłabym wszystko, żeby tylko tam nie iść.
- No i widzisz? Za to cię kocham.- westchnęłam cicho, tak żeby nie usłyszał. Żeby to była jeszcze prawda... – Bystra dziewczynka.- uśmiechnął się i dotknął mojego policzka.- Widzisz gdyby nie ja, nudziłabyś się ze swoją matką w domu. Kto wie, może skończyłabyś tak jak ona? - powiedział dumny z siebie. Moja mama była alkoholiczką. Tęskniłam za nią, ale nigdy nie mówiłam o tym Mike’owi. Z resztą mało rozmawialiśmy. Większość czasu poświęcaliśmy na obmyślanie planów i oddawaniu się różnym przyjemnościom. Czasem czułam, że tylko jego uszczęśliwiam, nie siebie. To był pierwszy powód, dla którego mogłabym od niego uciec. Jednak nie zrobiłam tego, bo nie miałam odwagi. Gdy ostatnio zaczęłam płakać uderzył mnie w twarz, mówiąc, że nie mogę być tkliwą, głupią lalą i mam być silna. Nigdy mnie za to nie przeprosił. Od tamtego momentu bałam się mu sprzeciwić. Robiłam wszystko, czego ode mnie oczekiwał. Został mi tylko on. O tym byłam święcie przekonana. Chwyciłam za torebkę wypełnioną po brzegi prochami i ruszyłam z nim do najbliższego klubu. Ubrana w skąpy strój, który był oczywiście życzeniem Mike’a. Zaślepiona, wpatrzona w niego jak w obrazek byłam gotowa zrobić to, czego ode mnie oczekiwał. Nie szliśmy za rękę… można było powiedzieć, że szliśmy dwoma stronami chodnika. Czułam jego wzrok na sobie. Obserwował mój każdy ruch. Udałam, że tego nie widzę. Wcześniej nie miałam poważnych związków, dlatego przystałam na jego warunki. Chociaż teraz wiem, że ''chodzenie z chłopakiem’’ w żadnym wypadku tak nie wygląda. Byłam zbyt naiwna i wystraszona, by zwrócić mu na to uwagę.
- Zaczynamy przedstawienie.- uśmiechnął się łobuzersko, wprowadzając mnie do klubu. Następnie szybko zniknął nawet na mnie nie patrząc. Jakbyśmy w ogóle się nie znali. Bolało, ale co chwilę powtarzałam sobie, że to element planu i nic poza tym. W normalnych okolicznościach by się tak nie zachował, taką przynajmniej miałam nadzieję. Usiadłam jak zwykle przy barze, smakując tutejszej wódki. Nie mogłam być trzeźwa, ale też nie mogłam się upić. Jeżeli miałam oddać się przypadkowemu facetowi, który zawiesi na mnie swoje oko, bardzo tego potrzebowałam. Zaczęłam zastanawiać się, czy zasługuję już na miano dziwki. W takich chwilach powtarzałam sobie, że robię to dla ukochanego i jestem mu to winna. Po wypitym kieliszku, uśmiechnęłam się do kelnera, który bardzo dobrze mnie znał. Lubiłam go. Nie był zwykłym kelnerem, jakby się mogło wydawać po szerokim, głupkowatym uśmiechu i radosnych oczach. Razem z Mike’iem zajmował się obrabianiem ludzi. Jednak Scoot nie bawił się nimi i co ważniejsze nie zabijał ich, jeśli nie był do tego zmuszony. Dlaczego więc wciąż trzymałam się Mike'a Howarda, który niezaprzeczalnie był okrutnym tyranem i mordercą? Szukałam niebezpieczeństwa i adrenaliny. Moje życie wydawało mi się monotonne i nudne. Podałam Scootowi kilka worków z proszkiem i tabletkami pod blatem. Uśmiechnął się, kiwnął głową i ruszył na zaplecze klubu. Jeden punkt zaliczony... Zazwyczaj potem czekałam na jakiegoś mężczyznę, którego wskazał mi Mike, udawałam głupią lalunię na jedną noc. Zabijałam go, brałam pieniądze, towar i broń, po czym szybko się ulatniałam. Przekazywałam pałeczkę Mike’owi, który zacierał ślady i ukrywał zwłoki. Po zakończeniu naszego ''show'' świętował kolejne morderstwo, zapraszając dziewczyny do swojego pokoju. Widocznie ja mu nie wystarczałam. Taki był Mike.. a ja dałam się wpakować w jego gierki. Byłam żywym narzędziem w jego rękach. Zabijałam. W niektórych przypadkach nie wiedziałam, jaki jest powód jego zamiarów. Nie wolno mi było pytać. Kiedyś miał mi powiedzieć, ale szczerze wątpiłam w jego obietnice.



******


Tak wyglądała moja codzienność. Tym razem wszystko działo się w Nowym Yorku... Było to jedne z tych poważniejszych zadań, wiedziałam, to kiedy tylko znaleźliśmy się w kasynie na przedmieściach. Mike powiedział mi, że to dopiero początek i rozgrzewka przed dzisiejszym. Gdy zobaczyłam najsławniejszy i zarazem największy, jeden z najdroższych klubów w Nowym Yorku opadła mi szczęka. Nigdy, nawet w najlepszych snach, nie śniłam o tym, że kiedyś znajdę się w takim miejscu. Pytanie, które cisnęło mi się na usta to: Skąd zebrał tyle pieniędzy na taki wyjazd? Po czym przestałam się zastanawiać. On podejmował decyzje. On zarządzał pieniędzmi. On je miał, nie ja. Nawet nie były moje... pochodziły z brudnego handlu, albo z kradzieży. Czekałam na moment, kiedy do klubu wejdzie gość, którego wskaże mi Mike.  Wreszcie dał mi znak. Spojrzałam w stronę drzwi... Czas się nie zatrzymał, świat nie zawirował mi przed oczami, ale ten chłopak był całkiem inny od pozostałych. Zdecydowanie się wyróżniał. Miał coś dobrego w oczach. Po prostu widziałam to, już za długo spotykałam ludzi ze złymi zamiarami. Typowych cwaniaczków uwielbiających nieprzyzwoite zabawy. Modliłam się w duchu, aby Mike się pomylił, ale on nigdy się nie myli. Jeżeli wskazał na niego, to mam zrobić to, co zawsze i odesłać to w niepamięć. Nie, nie mogłam go zapomnieć. Od razu wiedziałam, że tak się nie stanie. Spanikowana szukałam osoby obok niego, z którą ewentualnie mogłabym go pomylić. Takowej osoby w ogóle nie było. Ludzie tańczyli ze znajomymi w rytm muzyki kilka metrów dalej, a kanapy z podpitymi imprezowiczami znajdowały się w ciemnym kącie sali po zupełnie innej stronie. Zaczęłam trzeźwieć...  I co teraz? Nawet jakby się znalazła...Wezmę ją w obroty i zabiję osobę, która na to nie zasłużyła? 
Nie mogłam się skupić na czymkolwiek, gdy dotarło do mnie, że chłopak patrzy na mnie ostentacyjnie. Jego magnetyczne spojrzenie totalnie mnie rozkojarzyło. Nim zdążyłam cokolwiek przemyśleć, chłopak znalazł się tuż obok mnie.
- Cześć.- powiedział uwodzicielsko się uśmiechając. Cóż zazwyczaj słyszałam ,,Ej, mała!’', więc owszem zrobił na mnie dobre wrażenie. Jego głos był taki aksamitny, usta soczyste i duże... mimo że go nie całowałam potrafiłam to określić na pierwszy rzut oka. Zdziwiła mnie moje zachowanie. Wcześniej nawet nie przyglądałam się ofierze, starałam się być całkiem obojętna. A teraz? No proszę... Wcześniej wiedziałam, że niedługo ten ktoś będzie martwy i nie skupiałam się na jego wyglądzie, a teraz siedzę przy barze z kieliszkiem wódki, która na całe moje nieszczęście właśnie się skończyła i nie wiem, co ze sobą zrobić.
- Mówisz do mnie? - zadałam głupie pytanie.
- Tak, a widzisz tu kogoś innego? - uśmiechnął się jeszcze raz skrępowany. Spojrzał mi głęboko w oczy no i się stało. Spanikowałam.
- Przepraszam.- wymamrotałam nieprzytomnie i o miękkich nogach wyszłam z klubu na świeże powietrze. Co się do cholery ze mną dzieje?  Złapałam się za głowę. Byłam zdruzgotana. Stchórzyłam. Chodziłam po chodniku w tę i z powrotem, usiłując sobie przypomnieć jak się nazywam i gdzie jestem. Minutę później poczułam, że ktoś chwyta mnie od tyłu i obraca przodem do siebie.
- Co to było? - zapytał zdenerwowany przyciskając mnie do ściany budynku. Chwycił mnie za nadgarstki i prawie mi je wykręcił.
- Mike... – zaczęłam przepraszającym tonem. W jego oczach panowała wściekłość.
- Wiesz co powinnaś zrobić! Zawiodłem się na tobie.- warknął rozzłoszczony.- Co z towarem! Miałaś go zdobyć!
- Nie byłam pewna czy to on! - usprawiedliwiłam się i dostałam niespodziewany cios w twarz.
- Przecież ci pokazałem! - syknął przez zęby tak, że poczułam odór alkoholu wydobywający się z jego ust.
- Nie wyglądał na takiego, jak ci wszyscy inni.- tłumaczyłam się i zebrało mi się na łzy. Policzek mi pulsował. Nie dość, że czułam ból fizyczny to psychicznie rozpadałam się na kawałki, a to wierzcie mi, bolało tysiąc razy mocniej. Jak można zrobić krzywdę komuś, kogo się kocha? Nic tak nie zrani jak ból zadany przez osobę, którą kochamy.
- A kto kazał tobie to oceniać!?- nie uspokajał się, z każdą chwilą widziałam, że traci nad sobą kontrolę. Przybrał groźny ton głosu. Kto by pomyślał, że ten słodki chłopaczyna, potrafi coś takiego zrobić? Pozory mylą. – Lepiej módl się, żeby nie wyjechał z miasta. Jutro powtarzasz tę misję. Spieprzyłaś to! - zaczął krzyczeć. – Jeżeli ci się nie uda, zostaniesz sama. -  spróbował groźbą. Wtedy zdałam sobie sprawę z powagi sytuacji. Naprawdę zostawiłby mnie tutaj z niczym. Nie żartował. Znów chciałam ulec emocjom. Nawet jeśli miałabym klękać na kolanach i przepraszać go ze sto razy, zrobiłabym to. Nie byłam samodzielna. Nauczyłam się, że jestem zależna od niego. Jeśli zmuszałby mnie do okrucieństw, jeżeli nawet molestowałby mnie i tak naiwnie bym mu wszystko wybaczyła, ponieważ naprawdę go kochałam. Wróciliśmy do hotelu, jak zwykle praktycznie osobno, teoretycznie razem. Zakryłam twarz we włosach, żeby mijający mnie ludzie nie patrzyli na świeże ślady po pobiciu, sińce i zaczerwienienia. Padał deszcz. Było mi strasznie zimno. Cala zmarzłam i zaczęłam się trząść. Ukradkiem spojrzałam na Mike’a, trwało to może z sekundę, ale zauważyłam, że czerpie z tego pewnego rodzaju radość, której nigdy niedane mi było zrozumieć. Mieliśmy dwa pokoje, to dlatego, żebyśmy mogli czuć swobodę jeśli chodzi o sprowadzanie naszych ofiar. Nie chciałam spać w brudnej pościeli od potu i krwi. Było to obrzydliwe. Jednak z tym, z czym nie mogłam sobie najbardziej poradzić to odraza do samej siebie i tego, co zrobiłam poprzedniej nocy. Jedynym pocieszeniem było dla mnie to, że dzisiaj nikogo nie zabiłam.
Gdy obudziłam się następnego dnia, poczułam, że coś leży mi na kolanach. Była to taca ze śniadaniem. Ucieszyłam się. Może w ten sposób Mike, chce mnie przeprosić za wczoraj? Gdy tylko rozłożyłam zgiętą w pół kartkę mój uśmiech zmienił się w smutek. Przeliczyłam swoje nadzieje. 


Zjedź na dół i przebierz się w to. Mike.



Spojrzałam na krzesło przede mną. Leżała na nim jakaś typowa obcisła i krótka sukienka, jednak bardziej wyrafinowana niż moje poprzednie. Kolejną rzeczą, jaka wpadła mi w oko, była gustowna bielizna. Specjalna na takie okazje. Zdziwiło mnie to, wcześniej Mike nie kupował mi takich rzeczy. Posłusznie przebrałam się w nie i powędrowałam do pokoju obok. Otworzyłam drzwi i od razu chciałam je zamknąć. Leżał na łóżku, a razem z nim było pięć kobiet, które mu usługiwały. Spojrzał na mnie rozkapryszony.
- Przepraszam panie, ale muszę porozmawiać z moją dziewczyną.- Czemu nie zdziwiła mnie ta wypowiedź? Kobiety na raz westchnęły i zmroziły mnie wzrokiem wychodząc z jego pokoju. One mogły nosić sukienki do połowy ud i bogato zdobioną biżuterie, tylko ja nie mogłam. Po pierwsze, źle się w nich czułam, po drugie nie miałam za co ich kupować. Usiadłam naprzeciw niego i zaczęłam go całować, przedtem wycierając mu usta, bo nie wiedziałam, gdzie miał je wcześniej. Twarzy tych kobiet, które mijały mnie w wejściu nie zapomnę przez długi czas. W pewnym sensie przywykłam do tego, ale niekiedy było mi ich żal. Można pomyśleć, że to chore, dlaczego na to pozwalałam?  Wątpiłam, że mam jakiekolwiek prawo głosu w tej sprawie. Poza tym nigdy nie widziałam tej samej dziewczyny następnego dnia. Za każdym razem, pojawiały się nowe. Co robił z tymi, które już wykorzystał? Nie miałam bladego pojęcia i chyba nie chciałam tego wiedzieć.
- Dobra, starczy.- powiedział i odetchnął, odpychając mnie do swoich ust.
- Jak to przecież myślałam...- nie dał mi skończyć, bo doskonale znał dokończenie tego zdania.
- To źle myślałaś.- rzucił od niechcenia.- To nie dla mnie, idiotko! Obróć się.- powiedział jak do psa. Nie wiem dlaczego, ale posłusznie to zrobiłam. – Zdejmij sukienkę.- od normalnej dziewczyny dostał by za to w pysk, ale z racji tego, że on też nie jest normalnym chłopakiem, robiłam wszystko jak jakiś robot.- No, może być... To twój strój na dzisiaj. A teraz, wyjdź.- zszokowały mnie jego słowa. Zabrałam sukienkę i spełniłam jego polecenie. Zamykając drzwi do swojego pokoju usłyszałam tylko ,,Dziewczyny wchodźcie!,’’ po czym chichoty to jednej, to drugiej. Zaczęłam sobie wyobrażać, co dzieje się za ścianą. Jeszcze pomyśleć, że te dziewczyny wiedzą o tym, że już więcej go nie zobaczą, a mimo to skaczą wokół niego jak jakieś małpki. Mike nadal był na mnie zły. Domyślałam się, że w ten sposób chciał dać mi nauczkę. Spojrzałam w lustro słysząc w głowie ,,No, może być.’’ Jak on mógł coś takiego powiedzieć?! Wyglądałam bardzo dobrze. Czułam się piękna, co nie zdarzało się często. Pozostało mi czekać na wieczór i stanąć z tym ,,dobrym'' chłopakiem twarzą w twarz tak jak z każdym wcześniejszym. Ale coś było inaczej, nie potrafiłam określić co. Rozmyślając nad tym, w końcu połowę dnia przespałam, bo zazwyczaj prowadziłam nocny tryb życia. 






_______________________________________________

Pierwszy rozdział. 
Nigdy nie myślałam o pisaniu
kryminałów, więc jest to dla mnie coś nowego.
Nie ukrywam, że jest to dla mnie wyzwanie. 
Jeżeli widzicie jakieś błędy tudzież niedociągnięcia proszę o napisanie ich w komentarzu. 
Początki zawsze są najgorsze.
Czekajcie na nową notkę ( w prawej kolumnie macie przedział dni) 
Dziękuje Wam  i zapraszam do komentowania. ;p