piątek, 20 lutego 2015

Rozdział 32







Miałam wielką nadzieję, że zdążę wrócić do pokoju Monique zanim ona się obudzi. Jednak tak się nie stało. Gdy tylko otworzyłam drzwi jak najciszej potrafiłam ujrzałam ją, stojącą na środku korytarza z założonymi rękami. Przywitałam ją ciepłym, naiwnym i słodkim uśmiechem odgarniając włosy z twarzy. Przed wyjściem od Justina nawet ich nie rozczesałam. Stanęłam w progu pokoju. Jej oczy przewiercały mnie na wylot.
- Rachelle Anne Roberts! - usłyszałam jej surowy ton głosu, gdy tylko zamknęłam drzwi. – Gdzie ty się podziewałaś całą noc? – Oho, teraz będzie udawała moją matkę. Całkiem ją ignorując poszłam do salonu i wyciągnęłam nogi na kanapie, ściągając przy tym moje buty. Za chwile Monique ponownie znalazła się przede mną z rozwścieczoną miną. – Odpowiedz. – syknęła tupiąc nogą z zaciśniętymi pięściami. Spodziewałam się, że będzie się o mnie martwić, ale nie przypuszczałabym, że będzie na mnie zła. Jestem dorosła, a ona poza pracą była tylko moją przyjaciółką, nie musiała czuwać nad moim życiem dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- Prosiłam cię, żebyś nigdy nie używała mojego drugiego imienia. – spojrzałam na nią zdegustowana. Zaczęłam z zainteresowaniem oglądać swoje gołe nogi, ponieważ rajstopy, w które wcześniej byłam ubrana wylądowały w koszu na śmieci. Ciekawe przez kogo. Boże, ten cellulit zabijcie mnie. – pomyślałam unosząc opuszkami palców kawałek mojej skóry na udzie. Po jakiś pięciu sekundach znowu wróciłam wzorkiem do mojej przyjaciółki, która wciąż nie dawała za wygraną, mimo że nie okazywałam jakiejkolwiek chęci spełnienia jej wcześniejszej prośby. – Byłam w restauracji. – skłamałam, tłumacząc się. Nie mogłam powiedzieć jej, że gdy tylko zasnęła poszłam do apartamentu Justina, żeby się z nim przespać jak jakaś głupia i niewyrośnięta nastolatka.
- Dzwoniłam do restauracji i nie było cię w niej. – powiedziała z pretensją. Gdyby te przenikliwe oczy mogły zabić, z pewnością byłabym już martwa. Zagryzłam wargę ze zdenerwowania. Akurat dzisiaj musiała zabawić się w szpiega. Dobrze, że nie wpadła na pomysł żeby zapukać do pokoju Justina.
- Nie wiem po co tam dzwoniłaś. – westchnęłam mniej pewnym głosem. Zamiast patrzeć jej w oczy, oglądałam swoje ręce. Będzie dobrze, tylko nie panikuj, jeśli sama jej nie powiesz, to się nie dowie. – uspokajałam się w myślach.
- Ostatnio upiłaś się do nieprzytomności przez sama wiesz kogo.– wspomniała siadając na fotelu. - Zacznijmy wszystko od początku. Gdzie byłaś? – zapytała tym razem spokojnie, cierpliwie oczekując na odpowiedź. Pewnie chciała powiedzieć: Zacznijmy przesłuchanie.
- Wszędzie.- odparłam jednym słowem, uśmiechając się łobuzersko. Podniosłam lewą rękę do góry, oglądając swoje paznokcie z uniesionymi brwiami. Starałam się nie myśleć o tym, że wystawiam jej cierpliwość na próbę. Miałam wciąż nadzieję, że da sobie spokój.
- Rachelle…
- To nie jest twój interes! – uświadomiłam jej, chcąc jak najszybciej zmienić temat. Zbyt ostro zareagowałam. Spojrzałam na jej minę. Boże, ona domyśliła się.
- Ty byłaś z nim! - wykrzyczała rozemocjonowana otwierając szeroko oczy z wrażenia.
- Nie wiem, o kogo ci chodzi. – próbowałam się jakoś ratować, ale na próżno, bo musiałam się głupio uśmiechnąć. Dlaczego za każdym razem kiedy sobie o nim przypominam muszę się uśmiechać w tak idiotyczny sposób? W tym momencie wstała z fotela, łapiąc się za głowę zaczęła chodzić w tę i we w tę po pokoju.
- Myślałam, że po zabawie w klubie wam się odechce. – jęknęła, opadając na oparcie fotela. Była kompletnie zaskoczona. Ja nigdy nie będę miała go dość. To wszystko zaczęło się dużo wcześniej. Ona nie wiedziała o naszej pierwszej nocy, gdy nie wiedziałam kim on jest i miałam go zabić. Gdyby wtedy mnie nie powstrzymał… nie chcę nawet o tym myśleć.
- Nie wiem o kim ty mówisz. – nadal udawałam, że jej nie rozumiem.
- Doskonale wiesz o kim mówię. – powiedziała wściekłym tonem.- Blondyn o brązowych oczach, ma duże mięśnie, przyciągające wzrok tatuaże... Jest bardzo pewnym siebie i cholernie seksownym trenerem uwodzenia. Znasz go może? – sarkazm było czuć od niej na kilometr. Znam. Dogłębnie go znam. Za bardzo go znam.
- Nie byłam z nim! – wypierałam się oburzona.
- Od kiedy mnie kłamiesz? – spytała podchodząc do mnie i wbijając we mnie nienawistny wzrok.
- Nie kłamię. – powiedziałam mierząc ją wzrokiem. Dlaczego byłam taka nieostrożna? Noc w pokoju Justina to był bardzo głupi pomysł. Czy żałuję tego, co robiłam dzisiaj w nocy? Oczywiście, że nie. Czy musiałam dać się złapać w tak idiotyczny sposób? Oczywiście, że tak inaczej nie byłabym sobą. Monique dotknęła mojego czoła.
- Jesteś cała rozpalona. masz potargane włosy i … błyszczą ci się oczy. – stwierdziła tonem Sherlocka Holmsa. Cholera, czy tak bardzo po mnie widać, że przed chwilą uprawiałam seks? Nie dostrzegłaby w tym nic dziwnego, gdyby Mike nie wyjechał o czwartej do Tokio. – Rachelle! – krzyknęła moje imię prawie piszcząc.
- Nic nie zrobiłam! – odkrzyknęłam nadal próbując się bronić. Ona nie może poznać prawdy. Musiałam wymyślić naprawdę dobre kłamstwo. – Chciał zrobić trening. – mruknęłam nieśmiało.
- Masz mnie za idiotkę? Trening? W środku nocy? – nie spuszczała z tonu, wymachując rękami. – Ciekawe, co robiliście na tym treningu. – prychnęła, odwracając wzrok.
- To, co zwykle. – wymamrotałam, ponownie powstrzymując się od uśmiechu. – Zabrał mnie do klubu, trochę popiliśmy i wróciliśmy do hotelu. Nie chciałam cię budzić, więc zasnęłam u niego w salonie. Nic między nami się nie wydarzyło.
- To dlaczego jesteś tak bardzo rozbawiona i szczęśliwa? Wyglądasz jakby przed chwilą przeleciał cię na podłodze. Dosłownie. – usiłowała dostrzec w moich oczach cień kłamstwa, ale patrzyłam na nią beznamiętnie i z pewnym wyrazem twarzy. Chyba udało mi się ją nabrać.
- Więc teraz nie mogę być szczęśliwa? Nie mogę się z nim spotykać jak zwykła koleżanka z pracy? – zapytałam siadając na kanapie i zakładając złożone ręce na piersi.
- Nie, chcę żebyś była szczęśliwa, ale nie mogę w to uwierzyć. Przecież ty go nienawidziłaś. Prosiłaś mnie, żebym trzymała go od ciebie z daleka! – przypominała mi. – I teraz nagle chcesz się z nim spotykać. Sama wiesz, że wasza relacja jest… –  przerwała po chwili, próbując znaleźć odpowiednie słowo. – dziwna. Nie chcę, żeby były z tego kłopoty.
- Widzisz, nie trzymałaś mnie od niego z daleka… Mało tego, sama przekonywałaś mnie, żebym się za niego zabrała, a teraz jesteś na mnie wściekła za to, że cię posłuchałam? Uspokój się, tylko rozmawialiśmy.- wypowiedziałam to ostatnie zdanie, zdając sobie sprawę, że przed chwilą zabrzmiałam tak, jakbym przyznawała się do winy.
- Myślałam, że przestaniesz na niego zachłannie patrzeć po jednym razie! – Brawo, tym samym pokazałaś mi ile tracę. Nie zamierzam z tego zrezygnować. – To co robisz, to jedna wielka głupota, on jest uwodzicielem za moment nie zorientujesz się, kiedy się w nim zakochasz. – Szkoda, że nie powiedziała mi o tym wcześniej. Już za późno, już straciłam dla niego głowę.
- Bardzo mi przykro, że nie jesteś szczęśliwa przez to, że nie potrafisz powiedzieć Jevowi, że coś do niego czujesz. Jednak to nie powód, by być zazdrosna o to, że czuję się szczęśliwa. Zapewniam ciebie, że nie robię nic nieodpowiedniego z Justinem i nie zamierzam tego robić. Kocham Mike’a. – to było okrutne z mojej strony, ale musiałam ją okłamać. Nate już wie, teraz Monique zacznie pewnie węszyć, a moje życie wisi na włosku. Chciałam jej powiedzieć o wszystkim, co mnie dręczy. O tym jak czuję się przy Justinie, ale nie mogłam. Nigdy nie będę mogła jej o tym opowiedzieć.
- Nie jestem zazdrosna, troszczę się o ciebie. – chwyciła mnie za rękę, szukając zrozumienia w moich oczach. Było mi z tym cholernie źle, nie miałam zwyczaju się z nią kłócić, ale to było jedyne wyjście.
- To przestań i zajmij się swoim życiem. U mnie wszystko w porządku. Nie pozwolę jakiemuś uwodzicielowi, złapać się na jego marne sztuczki. Wiem kim on jest i nic do niego nie czuję. – dziwiłam się, że te wszystkie kłamstwa wypływały ze mnie tak swobodnie. Wyszarpnęłam swoją rękę z jej uścisku, wstałam z kanapy omijając Monique i wyszłam z pokoju, obawiając się jej kolejnych pytań. Nigdy nie chciałam jej oszukiwać, ale dzisiaj musiałam to zrobić. Wiem, że zadałam jej ogromny cios, gdy powiedziałam o Jevie, ale to był jedyny sposób, żebym mogła skończyć tą rozmowę. Jeszcze chwila, a wycisnęłaby ze mnie całą prawdę. To oznaczałoby nasz koniec. Koniec wszystkiego.




******





Czułam się okropnie. Musiałam wydać kryjówkę Candice, okłamywać Mike’a i Monique. Co jeszcze będę musiała zrobić, żeby ukryć moją miłość przed światem? Najgorsze jest to, że wiedziałam, że to dopiero początek.
Po obiedzie jak zwykle miałam trening z Justinem. Gdyby ktoś zapytał mnie kilka tygodni temu, co czuję na myśl o spędzaniu godziny z nim w jednym pomieszczeniu z pewnością odpowiedziałabym: nienawiść, złość i zażenowanie. Zapierałabym się nogami i rękami by tylko uniknąć tych idiotycznych treningów. Dzisiaj było inaczej. Dzisiaj bardzo chciałam go zobaczyć, chciałam żeby był przy mnie. Treningi były jedyną chwilą, kiedy legalnie mogliśmy spędzać ze sobą czas i robić w zasadzie to, na co mamy ochotę. Zamykaliśmy drzwi naszej ,,sali treningowej” i zapominaliśmy o wszystkim. Zapominaliśmy o tym, że nigdy nie będziemy mogli być razem, że to co robimy jest szczeniackie i nieodpowiedzialne, a nasze uczucia kiedyś mogą nas zabić. Liczyło się tylko tu i teraz. Nie myśleliśmy o przyszłości. Jaka przyszłość mogła czekać nas w takim świecie, w którym żyliśmy? Śmierć. Tylko śmierć. Miłość do niego nie pasowała, ale im więcej spędzałam z nim czasu tym bardziej byłam pewna, że to jest właśnie to. Po tym jak zaczął mnie traktować, w jaki sposób na mnie patrzył... Jeśli jego uczucia nie były prawdziwe, to był najlepszym aktorem jakiego znałam. Nawet on nie mógłby tak dobrze udawać. Wygląda na to, że w jakimś stopniu mu zaufałam. Widziałam, że oboje bardzo się zmieniliśmy.
Nasze rzeczy były porozrzucane po podłodze. Oboje leżeliśmy nadzy pod kołdrą, sprzeczając się o jakąś bzdurę i dogryzając sobie nawzajem.
- Powinnaś zacisnąć pośladki, wtedy wydają się bardziej jędrne. – mruknął z przekąsem cwaniacko się uśmiechając.
- Masz coś do mojego tyłka? – zapytałam rozgoryczona, chcąc w tej chwili uderzyć go w twarz. Czułam dotyk jego ciepłych dłoni. Leżałam na nim, podpierając się łokciami o jego klatkę piersiową palcem wskazującym sunąc po jego mostku i piersiach.
- Jak dla mnie jest cudowny, ale pracujemy nad tym byś była bardziej profesjonalna. – ścisnął mój prawy pośladek, oblizując dolną wargę.
- Nie robię na tobie dostatecznego wrażenia? - powiedziałam z udawaną pretensją w głosie unosząc się nad nim i odgarniając włosy na bok. Wpatrywał się we mnie, a w jego oczach pojawiła się ekscytacja.
- Robisz, ale… - przerwał na chwilę ciągnąc  za końcówki swoich włosów.- Boże, uniemożliwiasz mi pracę. – warknął do siebie, a ja wybuchłam śmiechem. Dotknęłam nosem jego szyi. Te perfumy, ja zwariuję. W nich musi być coś, co nakręca mnie do rzucania się na niego z rękami. Nie uwierzę, że to zwykłe perfumy… chociaż z jego wyglądem wcale nie musiał ich mieć, ale który facet nie skorzysta z okazji by być bardziej hmm… kuszącym?
- Sądzisz, że nie możemy już razem pracować? – szepnęłam do jego ucha.– W takim razie muszę powiedzieć Mike’owi, żeby znalazł kogoś innego na twoje miejsce. – uśmiechnęłam się złośliwie. Mówiłam kiedyś, że nie cierpię tych naszych słownych gierek? Teraz je uwielbiam. Justin nie przestał mnie irytować i denerwować, odnosiłam głupie wrażenie, że jest to jego najważniejszy cel w życiu. Stwierdziłam że nie będę mu dłużna i w ten sposób, stały się częścią naszej codzienności.
- Nie zgadzam się. – odpowiedział poważnie od razu. – Nie zrobisz tego. – zabronił ostro, ściskając mnie mocniej.
- Hmm… no nie wiem. Skoro mój tyłek nie jest wystarczająco dobry… nie będziesz musiał się z nim męczyć. Oszczędzę ci tego, skarbie. – powiedziałam słodko oblizując usta.
- W porządku, w takim razie zrobimy tak. Jeszcze raz dokładnie mu się przyjrzę, a potem oboje rozważymy, czy rzeczywiście chcesz zmieniać trenera. – powiedział z udawaną powagą. Melancholijnie chciałam odpowiedzieć ,,tak,’’ ale musiała ze mnie wyleźć moja buntownicza strona i zamiast oddać się w jego magiczne ręce, wolałam nadal się sprzeczać. Tak, ja wiem, że jestem głupia…
- Oboje? A ta decyzja nie powinna należeć do mnie? – syknęłam oburzona, lewą ręką sunąc po jego biodrze.
- Nie.- odpowiedział zdecydowanie, chwytając opuszkami palców kosmyk moich włosów i zaczął się nim bawić. Wiedziałam, że walczy z samym sobą, żeby się nie uśmiechnąć.
- Dlaczego? – zapytałam nadal zawzięcie patrząc w jego oczy. Usiadłam na jego kroczu leniwie się o niego ocierając. Nie wytrzyma, jeszcze chwila i będziesz miała go w garści. - śmiałam się w myślach.
- Bo oboje chcemy, żebyś dobrze zdecydowała. – gwałtownie objął mnie w tali, przy okazji przyciskając mnie bardziej do swojego stwardniałego przyrodzenia. Nie, to na pewno nie był przypadek. Zrobił to specjalnie, ale nie zaprzeczę, że mi się podobało. Po dwóch sekundach, kiedy byłam gotowa, aby zrobił ze mną cokolwiek by chciał, przeturlał mnie z taką łatwością i gracją, jakby trzymał lalkę tym samym sprawiając, że teraz to on był na górze. Jego ramiona były bardzo silnie napięte, że widziałam jego mięśnie i żyły. Starał się utrzymać na nich i na kolanach cały swój ciężar ciała, żeby było mi lekko i przyjemnie. Tym razem on napierał swoim kroczem na moje. Wstrzymałam oddech, to było tak cholernie przyjemne, robił to z taką precyzją. Wzmacniał swoje ruchy, a ja zaczęłam jęczeć z rozkoszy. Droczył się ze mną. Czułam podniecenie rozsadzające mój brzuch, robiło mi się gorąco.
- Justin, błagam. Zlituj się. – powiedziałam słabym głosem, nie mogąc wytrzymać. Chciałam go mieć teraz.
- Zaufaj mi. Poczujesz to cudownie. – odparł, całując mnie w brzuch i dotykając go swoimi ciepłymi dłońmi. Rozluźniłam się. Sekundę później jego głowa znalazła się między moimi nogami. Całował wnętrze mojego uda, a ja nie mogłam doczekać się, gdy dojdzie ustami tam, gdzie najbardziej ich potrzebowałam. Gdy już czułam, że jest blisko odniosłam dziwne wrażenie, że nie jesteśmy sami.  
- To jest lepsze od wszystkich filmów porno jakie kiedykolwiek widziałem. – usłyszałam zza drzwi, które przysięgam zamykałam.
- Scoot, spieprzaj stąd.- krzyknęłam zirytowana, zepchnęłam z siebie Justina, zakrywając się szczelnie kołdrą bowiem nie miałam na sobie nic. Musiał tu wejść, akurat w tej chwili… Cholera. Sapałam, chcąc jak najszybciej uspokoić oddech. Miałam rumieńce na twarzy. W pewnym sensie czułam się tak, jakbym została złapana na gorącym uczynku. Moment temu miałam przyśpieszone bicie serca za sprawą Justina, a przez Scoota prawie nie dostałam zawału.
- Przerobiliście już całą kamasutrę? – zapytał szczeniacko się uśmiechając.
- Jeszcze nie. – odpowiedział mu Justin, jak gdyby nigdy nic poprawiając grzywkę.
- Justin! – warknęłam zawstydzona.
- Ale powinieneś już iść, bo rozpraszasz moją gorącą uczennice, musi być rozluźniona inaczej trudno będzie w nią wejść. – On prosi się o to, żebym go zabiła. Czy Scoot w tej chwili nie może po prostu wyjść z tego pokoju i dać nam skończyć, to co zaczęliśmy? Normalni ludzie tak robią… Tu nikt nie jest normalny, wiesz o tym. Chyba Scoot nie uważa, że zaraz przyniosę mu fotel i popcorn, i powiem: Proszę, podglądaj nas. Miłej zabawy. Wzdrygnęłam się na samą myśl… to chore. Jeśli nie dostaję tego czego chcę, to się wściekam. Chcę Justina. To chyba zrozumiałe w tej sytuacji.
- Justin kurwa! – warknęłam na niego po raz drugi, uderzając pięścią w jego klatkę piersiową. Bohatersko przyjął cios ani na chwilę nie marszcząc twarzy.
- Widzisz, nie może się doczekać.- mruknął z cwaniackim uśmieszkiem. Zaczęłam go dusić poduszką, całkiem zapominając, że jestem naga, a kołdra zsuwa się z moich piersi. Bronił się jak mógł, aż w końcu znowu leżałam na nim w jego objęciach.
- Okej, już idę. Ruchajcie się aniołeczki. Seks ważna rzecz. – powiedział i wyszedł, by za sekundę z powrotem wystawić swoją głowę z rozbawieniem za drzwi.- Nie zabij go, bo nie chciałbym go potem zastępować. – rozejrzałam się po pokoju, mając ochotę czymś w niego rzucić. Zsunęłam się do połowy z Justina i wyciągnęłam rękę tak daleko jak tylko mogłam sięgając po swój but na obcasach. Po chwili rzuciłam go w Scoota, który z pośpiechem zasłonił się za uchylonymi drzwiami, a mój śliczny but na obcasie uderzył w dębowe drewno. Pieprzony refleks.
- O fuj! - zebrało mi się na wymioty na myśl, żebym miała to robić ze Scootem. On też należał do przystojniaków, ale był dla mnie jak rodzina. Było to niesmaczne na tyle, jakbym przespała się z moim własnym bratem. – Ty się lepiej przygotuj na dzisiaj, bo skopie cię tak, że nie wstaniesz z materaca! – krzyczałam za nim, gdy odchodził.
- Na moje urodziny możecie mi nagrać pornosa! – odkrzyknął. No bezczelność. Zaraz wezmę mój but, poświęcę się i wsadzę mu go w tyłek.
- Słyszałeś go? Chce z nas zrobić gwiazdy porno! – powiedziałam oburzona.
- Tak i uważam, że to niezły pomysł. Sam bym chciał taki prezent.- nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. W odpowiedzi spojrzałam na niego wilkiem. – No co? Chciałbym...
- A wy tylko o jednym.- westchnęłam zrezygnowana.- Mogę ci taki nagrać, jeśli tak bardzo chcesz. – odparłam rozkosznym tonem, wsuwając się na niego z powrotem i wygodnie siadając tam gdzie wcześniej. Dłońmi głaskałam jego ramiona, a jego ręce gładziły moje plecy.
- Serio? Chyba nie mówisz poważnie…- mruknął cicho, zagryzając dolną wargę.
- Mówię bardzo poważnie. – szepnęłam mu do ucha, przy okazji drażniąc je językiem. – Ze mną i Mike’iem w roli głównej.- pocałowałam go w brodę drocząc się z nim. – Jestem pewna, że z chęcią na to pójdzie.- wstałam z niego.
- Nie, nie, nie… to ja wolę cię mieć tutaj. – przytrzymał mnie i przycisnął do swojego ciała, nie pozwalając mi tym samym na jakiekolwiek większe ruchy. Jaki on jest uparty.
- To żaden problem, naprawdę mogę to zrobić.- zapewniłam sztucznie się uśmiechając.
- Chodź tu mój największy problemie. – mruknął całując mnie i pociągnął moją dolną wargę śnieżnobiałymi zębami.





*****





Byłam naprawdę bardzo szczęśliwa. Chodziłam po pokoju nucąc pod nosem jakąś piosenkę, którą ostatnio gdzieś słyszałam. Znacie to uczucie, gdy macie wrażenie, że wasze życie zaczyna się powoli układać i stawać się takie, jakie pragniecie? Idealny czas na porządki i zmiany. Nie zamierzałam nic zmieniać w swoim wyglądzie. Skupiłam się na sprzątaniu swojego pokoju. Zaczęłam od szafy z ubraniami, a skończyłam na sprzątaniu w swoich szufladach. W jednej z nich, dokładnie ostatniej szufladzie mojej szafki nocnej miałam schowaną biżuterię, zapiski i pamiątki z dzieciństwa. W kopercie trzymałam stare zdjęcia z rodzicami. Siedziałam na dywanie przeglądając stare notatki. Spojrzałam na swój nadgarstek, na którym nosiłam mały złoty wisiorek z serduszkiem. Uśmiechnęłam się do siebie. Chwyciłam za album ze zdjęciami przypadkowo zrzucając szkatułkę z kolią od Mike’a. Kolia wysunęła się z pudełka i spadła na ziemię. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Nie, przecież nie mogłaś jej zniszczyć… - upomniałam samą siebie i prychnęłam pod nosem. Pamiętam jak Justin przyniósł mi ją przed naszą pierwszą wspólną misją.






- To on cię tak załatwił? - moje zakrywanie rękoma twarzy na nic się zdało.
 Nie odpowiedziałam mu. 
Kiedy wyszłam z łazienki już przebrana, 
umalowana i uczesana modliłam się, żeby jego już tam nie było.. 
Oczywiście musiał tam być.
- Nie twoja sprawa.- syknęłam.
- Twój cięty język musiał dać mu się trochę we znaki.- zaśmiał się. 
Poczułam ukłucie w sercu. 
Nie zamierzałam znowu tracić czasu ani nerwów na to, aby coś mu odpowiedzieć.
- Załóż to.- powiedział podając mi czarne pudełko. 
Otworzyłam je, a w nim była kolia, ale to nie byle jaka... 
pokryta krystalicznymi diamentami. Otworzyłam usta z wrażenia.





Obracałam diamenty w palcach podziwiając ich połysk. Była przepiękna. Nagle zauważyłam, że moje palce brudzą się jakimś białym proszkiem. Skąd to się wzięło? Spojrzałam na swoje palce ze zdziwieniem. Powąchałam proszek, ale niczym nie pachniał. Odłożyłam kolię ostrożnie do pudełka i przyłożyłam wskazujący palec do ust, opuszkiem języka go zlizując… Było słodkie, podobne do cukru pudru. Zmyj to cholerstwo, nawet nie wiesz co to jest. – podpowiadał mi mój rozsądek. Nie zamierzałam się z nim w tej kwestii sprzeczać i szybko poszłam do łazienki zmywając tą dziwną substancję z moich rąk letnią wodą. Wytarłam dłonie miękkim, różowym ręcznikiem i wróciłam do pokoju. Spojrzałam ostatni raz na kolię w pudełku, chcąc je zamknąć, ale poczułam czyjeś dłonie na oczach. Drgnęłam wystraszona, ale po chwili odwróciłam głowę całując mojego gościa w policzek. Wyczuwałam go na kilometr.
- Może też powinienem kupić ci taką błyskotkę, żebyś częściej się uśmiechała. – usłyszałam zza pleców. Wstałam i obróciłam się do Justina przodem, obejmując go za szyję. – Może częściej myślałabyś o mnie. – jego obie dłonie zatrzymały się na moich biodrach.
- Tak się składa, że patrząc na niego, myślałam o Tobie. – uśmiechnęłam się zagryzając wargę. Mówiłam wam kiedyś o tym, jak bardzo hipnotyzujący brąz mają jego oczy? Bardzo, bardzo hipnotyzujący. Był w wyjątkowo dobrym humorze podobnie jak ja. – Z czego się tak cieszysz?
- Jesteśmy tu razem. – powiedział rozkosznym głosem z chrypką. Delikatnie pchnął mnie do przodu.
- Tak i co dalej? – powiedziałam zaciekawiona, idąc wolnym krokiem w tył, nadal nie uwalniając się z jego objęć.
- Twojego chłopaka nie ma w hotelu.- powiedział z jeszcze szerszym uśmiechem, a ja widziałam już w jego oczach jakieś brudne myśli związane ze mną. Miałam zamiar ostudzić jego zapał, ale czy muszę robić to teraz? Jeszcze chwilę poczekam.
- I nie będzie przez najbliższe parę godzin. – mruknęłam, przyznając mu rację. Opadłam z nim na moje łóżko, nie przestając się uśmiechać. Człowieku, co ty ze mną robisz…
- Więc możemy pożytecznie wykorzystać ten czas, wiedząc że nikt nam już nie przeszkodzi. – zaczął całować mnie po szyi, a jego ręce wędrowały po moich nogach.
- Ale teraz nam nie wolno, a na zewnątrz są ochroniarze. Jak usłyszą, co się tutaj dzieje… – westchnęłam niechętnie sobie o tym przypominając.
- Dlatego właśnie musisz nad tym panować i nie krzyczeć.- mruknął całując mnie po biuście.
- Łatwo ci mówić. – parsknęłam śmiechem, chcąc go odepchnąć, ale to nie było takie proste. – Justin! Nie chcę. – wysapałam chwytając jego głowę w obie dłonie i spoglądając mu w oczy.
- Chcesz, ale się boisz. – sprostował, patrząc głęboko w moje oczy. – No chodź, dalej. Będziemy cicho. – poprosił, wracając do swojej poprzedniej czynności. Jego usta były tak doskonałe, wiedział jak to robić. Nie mogłam jednak mu na to pozwolić.
- Jest zbyt wcześnie. – wymyślałam szybko. Spojrzał na mnie z pogardą. Tak wiem, teraz on jest wściekły, bo nie dostaje tego, czego chce. Ale kto powiedział, że ze mną będzie mu łatwo?
- Rachelle… - jęknął moje imię.
- A co powiesz na to, żebyśmy poszli dzisiaj do klubu? – palnęłam ni stąd ni zowąd.  Skąd ten spontaniczny pomysł? Chyba chciałam zagłuszyć własne sumienie i móc wmówić sobie, że jeśli dzisiaj pójdę z Justinem do klubu, to w zasadzie nie okłamałam Monique dzisiaj rano.
- W porządku. Gdzie chcesz iść? – zapytał lekko zdezorientowany moją propozycją.
- Może Blue Eye? – zapytałam z myślą o klubie koło kasyna, w którym poznałam go po raz pierwszy.
- Dobrze, za pięć minut czekam na ciebie na dole. – odparł, schodząc z łóżka.
- Za pięć? Nie zdążę się wyszykować! – zaprotestowałam robiąc to, co on przed chwilą.
- Co musisz zrobić? – zapytał zdziwiony.
- Przebrać się, poprawić makijaż, spakować torebkę… - zaczęłam wymieniać.
- Dobrze wyglądasz. – stwierdził przerywając mi i zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów, przez co zrobiło mi się troszeczkę gorąco. Widział roztargnienie w moich oczach, bo właśnie wertowałam w myślach całą swoją szafę, którą przed chwilą uporządkowałam, co sprawia że paradoksalnie trudniej będzie mi znaleźć, to w co bym chciała się ubrać. – Okej, ile czasu potrzebujesz? – zapytał drapiąc się po głowie.
- Piętnaście minut. – powiedziałam, podchodząc do szafy. Usłyszałam jego głębokie westchnięcie.
- Czekam na dole. – mruknął niezadowolony, jakby przez te piętnaście minut miał się zanudzić na śmierć. Chciałam wyglądać tak dobrze, żeby opadła mu szczęka. Musiałam uciec od tego świata, który teraz budowałam na kłamstwie. Uciec od znajomych, od całego tego miejsca kojarzącego się z Mike’iem. Chciałam się dobrze bawić. Odreagować i przestać bać się na każdym kroku, że za chwilę ktoś przyłapie mnie na zdradzie. Dzisiaj mój najgorszy koszmar prawie się spełnił, aż dwa razy. Musimy być bardziej ostrożni. Ubrałam się w białą bokserkę i krótką czarną spódniczkę. Do tego czarne rajstopy i moje ukochane czarne szpilki oraz bawełniany czarny sweter zapinany na guziki, żeby nie było mi zimno. Założyłam na siebie mój brązowy płaszcz i śnieżnobiały szalik z wełny. Włosy miałam rozpuszczone swobodnie na ramionach, a oczy mocno podkreślone tuszem do rzęs i obowiązkową czerwoną szminkę na ustach. Wychodząc z holu od razu zauważyłam czarne lamborghini, które stało pod samymi schodami hotelu. W szybie dostrzegłam najprzystojniejszego chłopaka na ziemi. Trzymał obie ręce na kierownicy i pusto wpatrywał się w przód. Gdy pokonywałam ostatnie schody skierował wzrok w moją stronę jakby wyczuł moją obecność. Od razu się uśmiechnął. Otworzyłam drzwi i wsiadłam do samochodu. Przyjrzałam mu się uważnie i czekałam aż powie coś pierwszy.
- Warto było czekać na taki widok. – uśmiechnął się i wcisnął pedał gazu, zawrócił w stronę bramy wyjazdowej. Gdy zniknęliśmy z widoku wszystkich hotelowych kamer złączyłam jego dłoń ze swoją. W drodze trochę było mi niedobrze, zdziwiłam się nieco, bo nie miałam lokomocji. Może to zwykłe przemęczenie? Za dużo się denerwujesz… Siedzieliśmy w ciszy, ale nie było niezręcznie. Wreszcie mogłam na niego patrzeć tak jak chciałam i nie bałam się, że za chwilę zauważy nas ktoś znajomy. Kiedy zaparkował na parkingu przed klubem, westchnęłam jeszcze przez chwilę rozkoszując się ciepłem i miękkością foteli. – To jak, idziemy? – zapytał, wyjmując kluczyki ze stacyjki.
- Tak. – powiedziałam cicho, pochylając się w jego stronę. Pocałowałam go wolno i nieśmiało w usta. Był zaskoczony moim gestem, ale po chwili oddał pocałunek. Chyba nigdy nie całowaliśmy się w tak… spokojny sposób, ale to było równie miłe. Kiedy oderwałam od niego usta, kciukiem starłam swoją szminkę z jego warg. – Zapomniałam się przywitać. – szepnęłam i uśmiechnęłam się figlarnie.
- Może zostaniemy tutaj… - zaczął, kładąc prawą dłoń na moim kolanie.
- Nie, idziemy do klubu. A potem przemyślę te twoje chore pomysły. – przerwałam mu stanowczo i otworzyłam drzwi. Czułam na swojej skórze powiew chłodnego wiatru. W jego samochodzie było tak ciepło, że przez sekundę rozważałam, czy nie przystać na jego propozycję.
- Kiedy je zrealizuję, będziesz je uwielbiać. – powiedział pojawiając się obok mnie i zamykając kluczykami samochód. Też tak myślę, ale stwierdziłam, że on nie musi o tym wiedzieć.
- Zobaczymy. – mruknęłam pod nosem. Bez problemu weszliśmy do klubu, w którym huczała głośna muzyka. Od razu podeszliśmy do baru zamawiając alkohol. Usiedliśmy przy barze, a gdy wypiliśmy wystarczającą porcję procentów nic nie mogło nas powstrzymać od klejenia się do siebie. Wreszcie kelner wyrzucł nas ze stołków barowych na kanapy. Usiadałam Justinowi na kolanach i całowałam jego usta. Jego ręce były wszędzie i gdyby nie obecność innych ludzi pewnie skończylibyśmy tutaj to, co próbowaliśmy na treningu i w moim pokoju. Weszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć. Ocierałam się całym ciałem o Justina, a on dotrzymywał mi kroku. Wydaje mi się, że bardziej panował nad sytuacją niż ja. Nie potrzebowałam wiele alkoholu by jeszcze bardziej się rozkręcić i zacząć tańczyć na jednym ze stołów, przy którym siedziało trzech młodych studentów. Zaczęłam tańczyć seksownie się wyginając i uśmiechając. Ludzie zaczęli mi klaskać i rzucać w moją stronę dolary. Co w tym czasie robił Justin? Justin próbował mnie z niego ściągnąć.
- Jak ci się podoba? Mogłabym być striptizerką? Jak myślisz? – pytałam go z plączącym językiem, chwiejąc się na stole.
- Masz to we krwi, tylko błagam zejdź.- przytrzymywał mnie obiema rękami. Wybuchłam śmiechem.
- Ale tu jest tak fajnie, zobacz oni chcą więcej. – sepleniłam i chwyciłam za krawędź mojej bokserki chcąc ją zdjąć, bo było mi cholernie gorąco.
-Okej, kończymy przedstawienie. Jedziemy do domu. – zareagował natychmiast ściągając mnie ze stołu.
- Nie! Przedstawienie musi trwać! – wybełkotałam, szarpiąc się z nim. Niewiele to dało. Niestety on wygrał. Niemalże wyniósł mnie z klubu. – Jak wrócimy do domu? – zapytałam słodkim głosem. – Przecież piłeś razem ze mną…- znowu parsknęłam śmiechem.
- Weźmiemy taksówkę. – odpowiedział cierpliwie. Szedł razem ze mną do postoju taksówek znajdującego się za rogiem ulicy. Obejmował mnie ramieniem i podtrzymywał, bo moje nogi ciągle się plątały. Był taki troskliwy, a ja czułam się taka bezpieczna i szczęśliwa. Żadnego udawania. Idę z chłopakiem, którego kocham po ulicy, który mocno mnie obejmuje dając do zrozumienia wszystkim wokoło, że należę tylko do niego.
Gdy tylko wysiedliśmy z taksówki, zaczęłam iść w kierunku ogrodu. Justin w tym czasie zapłacił kierowcy. Spojrzał w moją stronę i podbiegł do mnie, chwytając za rękę.
- Gdzie idziesz? Wracamy do twojego pokoju.
- Chodź, pójdziemy do ogrodu. – powiedziałam zagryzając wargę i uśmiechając się do niego naiwnie.
- Ogród jest zamknięty, a ty potrzebujesz snu. – odpowiedział, wsuwając rękę pod moje kolana. Objęłam go za szyję. Niósł mnie na rękach do góry i powoli wchodził po schodach. Musieliśmy przejść przez hol i trafić do windy. W windzie nagle cała energia mnie opuściła i poczułam, że robię się śpiąca. Ziewnęłam, gdy Justin otwierał drzwi mojego pokoju. Położył mnie na łóżko, ściągnął moje buty i usiadł obok mnie.
- Zostaniesz ze mną? – poprosiłam patrząc w jego czekoladowe oczy. Kiwnął głową i objął mnie swoim ramieniem. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Chwyciłam jego ciepłą dłoń i ponownie ziewnęłam.
- Mówiłem, że jesteś zmęczona. – przypomniał mi całując mnie opiekuńczo w głowę. Dłonią masował moje ramię. Była jeszcze jedna rzecz, o którą chciałam go zapytać. Na trzeźwo na pewno bym tego nie zrobiła. Nadal nie mam pojęcia o jego przeszłości. Nie wiedziałam o nim nic oprócz tego jak się nazywa, że potrafi być niesłychanie irytujący i uroczy. Był dla mnie wielką tajemnicą. Nie chciałam niczego na nim wymuszać. Wiedziałam, że jeśli sam będzie tego chciał, to mi powie. Jednak czując jego zapach i spokojne bicie serca, szybko przy nim zasnęłam.







____________________________________

Witajcie kochani!
Straszne nudy, ale stwierdziłam, że
macie taki jeden słodki rozdział
z okazji niedawnych walentynek.
Obiecuję, że będzie się działo, 
a ten rozdział potraktujcie
jako ciszę przed burzą. ;p 
Myślę, że napiszę kolejne rozdziały,
następny pojawi się najpóźniej za tydzień.
Koniec miał być troszeczkę inny,
ale już tak bardzo chciałam go
opublikować dzisiaj,
więc jest właśnie taki. 



Ostatnio siedziałam i czytałam rozdziały od początku,
w poszukiwaniu pomysłów i 
nierozwiązanych spraw.
Liczę też na Wasze uwagi i opinie. 
Czegoś Wam brakuje?
Stworzyłam też nową stronę,
bo wiem, że w wersji mobilniej trudno
Wam się dostać do starszych postów,
więc postanowiłam Wam to ułatwić. 

ROZDZIAŁY

Piosenka, którą ostatnio pokochałam 
i słyszałam w momencie gdy Rachelle
tańczyła na stole. 





Dobiliście do 70.000 wyświetleń! 
Bardzo się z tego cieszę! 
Dawno Was oto nie prosiłam,
więc... podawajcie bloga dalej. 
Do 400 komentarzy na blogu brakuje niewiele
mam nadzieję że po tej przerwie
pokażecie mi, że nadal jesteście ze mną.
Do następnej! 
Lecę pisać dla Was kolejne rozdziały.

Zapraszam do obserwowania mojego bloga.
No i jeszcze witam nowych czytelników,
ale chciałam bardzo podziękować, tym
którzy komentują każdy post. 
Widzę Was i dziękuję Wam bardzo! 
Jesteście skarbem, naprawdę!
Obiecuję, że Was nie zawiodę
i wrócę do formy w kolejnym rozdziale. 







Jeśli spodobał Ci się ten rozdział, bądź uważasz, że całkiem go zawaliłam, 
tudzież zniszczyłam twoje wszelkie wyobrażenia, 
lub po prostu wiesz, że sprawi mi to wielką radość i być może zainspiruje, 
napisz komentarz. 


ROZDZIAŁY | LISTA INFORMOWANYCH| ZWIASTUN | KONTAKT


niedziela, 8 lutego 2015

Informacja



Wybaczcie mi, ale rozdział pojawi się na blogu za tydzień lub za dwa, (dodam go na pewno do 19 lutego) ponieważ mam ostatnio problemy rodzinne i naprawdę nie jestem w stanie myśleć o blogu, a właściwie to ostatnia rzecz, która w tej chwili przychodzi mi do głowy. Wczoraj usiadłam do 32 rozdziału, żeby go skończyć, ale szło mi tak ciężko, że zrezygnowałam. Możecie mnie teraz znienawidzić i w ogóle, ale naprawdę nie chce publikować i pisać czegoś na siłę. Rozdział byłby tydzień temu, widziałam Wasze komentarze i bardzo za nie dziękuje! (Uśmiecham się jak głupia kiedy je czytam ;3) Jesteście wspaniali!) Spisaliście się na medal i mam nadzieje, że w przyszłości będzie tylko lepiej. To mój ostatni tydzień przed feriami i postaram się Wam wynagrodzić to, że nie dodam go na czas. Mam nadzieje, że mnie nie zostawicie, nadal będziecie komentować, zrozumiecie mnie i cierpliwie wytrzymacie ten tydzień. Trzymajcie się ciepło. Naprawdę Was przepraszam. ;* <3 









piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 31





Nie powinnam tak się zachowywać. Jednak Justin doskonale wiedział jaka jestem. Wiedział, że jestem impulsywna i mam trudny charakter. Nie potrzebnie na niego naskoczyłam. Tak naprawdę, gdyby nie on nigdy nie zdałabym sobie sprawy, że to co robię jest złe. Nadal zabijałabym niewinnych ludzi. Gdy byłam już na swoim piętrze miałam ochotę wrócić do niego i przeprosić za to, co powiedziałam. Czasami robię tak głupie rzeczy, bo nadal próbuję uciec przed tym, co do niego czuje. To jest niebezpieczne dla nas obu. Istnieje milion powodów, dla których nigdy nie powinnam się w nim zakochać. Miłości jednak nie można zapobiec. Ona jest jak choroba, albo ją masz albo nie. Inni sądzą, że miłość jest wspaniałym darem od Boga. Zgadzam się, to niesamowite uczucie, ale w moim życiu było ono zmorą. W moim świecie ludzie się nie kochali. Czerpali tylko przyjemność z seksu i zarobionych pieniędzy. Wcześniej uważałam, że Mike jest wyjątkiem, ale teraz zaczynałam w to wątpić. Ile mogłam czekać na to, żeby się zmienił? Justin odwzajemniał moje uczucie, jeśli to co mówił było oczywiście prawdą. Przy nim czułam się bezpieczna, kochałam to, co ze mną robił. Byłam od niego całkowicie uzależniona. Nie potrzebowałam kochającego Mike’a, bo znalazłam jego. Jednego tylko nie przewidziałam – Justin i ja jesteśmy tak bardzo do siebie podobni. Wybuchowi i pewni siebie. Byliśmy skazani na burzliwy związek, bez odrobiny spokoju. W sumie wiedziałam, że przy nim nigdy się nie znudzę, a to czy czasem będzie zachowywał się jak dupek czy nie, mnie nie obchodziło. Oczywiście w granicach przyzwoitości. Wiedziałam jak go podejść by przestał przemawiać tym swoim irytującym trenerskim tonem i zmienił się w mojego kochającego Justina. On nigdy nie będzie nieśmiałym chłopakiem, nie miał się czego wstydzić. Znał swoją wartość, a mnie do takich ciągnęło jak pszczołę do miodu. Uwielbiasz pakować się w toksyczne i niebezpieczne sytuacje, chociaż jak każdy pragniesz tej przereklamowanej normalności i spokoju. Zamknęłam drzwi mojego apartamentu i głęboko odetchnęłam. Gdy tylko się obróciłam, myślałam że dostanę zawału. Po drugiej stronie stał szczupły mężczyzna ubrany w ciemny strój. Znałam go zbyt dobrze. Pogoda w Nowym Yorku bardzo się zepsuła, do mojej sypialni nie docierało wystarczająco wiele światła, ale mogłam rozpoznać go po kształcie sylwetki.
- Nate? – wydawało mi się, że mam zwidy. Wystarczy, że przez chwilę nie będzie mnie w hotelu, a pod moją nieobecność tyle się dzieje. - Co ty tu robisz? – zapytałam bez żadnego powitania. Uśmiechnął się do mnie i podszedł bliżej. Odruchowo cofnęłam się o krok w tył. Nigdy nie wiedziałam, co może mu strzelić do głowy.
- Rachelle. – dostrzegłam złowrogi błysk w jego oczach. – Tęskniłaś? – zignorował całkiem moje pytanie. Jego źrenice przeszywały mnie na skroś. Zagryzłam wargę ze zdenerwowania.
- Co robisz w moim pokoju? Jak się tu dostałeś? 
- Przez okno. – odpowiedział, a ja zauważyłam dopiero teraz, że jest otwarte. Na dworze zebrał się silny wiatr. Podeszłam do okna chcąc złapać firanę, która wywiewała na zewnątrz i zamknąć je, bo w środku robiło się zimno. Gdy przekręciłam gałkę zagrzmiało. Będzie burza. Chciałam by Nate jak najszybciej wyszedł z mojego pokoju, ale teraz miałam okazję zapytać go, co robił gdy ja zostałam zamknięta w jakimś obrzydliwym magazynie. Moje blednące blizny przypominały mi o wydarzeniach sprzed kilku dni. Nate w końcu się odnalazł i nic mu się nie stało. Nawet go nie tknęli. To było dla mnie bardzo podejrzane i niesprawiedliwe. Jev nadal miał problemy zdrowotne i Mike odsunął go z pracy.
- Nie możesz tutaj tak po prostu wchodzić przez okno, to mój pokój.- warknęłam i położyłam dłonie na biodrach. Wzruszył ramionami i zaczął przeglądać moją małą biblioteczkę z książkami. Czuł się jak u siebie. Miałam ochotę wykopać go za drzwi.
- Przyszedłem cię prosić o współpracę, a właściwie wyjawić ci przysługę.- uśmiechnął się, biorąc książkę i przekartkowując ją jakby rzeczywiście umiał czytać i co więcej był specjalistą w dziedzinie literatury. Szczerze miałam co do tego wątpliwości, nie pasował mi do tego typu ludzi. Zdecydowanie umieściłabym go prędzej w kategorii beztroskiego imprezowicza niż naukowca czy pisarza. Traktowałam go z góry, bo wcześniej próbował mnie podrywać, ale nie tylko dlatego. Ten chłopak był przystojny i miał urodę niewinnego dzieciaka, a życie nauczyło mnie, że tacy bywają najgorsi. W takim razie, ciekawe co ja robię z Justinem? Jednak Justin był irytująco inteligentny, co było w nim cholernie atrakcyjne, ale to jego arogancja była powodem naszych ciągłych kłótni, natomiast od Nate’a po prostu wiało głupotą.
- O co ci chodzi? – zapytałam i zmarszczyłam brwi. Całkiem go nie rozumiałam i wiedziałam, że ta rozmowa idzie w złym kierunku. Jednak moja nadmierna ciekawość wygrała z rozsądkiem i zamiast wywalić go za drzwi, pozwoliłam mu mówić dalej.
- Wiem, coś z czego nie będziesz zadowolona. Potrzebuję twojej pomocy, a ty mojej dyskrecji. – odparł odkładając książkę na swoje miejsce. – Posiadasz ważne dla mnie informacje, a właściwie rzecz.- spojrzałam na niego jak na jakiegoś psychopatę. Zastanawiałam się czy to dobry moment by zacząć krzyczeć, ale się wstrzymałam.
- Najpierw opowiedz mi, dlaczego zostawiłeś mnie i Jeva, uciekając jak ostatni tchórz? Jeszcze bardziej zastanawia mnie to, jakim cudem ci się to udało.- założyłam ręce na piersi. Mówiłam to wszystko z pretensją w głosie. – Jeśli usatysfakcjonuje mnie twoja odpowiedź, to rozważę czy w ogóle mam ochotę tego słuchać i tracić czas.
- Jestem pewny, że będziesz tym bardzo zainteresowana, ale skoro jesteś taka uparta powiem tobie prawdę. Nie zapominaj jednak, że mam na ciebie haczyk. – uśmiechnął się wrednie. Jaki haczyk do cholery? Zaraz wyrzucę go przez balkon, jeśli nadal będzie się tak dziwnie zachowywał. Zaczęłam się śmiać.
- Jesteś bardzo zabawny. Nie mam nic do ukrycia, Nate. Odpowiedz mi na pytanie. – patrzenie na niego zaczynało mnie już powoli męczyć. Wolałabym w tej chwili sto razy kłócić się i wściekać na Justina niż spędzić chwilę dłużej z tym psychopatą.
- Jeszcze się nie domyślasz? – Naprawdę bardzo mi przykro, że nie siedzę w jego zasranym umyśle.- No dobrze, więc powiem ci. Nie będziesz przemęczać swoich szarych komórek. – Wreszcie przechodzi do rzeczy. -  Od dawna pracowałem dla Richarda, który jak wiesz nie żyje. Wczoraj dowiedziałem się, że zniknęła jego córka. Nie znaleziono żadnych śladów morderstwa czy znęcania się. Długo nad tym myślałem i przypomniałem sobie o tobie. Może wiesz, gdzie ona teraz jest? – jego słowa nie docierały do mnie. Jedyne co zdołałam do tej pory przetrawić to fakt, że nie jest takim idiotą za jakiego go miałam.
- Jesteś szpiegiem! – powiedziałam oskarżycielskim tonem. Byłam zszokowana. Oparłam się o komodę z moimi rzeczami przypadkowo zrzucając z niej wazon, który stłukł się na drobne kryształki, a woda z kwiatów wylała się na dywan. – Jak długo to trwa? – wyszeptałam przerażona.
- Dość długo, ale nie na tyle byście mogli to zauważyć. Mike nadal sądzi, że szpieguję dla niego, jednak jest w błędzie. – serce podchodziło mi do gardła. Dlaczego on mi to wszystko mówi? Co więcej czuł się za bardzo pewnie. Cokolwiek by na mnie miał, nie będzie to na tyle dobry haczyk, który powstrzymałby mnie przed powiedzeniem tego Mike’owi
- Pragniesz śmierci, że informujesz mnie o tym? Wynoś się stąd.- wskazałam na drzwi, chociaż sama miałam ochotę rzucić się na nie i pobiec do Mike’a z tym, co od niego usłyszałam. – Poinformuję go o tym. Już jesteś martwy. – myślałam, że to jakiś głupi żart, ale Nate był śmiertelnie poważny.
- Nie zrobisz tego. Jest coś, na czym zależy ci bardziej niż na lojalności wobec Mike’a. – podeszłam do niego i uniosłam otwartą dłoń, by go uderzyć. Jakim prawem może mówić tak do mnie?
- Jak śmiesz mówić takie rzeczy?! Przestań bawić się ze mną w ten sposób, bo nie skończy się to dobrze dla ciebie! To ty jesteś pieprzonym zdrajcą! – krzyczałam na całe gardło wymachując rękami, aż w końcu złapał mnie mocno za oba nadgarstki.
- Bo co mi zrobisz? Rzucisz mnie na łóżko, prześpisz się ze mną, a potem zabijesz? – zaczął się śmiać, a ten parszywy uśmiech nie schodził mu z twarzy. Teraz zasługiwał na to, by dostać ode mnie porządnego kopniaka prosto między nogi. Widząc, co chcę zrobić obrócił mnie do siebie tyłem, zaciskając ramię na mojej szyi. Oddychałam płytko. – Aa, a, a nie pójdzie ci tak łatwo Roberts. Teraz jesteś na przegranej pozycji. Mam dla ciebie ofertę nie do odrzucenia. Radzę ci przemyśleć swoje zachowanie, póki jeszcze się nie rozmyśliłem
- Nie odpuszczę ci tego! – syknęłam, czując jak ściska mnie jeszcze mocniej. Miałam wrażenie, że moja krtań zaraz eksploduje. W tej chwili usłyszałam głos, osoby której najbardziej na świecie potrzebowałam.
- Rachelle! – zawołał mnie Justin pukając w drzwi. Dlaczego ja do cholery je zamknęłam! – Rachelle, otwórz proszę. Nie to chciałem powiedzieć… - Nathaniel zaczął się śmiać.
- Justin! – zdążyłam tylko wrzasnąć, ponieważ chłopak zakrył mi usta. Jednak to wystarczyło by właściciel tego imienia kopniakiem otworzył drzwi. Gdy zauważył mnie i Nate’a na jego twarzy malowała się konsternacja, która sekundę później przekształciła się w czystą nienawiść i złość.
- Puść ją! – rozkazał ostrym tonem. Był mi tak obcy, że aż się wzdrygnęłam. Gdzie jest ochrona? No jasne, przerwa obiadowa. Nate miał wszystko zaplanowane. Tylko skąd wiedział, że będę w pokoju sama?
- Justin, zjawiłeś się w samą porę. – przyznał Nate nadal mnie nie puszczając. Chwila, skąd on zna jego imię? Przed chwilą je wykrzyczałaś idiotko… Justin zerkał zdenerwowany w moje oczy przepełnione strachem. Teraz nie bałam się tylko o swoje życie, ale też o Justina. Jednak wierzyłam, że sobie poradzi. Byłam cały czas uwięziona w uścisku Nate’a nie mogłam mu pomóc. – Nie sądziłem, że znowu się spotkamy. – To oni jednak się znają? Ale jak? Moje serce zaczęło bić tysiąc razy szybciej. Z trudem łapałam powietrze.
- Szczerze mówiąc, też się tego nie spodziewałem. – odparł, a ja zauważyłam, że jego lewa dłoń trafia do tylnej kieszeni spodni, gdzie zwykle chował broń.
- Nie wysilaj się. Rachelle była trochę nie znośna. Jeśli wycelujesz we mnie broń mogę ją udusić. Jestem tu w zasadzie w pokojowym geście.
- O czym ty mówisz Nate? – zapytał, marszcząc brwi, co chwile kontrolnie zerkając na mnie.
- Chwila, to wy się znacie? – wykrztusiłam w końcu zszokowana. Teraz to nie ulegało żadnej wątpliwości.
- Poznałem go w Wielkiej Brytanii, gdy Mike zlecił mi, żebym zabił Richarda. Nate chciał mnie powstrzymać. – wyjaśnił blondyn.
- Prawie bym go miał. – syknął ze złością, patrząc na Justina, który jak zwykle tylko zawadiacko się uśmiechnął.
- Jestem o wiele lepszy od ciebie. Nigdy byś mnie nie dorwał. – zaśmiał się sztucznie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym cię zabić, ale tak się składa, że jesteś moim narzędziem do zawarcia korzystnej umowy. – Justin spojrzał na mnie zaskoczony jego słowami.
- Najpierw puść mnie, jeśli mam zgodzić się na cokolwiek.- odpowiedziałam sucho. Gdy puścił moją szyję, wzięłam głęboki oddech masując ją lodowatymi palcami.- Czego chcesz? – warknęłam z irytacją. Widziałam, że Justin gotowy jest do wycelowania broni, ale gestem ręki kazałam mu się wstrzymać. Muszę wycisnąć z Nate’a jak najwięcej informacji. Tylko to się teraz liczyło. Musiałam wiedzieć to, co on wie, albo udaje, że wie. Miałam ochotę podbiec do Justina i przytulić się do niego, ale nie mogłam tego zrobić. Musiałam być twarda.
- Czasami to, że nie znam cię tak dobrze jak Scoot czy Monique pozwala mi zauważyć pewne rzeczy. – odpowiedział chwytając mnie za rękę, jakby bał się, że zaraz mu ucieknę. – Łatwo jest ukryć prawdę, przed tymi osobami, które znasz, wiesz na co zwracają uwagę, ale osoba stojąca z boku widzi więcej. – ponownie się zaśmiał i spojrzał na Justina, a potem na mnie.- Patrzysz na niego w taki sposób, w jaki wcześniej patrzyłaś tylko na jedną osobę.  – uśmiechnął się i czekał chwile na moją odpowiedź, ale nie zamierzałam się do niczego przyznawać. – Mike’a. – Ani Justin, ani ja nie chcieliśmy mu przerywać. Staliśmy nieruchomo, patrząc na niego z nienawiścią. – Ty nie powiesz nikomu tego, co dowiedziałaś się o mnie, a ja nie wyjawię waszej tajemnicy i Mike nie dowie się, że jesteś zdradziecką suką. – znowu uśmiechnął się złośliwie.
- Nie masz dowodów. – warknęłam na niego znowu.
- Jednak miałem rację, nie wyparłaś się. – zatarł z radością ręce. – Naprawdę nie wiem, co ty w nim widzisz. Ciekawe kiedy ci się znudzi.
- Myślę, że to już nie jest twoja sprawa. Poza tym nie przemyślałeś tego planu. Mam broń i mogę cię zastrzelić. – odezwał się Justin i wycelował w niego pistolet. Chciałam się odsunąć od Nate’a, ale ten znowu przycisnął mnie do swojej klatki piersiowej.
– Ufasz mu? Wystarczy, że wyceluje centymetr dalej niż powinien i trafi w ciebie. – syknął mi do ucha, a ja próbowałam mu się wyrwać. Nie ufałam Justinowi w stu procentach. Zauważyłam, że jego ręka zaczyna się trząść. – Możemy równie dobrze skończyć to przedstawienie i nikt nie zginie. Mamy jakąś minutę nim zejdzie się tu ochrona. Nie jestem sam. Pamiętajcie o tym. – patrzył zaciekle na Justina. Widziałam, że jest zestresowany jak nigdy.
- Zostaw ją. – powiedział opanowanym głosem.- Co wymaga nasza część umowy? – po tym pytaniu Nate puścił mnie, a ja tym razem pobiegłam do Justina przytulając się do niego i zaciskając palce na jego białej koszulce pod kurtką.
- Gdzie jest Candice Swanepoel? – zapytał pewnym tonem.
- Justin, nie! – krzyknęłam, bo widziałam, że jest gotów mu odpowiedzieć. Nie spieprzy mi tego. Nie po to ją ratowałam, by zabił ją Nate.
- Jest w Vercelii we Włoszech, koło Mediolanu. Nie wiemy dokładnie, gdzie się zatrzymała. Na pewno ją  znajdziesz, to małe miasteczko.
- Wow, ty naprawdę ją kochasz. Poczekaj, aż złamie ci serce.- spojrzał na niego uśmiechając się szyderczo i szedł w naszą stronę.- Jeżeli podałeś mi prawdziwy adres, dotrzymam swojej części umowy. Jeśli nie, szykujcie się, że ja i Mike zgotujemy wam piekło gołąbeczki. – zaśmiał się i przeszedł po wyrwanych drzwiach z zawiasów następnie uderzając w Justina barkiem. Jesteśmy w dupie. Jedna osoba już wie.
- Co teraz? – zapytałam po chwili, patrząc na mój zmasakrowany pokój.
- Nic się nie stało. – chwycił mnie delikatnie za włosy i przytulił mnie mocno. Pierwszy raz przytulał mnie tak czule, bez pożądania. Pierwszy raz poczułam w nim oparcie i troskę. Może to co robimy jest wielkim błędem, ale ma sens? – Chodźmy stąd. Lepiej, żeby nas tutaj nie było, gdy przyjdzie ochrona. Jesteś głodna? – zapytał, a ja tylko pokiwałam głową. Musiałam się od niego odkleić, odgarnęłam włosy z twarzy i z minami nie wyrażającymi żadnych uczuć poszliśmy do restauracji jak zwykli znajomi z pracy. Ciekawe jak wytłumaczymy obraz z kamer na korytarzu, ale teraz nie miałam ochoty się tym martwić. Musiałam się uspokoić.




******






Cieszyłam się, że wzięłam numer od Candice. Teraz głupie dziewięć cyfr mogło uratować jej życie. Zadzwoniłam do niej, prosząc ją by jak najszybciej uciekła ze swojej kryjówki. Powiedziałam jej też, żeby zostawiła część swoich rzeczy, aby było widać, że rzeczywiście tam się znajdowała, a Justin nie kłamał. Dziewczyna posłuchała. Miałam nadzieję, że Nate nie dotrze do niej i nie dowie się, że to ja sprzątnęłam ją sprzed jego nosa. Nie chciałam go już spotkać, ale Justin powiedział, że Mike ponownie wysłał go do Wielkiej Brytanii i nie mam się czego bać. W pokoju było już czysto, ale nadal nie było w nim drzwi. Musiałam szykować się do kolacji z Howardem. Ubrałam się w białą sukienkę i tradycyjne czarne buty na obcasach. Jeżeli mam umrzeć, to przynajmniej będę ładnie wyglądać. – zakpiłam w myślach, poprawiając miękki materiał sukienki. On ciebie nie zabije, jesteś jego dziewczyną. Dziewczyny się kocha, a nie morduje. – zapewniałam siebie w myślach, żeby dodać sobie otuchy. Chyba, że jesteś suką i zdradziłaś chłopka z przystojniejszym i młodszym facetem. W restauracji było ciemno i pusto. Niepewnie weszłam do środka.
- Ktoś tu jest? – zapytałam, wychylając głowę zza drzwi. Żadnej odpowiedzi. Przeszłam przez wielką salę. Jedyny dźwięk jaki można było usłyszeć to stukot moich obcasów. Odetchnęłam głęboko otwierając drewniane drzwi prowadzące na taras. Gdy tylko je otworzyłam zauważyłam świece, które były porozstawiane na całej jego długości. Na środku został ustawiony jeden stolik z bukietem krwistych róż. Przy stole siedział Mike. Gdy mnie zauważył wstał z krzesła i szczerze się uśmiechnął. Dawno nie widziałam tego uśmiechu. Przeszłam powoli po dróżce usypanej z płatków róż. Odwzajemniłam jego uśmiech. Byłam szczerze zaskoczona. Cały czas myślałam o tym, że powinnam mu powiedzieć to, o czym dowiedziałam się od Nate’a. Jednak bałam się, że wpadnie w szał. Nathaniel miał rację, jest coś na czym zależało mi bardziej niż byciu wobec niego lojalną. Nie mogłam mu o tym powiedzieć ze względu na Justina. Gdyby nie ten haczyk z pewnością wiedziałby o tym pierwszy. Usiadłam na krześle, a Mike jak przystało na dżentelmena zasunął krzesło za mną. Spojrzałam na gwiazdy świecące na nocnym niebie.
- Nie mogłem zamówić nikogo, żeby naprawił twoje drzwi. Mają jakieś problemy z personelem. - mówił siadając z powrotem na swoim krześle. - Jeśli ci to przeszkadza pomyślałem, że mogłabyś spać u mnie, ale nie chciałbym cię budzić o czwartej. Muszę polecieć do Tokio. Jeden z biznesmenów chce nawiązać ze mną współpracę.- wyjaśnił krótko.
- Nie ma problemu, mogę spać dziś u Monique. Justin myślał, że… - nie dokończyłam, bo przerwał mi w pół zdania.
- Nie chcę o nim słyszeć.- powstrzymał mnie gestem ręki. - Nie potrzebuję wyjaśnień. Wiem, że Nathaniel chciał ci zrobić niespodziankę. – Więc swoje wtargnięcie do mojego pokoju wytłumaczył mu tym, że chciał się ze mną przywitać? Sprytny idiota… -  Ten chłopak ma naprawdę wielkie szczęście, że nie skończył jak wy w tym magazynie. – stwierdził mając na myśli mnie i Jeva.- Z resztą nie ważne, nie rozmawiajmy o pracy, jesteśmy tu prywatnie. – uśmiechnął się do mnie chwytając moją dłoń i gładząc ją palcami. Przez moją rękę przeszedł dreszcz. – Nie wiedziałem, że jest ci tak trudno. Powinienem był to zauważyć. Byłem zbyt zajęty, zaniedbywałem cię. – powiedział ze szczerym żalem. Miałam wrażenie, że wrócił stary Mike. Był taki spokojny i miły, do tego jeszcze ta kolacja.
- To nie twoja wina. – mruknęłam pocieszająco, ale w rzeczywistości to była jego wina.
- Przestań traktować mnie jak swojego szefa. Masz prawo na mnie krzyczeć, wyżywać się i być wściekła. Zachowywałem się okropnie. Chciałbym, żebyś czuła się tu dobrze. Zawsze to było moim priorytetem. – uniosłam dłoń do góry i pogłaskałam jego policzek. Było mi go żal.
- Wiem, że twoja praca jest ważna. Rozumiem to i będę cię wspierać. – uśmiechnęłam się do niego.
- Jesteś aniołem. – szepnął całując mnie w rękę.
- Przestań.- zaśmiałam się, zabierając swoją dłoń i kładąc ją na stole.
- Obiecaj mi, jeśli będziesz miała z czymkolwiek problem to zwrócisz się z tym do mnie. – poprosił patrząc mi głęboko w oczy.
- Obiecuję. – szepnęłam, widząc ulgę w jego oczach. Czy to możliwe, żeby się zmienił? Czułam się jakbym śniła, jakby to wszystko nie było prawdziwe. - Co masz dobrego? – zapytałam cicho, podpierając dłonią głowę i przełknęłam ślinę. Wcale nie byłam głodna, ale nie chciałam psuć mu humoru. W końcu przygotował to wszystko specjalnie dla mnie.
- Pieczeń z indyka, Barry się postarał.- odkrył wieczko, a z pysznie wyglądającej pieczeni unosiła się para. Poczułam zapach mięsa i ostrych przypraw. Nagle kelner zjawił się znikąd, wziął pokrywę od Mike’a i nalał nam czerwonego wina do kieliszków.
- Proponuję wznieść toast za nas. – wstał z krzesła, uśmiechając się do mnie. Zrobiłam to samo.
- Za nas. – powtórzyłam i stuknęłam się z nim kieliszkiem. Jeżeli to był sen, nie chciałam się z niego budzić. W końcu stało się to, o czym marzyłam od miesięcy. Wrócił mój Mike. Wszystko byłoby teraz wspaniale, gdybym nie czuła nic do Justina. W połowie kolacji zauważyłam jakiś ciemny cień, który obserwował nas z parkingu. To pewnie ochroniarz. Nie powinnam się bać. Tego wieczoru słuchałam Mike’a, starałam się być dla niego taka, na jaką zasługuje, ale co chwilę miałam wrażenie, że to nie z nim chciałabym tutaj być. Czułam coś do niego, ale byłam też przygnieciona wyrzutami sumienia. Wspominaliśmy dawne czasy, radosne chwile, Mike prawił mi nawet komplementy, a ja czułam się coraz gorzej. Zdradziłam go. Zdradziłam go w najgorszym momencie, gdy zauważył, że postępuje źle i się poprawił. 






******





Po kolacji poszłam do pokoju Justina. Wpuścił mnie, a po jego minie wiedziałam, że coś jest nie tak. W jego pokoju panował mrok, nawet nie zapalił lampy, jedyne źródło światła, które pozwalało odróżnić od siebie meble i nie zabić się wpadając na ścianę to latarnie świecące na zewnątrz. Weszłam do jego sypialni i usiadłam na łóżku poprawiając sukienkę, bo nawet nie chciałam się przebierać. Nie wiem po co do niego przyszłam. Może szukałam usprawiedliwienia za swoje czyny? Myślałam, że mnie pocieszy? Wiedziałam tylko jedno, że musiałam go zobaczyć. Sama jego obecność sprawiała, że było mi lepiej.
- Co się stało? – zapytałam siadając na łóżku, gdy on zapalał lampkę przy stoliku nocnym.
- Widziałem was. – wychrypiał stając przede mną. Na wysokości moich oczu znalazło się jego krocze, ale przemogłam się i spojrzałam na jego bladą twarz. – Byłaś przy nim szczęśliwa.
- Ten cień na parkingu to byłeś ty? – powiedziałam zszokowana. – Justin, wydawało ci się… - zaczęłam bełkotać zdenerwowana.
- Śmiałaś się z nim. – mówił dalej beznamiętnym tonem, jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć.
- Justin…
- Popadasz w paranoję od kilku miesięcy. Widzę co się z tobą dzieje! Cały czas myślisz, że Mike chce się ciebie pozbyć. To cię niszczy od środka, a potem siedzisz z nim i jesz kolację?
- Justin, błagam…- jęknęłam i wydęłam usta w grymasie.
- Muszę wiedzieć, czy ty go jeszcze kochasz? – zapytał z bardzo poważnym wyrazem twarzy. Tego pytania obawiałam się najbardziej. Wiedziałam, że nie ucieknę od odpowiedzi.
- Musisz zrozumieć, że dużo z nim przeżyłam i moje uczucia do niego tak po prostu nie znikną. – odpowiedziałam spokojnie.
- Nie pytam, czy coś do niego czujesz. Pytam czy go kochasz. - podniósł na mnie głos. Rozumiałam jego zachowanie, sama bym pewnie zrobiła to samo na jego miejscu.
- Wiem, że kocham ciebie. – powiedziałam wyraźnie, patrząc mu w oczy. - Z resztą nie ma znaczenia co czujemy, nic nie możemy zrobić. - westchnęłam z bezsilności. Nic nie było takie, jakie chciałam żeby było.- Mike się zmienił. Nie każ mi tego niszczyć. – mówiłam drżącym głosem, Justin widząc to na chwilę się uspokoił.
- Czy na kolacji powiedział ci chociaż raz, że Ciebie kocha?
- Nie. – odpowiedziałam smutno. Nastąpiła chwila ciszy. Justin oparł się o ścianę przede mną.
- Więc mam się wycofać, mimo że wiem, że mnie kochasz, ponieważ sądzisz, że Mike nagle się zmienił, dobrze zrozumiałem? – zapytał nagle wściekły, a ja spojrzałam na niego błagalnie. Nie chciałam się z nim kłócić. – Łatwiej i bezpieczniej jest skończyć ze mną niż zerwać z nim? Przykro mi Rachelle, ale ja nie ułatwię ci tego. Nie mam zamiaru z ciebie zrezygnować.- nigdy nie widziałam go tak złego.
- Jesteś uparty. – mruknęłam poddana. – To dla twojego dobra. – złapałam się za głowę. To była dla mnie cholernie trudna decyzja. Nie miałam siły, żeby się z nim kłócić.
- Nie wmawiaj mi, co jest dla mnie dobre! – zaczął krzyczeć, przecierając twarz dłońmi.
- Uspokój się, zaraz nas ktoś usłyszy! – teraz ja podniosłam ton głosu. Dlaczego mam pozwolić, żeby się na mnie wyżywał?
- Znam takich ludzi jak Mike i zapewniam cię, że oni się nie zmieniają od tak.
- Skąd ty możesz to wiedzieć, nie znasz go tak długo jak ja. – powiedziałam zbyt ostro. Wpatrywaliśmy się w siebie z furią. Słyszałam jak szybko oddycha. - To co według ciebie mam zrobić? – załamałam ręce i westchnęłam głęboko.
- Bądź ze mną.- kucnął przede mną chwytając moje dłonie. Nie mogłam wytrzymać jego wzroku.
- Oczywiście.- wywróciłam załzawionymi oczami i spojrzałam w sufit.
- Naprawdę? – spytał ucieszony.
- Tak, powiem, Mike zrywam z tobą, ponieważ zakochałam się w twoim pracowniku.- przybrałam sarkastyczny ton głosu i uśmiechnęłam się kwaśno.- Ja nie mogę go teraz zostawić. To mój chłopak.
- W takim razie kim ja dla ciebie jestem? – zapytał z pretensją.
- Nie wiem, ja naprawdę bardzo cię kocham. – powiedziałam patrząc w jego rozzłoszczone oczy. Byłam zrozpaczona. On myślał, że jest poszkodowany, ale ja też cierpiałam. To była ryzykowna gra.- Wiedziałeś na co się piszesz. Musisz mi zaufać.
- Ufam tobie, ale jemu nie. Poza tym chyba ty do końca nie ufasz mi. – oskarżył mnie.
- Bo cały czas mam wrażenie, że my tylko lubimy uprawiać seks! Nie jestem w stanie opisać tego, co ze mną robisz… Przecież ty cały czas możesz mną manipulować! – warknęłam we własnej obronie.
- Nigdy tego nie robiłem! – znowu krzyknął, a ja spojrzałam na niego z politowaniem.- Okej parę razy się zdarzyło... – powiedział ciszej i spokojniej, gdy wbiłam w niego swoje źrenice.- Kilkanaście razy. – poprawił się w końcu. – Ale nie manipulowałem tobą, od kiedy powiedziałaś mi, że mnie kochasz. Przynajmniej nie robiłem tego świadomie. – Coś w jego oczach sprawiło, że mu uwierzyłam. Położył ciepłą rękę na moim kolanie. – Robię te wszystkie rzeczy, bo cię kocham. Już od dawna cię nie sprawdzam.
- Dlaczego miałabym ci wierzyć! Jesteś uwodzicielem, łatwo tobie manipulować ludźmi.- wymamrotałam rzewnym tonem.
- Nie manipulowałem tobą! Nie byłbym taką świnią. – przekonywał mnie dalej, podnosząc mój podbródek.
-  To nie jest miłość.- zaczęłam kręcić głową na boki. Kiedyś obiecywałam sobie, że nie będę przy nim płakać, ale dzisiaj byłam na tyle rozemocjonowana, że nie mogłam powstrzymać łez.
- Jest nią. – upierał się, ale jego głos się załamał.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Bo kocham cię każdego dnia coraz mocniej. Każdą, irytującą komórkę twojego ciała.- powiedział, wsuwając lewą dłoń pod moją sukienkę.
- W tym wszystkim brakuje wzajemnego zaufania. Poza tym to nigdy nie będzie prawdziwe. Zawsze musimy się ukrywać, zasługujesz na coś lepszego. – poczułam, że sucho mi w gardle. Patrzyłam na niego z nadzieją, że się podda.
- Jesteś totalnie pokręcona.- stwierdził, patrząc w moje oczy. Miałam ochotę roztopić się w tych jego czekoladowych tęczówkach.
- Wiem. – szepnęłam z chrypą, a on zaczął mnie tak po prostu całować. Nie przeszkadzały mu moje łzy, scałował z mojej twarzy każdą słoną kropelkę. Podniósł moje biodra i wsunął mnie na łóżko tak, abym leżała na nim cała. Jego dłonie błądziły po całym moim ciele. Gdy dotarły do moich nóg zdjął moje obcasy i rzucił je na podłogę. Pociągnęłam go za szyję, żeby jego głowa znalazła się przy mojej. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go, ciągnąc za końcówki jego blond włosów. Wsunęłam język między jego usta słysząc jak mruczy z rozkoszy. Jego dłonie zaczęły majstrować przy moich rajstopach rozrywając je. Jęknęłam niezadowolona uderzając go lekko w plecy.
- Kupię ci nowe. – powiedział przerywając pocałunek. Zdjął je całe i rzucił je w kąt pokoju. Spojrzałam na niego rozkapryszona, oblizując prowokująco dolną wargę. Moje ręce znalazły się na krawędzi jego spodni. Zaczęłam całować jego szyję napawając się zapachem jego perfum. Rozebrałam go ze spodni, w czym odrobinę mi pomógł. Gdy oparł się kolanami po obu stronach moich nóg, oplotłam go nimi w pasie, by być bliżej niego. Zdjęłam z niego koszulkę odsłaniając jego mięśnie. Nie ważne ile razy bym widziała jego klatkę piersiową i tatuaże, zawsze czułam się tak, jakbym odkrywała to wszystko po raz pierwszy. Zaczęłam masować jego ciepły brzuch, drażniąc go paznokciami. Przeturlałam się na łóżku kładąc twarz na poduszkę. Sukienka, to najgorsze co mogłam założyć, ale skąd mogłam wiedzieć, że do tego dojdzie? Justin zaczął masować moje plecy odgarniając włosy z karku i rozpiął powoli długi zamek sukni sięgający do moich bioder. Poczułam jego wilgotne i przyjemne usta na szyi, uśmiechnęłam się do poduszki podnosząc jedną nogę i gładząc nią wnętrze jego uda. Poczułam jak jego jedna ręka zaciska się na moim pośladku. Miałam na sobie czarne majtki z koronką i do tego pasujący stanik. Chciałam zdjąć już to cholerstwo z siebie i uklęknęłam na łóżku, tyłem do Justina zdejmując ramiączka sukienki. Chłopak obejmował mnie w pasie jedną ręką, a drugą gładził moje plecy, wsuwając ją pod materiał sukni przez przerwę w rozpiętym zamku. Jego dotyk koił moje nerwy i pozostawiał za sobą moją gęsią skórkę. Przełożyłam sukienkę przez głowę, a Justin cierpliwie czekał, żeby znowu uzyskać dostęp do mojej szyi. Moment później znowu leżałam pod nim tym razem przodem w samej bieliźnie. Spojrzał na mnie zachłannym wzrokiem i oblizał usta. W świetle lampy nocnej jego cera wyglądała ładniej, dobrze podkreślała piękne rysy twarzy i mięśni. Z zaskoczenia podniósł moje nogi do góry, wywołując mój głośny krzyk, a następnie położył je sobie na ramionach. Dłońmi gładził moje nogi, a ja nie mogłam przestać się do niego uśmiechać. Bawiłam się swoimi palcami patrząc na niego. Składał pocałunki na moich nogach sunąc coraz bliżej kostki, a potem udawał, że chce je ugryźć, ale poczułam tylko delikatny dotyk jego zębów na palcach. Następnie uśmiechnął się do mnie uroczo, susząc zęby. Poruszyłam stopami w lewo i w prawo śmiejąc się z tego, co robi. W jego oczach paliły się iskierki szczęścia podobnie jak w moich. Zdjął ze mnie majtki, wcale mi nie przeszkadzało, że oglądał najbardziej intymną część mojego ciała. Położył moje nogi po swoich bokach i poruszył zabawnie brwiami. Dlaczego ja się zadaje z takim zboczeńcem? Dlaczego ja kocham tego fanatyka seksu? Dlaczego on musi być tak nieziemsko przystojny, cokolwiek by nie robił? Zagryzłam palec w ustach oddając jego niegrzeczny uśmiech, nie mogąc przestać się śmiać. Wstrzymałam oddech i ucichłam, gdy zacisnął palce w okolicach moich warg sromowych, przyprawiając mnie tym o ekstazę. Kiedy włożył swój zwinny palec do mojej pochwy całe moje ciało przebiegł gwałtowny dreszcz. Wygięłam się w łuk. Moje piersi były nabrzmiałe. Przycisnęłam dłonie do jego łopatek i zacisnęłam zęby nie mogąc wytrzymać napięcia. Przytulił mnie do siebie całym ciałem. Czułam jego ciepło. Rozluźnił na chwile uścisk, tylko po to, by wsunąć we mnie głęboko dwa palce. Krzyknęłam jego imię totalnie zaskoczona. Usłyszałam jego śmiech.
- Uwielbiam gdy to robisz. – czułam jak uśmiecha się, całując mnie w brzuch. Gdy po moim ciele rozlała się fala gorąca spowodowana orgazmem, zaczęłam zajmować się jego bokserkami. Widziałam przez ich materiał, że jego członek jest już nabrzmiały. Miałam rumieńce na twarzy. Zagryzłam wargę ze zdenerwowania, bo ten widok sprawił, że nie byłam w stanie myśleć nawet nad tym, co robię. Zdjęłam jego bokserki i swój stanik, po czym wyrzuciłam go tam, gdzie trafiała reszta naszych ubrań. Byliśmy już całkowicie nadzy. Justin chwycił swojego penisa w obie dłonie i włożył go we mnie. Jęknęłam, otwierając buzie. Nim zdążyłam ją zamknąć poczułam w niej jego język. Uwielbiałam gdy to robił. Pchał mnie rytmicznie i gwałtownie, a ja nie mogłam złapać oddechu, dlatego położyłam obie dłonie na jego policzkach i odsunęłam jego usta.
- Daj odetchnąć.- powiedziałam drżącym głosem, a on skupiony na ruchu swoich bioder nie był w stanie powiedzieć nic. Nasze ciała idealnie do siebie pasowały. Justin pchnął mnie ostatni raz, by w końcu zacisnąć dłoń na mojej piersi.
- Śpij dzisiaj ze mną. – mruknął zasapany całując mnie w policzek, potem położył się obok. Chciał mnie objąć, ale wstałam szybko z łóżka mówiąc:
- Muszę iść spać do Monique i poczekać, aż zaśnie. Wrócę do ciebie. – obiecałam, całując go długo w jego miękkie usta.
- Musisz? – jęknął niezadowolony.
- Muszę.- powiedziałam, zakładając sukienkę na siebie. Justin obserwował mnie uważnie leżąc w łóżku. Posłałam mu całusa w powietrzu, otwierając drzwi jego sypialni.
- Nie założyłaś bielizny! – krzyknął mi za plecami, gdy szłam do drzwi poprawiając potargane włosy.
- Po co mam ją zakładać, skoro jak przyjdę znowu ją ze mnie zdejmiesz?
- Przytomna uwaga. – powiedział rozkosznym tonem uśmiechając się, a ja usłyszałam jego kroki. Szedł za mną. Oparłam się o drzwi.
- Zaraz wrócę, tylko nie zaśnij. – pogroziłam mu palcem.
- Będę na ciebie czekał. – powiedział, całując mnie na pożegnanie, a ja objęłam jego szyję i mocno go przytuliłam. Posiedziałam chwile z Monique i tak jak obiecałam, gdy tylko zasnęła wymknęłam się z jej pokoju i znowu przyszłam do pokoju Justina. W drodze poczułam, że lekko kręci mi się w głowie.






******




Rankiem obudziłam się przecierając oczy. Justin też już nie spał. Chwycił moją dłoń i zaczęliśmy bawić się naszymi palcami. Wpatrywałam się w ciszy w jego zaspaną twarz i rozczochrane włosy. Jego kąciki ust, podobnie jak moje cały czas były uniesione do góry.
- Zostaw go i bądź ze mną. – jęknął w końcu, wsuwając palce w moje włosy. Myślałam, że ten temat mamy zakończony, ale jego nadal to dręczyło.
- Wiesz, że nie mogę. Nie proś mnie o to. Mike…- zatrzymałam wzrok na jego klatce piersiowej gładząc wskazującym palcem jego mostek, na którym był wytatuowany krzyż.
- Mówiłaś, że się zmienił.- przerwał mi, kiedy próbowałam przekonywać go, że to, o co mnie prosi jest niemożliwe.
- A ty mówiłeś, że tacy jak on się nie zmieniają. – odparowałam, zsuwając palec z jego tatuażu.
- Nie przesadzajmy, są wyjątki.- westchnął kładąc się na plecach i podparł się łokciami o poduszkę.
- Znasz kogoś takiego? – zapytałam zagryzając dolną wargę i pochyliłam się nad nim.
- Znam. – odpowiedział tajemniczo, a jego czarujący uśmiech wrócił na swoje miejsce.
- Kogo? – szepnęłam zaciekawiona, tuż przy jego ustach.
- Ciebie. Zmieniłaś się. Nie chcesz zabijać ludzi.- zauważył przytomnie. Ja tak tego nie widziałam, ale nie miałam ochoty się z nim sprzeczać z samego rana.
- Jesteś śmieszny.- powiedziałam, całując go w usta. Usiadłam na nim i przejechałam ręką po jego aksamitnych włosach. Poczułam, że głaszcze opuszkami palców moje udo. – Chciałabym przestać się ukrywać.- powiedziałam całując jego pierś. Wiedziałam, że za chwile będziemy musieli udawać przed innymi, że nie znosimy swojego towarzystwa.
- To z nim zerwij. – mruknął zacięcie, bawiąc się kosmykiem moich włosów.
- Zmienił się, ale mam dziwne przeczucie, że to nie będzie trwało wiecznie.- powiedziałam, patrząc w jego oczy. 





_______________________________ 

Poszczęściło się Wam, 
bo jestem chora i miałam czas pisać.
Ten rozdział zajął mi 11 stron w Wordzie,
więc mam nadzieje, że nie jest dla Was krótki.
Oceniam go za udany, ale liczę na Waszą opinię.
Nate się odnalazł, cieszycie się? 
Spodziewaliście się, że coś knuje?


Rozdział 31 jest prezentem urodzinowym
dla mojej kochanej @loovesickk.
Masz swojego miłego Mike'a, chociaż mnie aż
skręcało jak to pisałam. ;p
Poza tym...
postanowiłam zrobić drugą wersję zwiastunu,
bo nie byłam z niego zadowolona, więc oto jest:




Co by tu jeszcze...
Mam wrażenie, że opuściliście mnie po tym okropnym 29 rozdziale,
więc błagam Was komentujcie i zaznaczcie swoją obecność,
bo jestem mi troszeczkę przykro.
Siedziałam nad tym rozdziałem bardzo długo, 
a Wasze komentarze są oznaką, że doceniacie moją pracę.
Nie wiem kiedy będzie kolejny.
Tym razem dam Wam, więcej 
czasu do komentowania, bo wiem, że macie też inne sprawy na głowie.
(Jeżeli będę widziała odzew z Waszej strony, naturalnie dodam go szybciej)




 
Jeśli spodobał Ci się ten rozdział, bądź uważasz, że całkiem go zawaliłam, 
tudzież zniszczyłam twoje wszelkie wyobrażenia, 
lub po prostu wiesz, że sprawi mi to wielką radość i być może zainspiruje, 
napisz komentarz.