poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 37





To uczucie, kiedy łudzisz się, że gorzej już być nie może, a potem nagle zdajesz sobie sprawę, że właśnie tak jest. Podsumowując całe moje cholerne życie: związałam się z psychopatą, który do tej pory zamordował kilkadziesiąt ludzi, zakochałam się, walczyłam z tym tylko po to by w końcu zorientować się, że jakiś uwodziciel ma mnie w garści. Jak zwykle grozi mi śmierć. Mój potencjalny morderca może mieszkać ze mną pod jednym dachem, a mój niebezpiecznie chory chłopak prawdopodobnie dowiedział się, że go zdradzam. Inni na moim miejscu strzeliliby sobie kulą w łeb, żeby wreszcie mieć święty spokój, ale nie ja. Ja muszę pakować się tam, gdzie nie powinnam.
Poprzedniego wieczoru Justin zostawił mnie samą w korytarzu. Wiedziałam, że dzisiejszej nocy nie przyjdzie do mnie do pokoju, ponieważ był z Gorginą. Musiał przespać się z nią na życzenie szefa, a w zasadzie ,,dostał ją’’ od niego w nagrodę. Cały czas przypominał mi się ten moment kiedy Mike uważnie spojrzał na mnie, gdy mu ją ofiarował. Byłam niemal pewna, że coś podejrzewa. Na razie nie miał dowodów, ale bez problemu mógł się o nie postarać. Ostatnio całkiem zapomnieliśmy o zachowywaniu ostrożności i pozwalaliśmy sobie na zbyt wielkie ryzyko. Stworzyliśmy sobie nasz własny, mały świat, w którym przebywaliśmy za każdym razem, kiedy zostawaliśmy sami. Przekonani, że jesteśmy w nim bezpieczni i nikt nie może do niego wejść. Niestety, nie powinnam być na tyle głupia, żeby wierzyć, że to nam się uda. Każde kłamstwo musi wyjść na jaw. Dręczona poczuciem winy, zgadywałam, że czeka mnie kolejna nieprzespana noc. Nie mogłam spać, kiedy wiedziałam, że chłopak którego kocham parę metrów ode mnie zdradza mnie z jakąś blond wywłoką. Wcześniej byłam zazdrosna tak po prostu. Teraz miałam naprawdę powód, żeby taką być. Zastanawiałam się co powiedzieć Justinowi jak spotkam go dziś rano. I jak dobrze ci się ją pieprzyło? – najchętniej zaczęłabym od tego. Chociaż przyznaje, że to byłoby zbyt chamskie. Oczywiście wiem, że to wina Mike’a, ale do niego nie mogłam pójść z zażaleniami jeśli chciałam jeszcze trochę pożyć. I właśnie w ten sposób znowu wracamy do śmierci. Nie czułam się dobrze i nie próbowałam nawet tego ukrywać. Kiedy z Monique poszłyśmy na siłownie, mając nadzieje, że o drugiej w południe nie będzie w niej dużo ludzi, w końcu wyprowadziła mnie z równowagi jednym pytaniem.
- Czemu ta dziewczyna tak bardzo cię drażni? Nie rozumiem tego. Nawet z nią nie rozmawiałaś. – zauważyła nieśmiałym tonem, ale w jej oczach widziałam cień rozbawienia. Gdyby znała prawdę nie bawiłoby ją to. 
- Nie muszę z nią rozmawiać, żeby wiedzieć, że jest warta tyle co szmata od restauracyjnej podłogi i nie zasługuje na moją uwagę. – mówiąc to zastanawiałam się, czy kiedykolwiek przejdzie mi ta chorobliwa zazdrość. Z każdym dniem była coraz silniejsza. Zeszłam z bieżni i zaczęłam wycierać się ręcznikiem. Podobno przez ćwiczenia wszystkie negatywne emocje ulatniają się. Tym razem to nie zadziałało.
- Rachelle, przestań tak mówić. A gdybym powiedziała ci, że jest całkiem miła? – zeszła z roweru, wciąż próbując mnie przekonać, że Gorgina jest istnym promyczkiem dobroci.
- Może być słodziutka jak cukiereczek. Nie obchodzi mnie to. Tym gorzej dla niej. Nie przyjmę jej ciepło. – prędzej powyrywam jej ręce, żeby nie mogła niczego nimi dotknąć, zanim się do niej uśmiechnę i to nie będzie przyjacielski uśmiech.
- Nie za bardzo emocjonalnie do tego podchodzisz? Przecież ona nic ci nie zrobiła. – zauważyła zdziwiona. Na jej miejscu też byłabym mną zaniepokojona. Od kiedy próbuję ukryć przed nią prawdę o mnie i Justinie zachowuję się inaczej niż zwykle. Próbuję ukryć moje zdenerwowanie i uważam na każde słowo, które wypowiadałam. Wiedziałam, że nie potrwa to długo, zanim się zorientuje, że coś jest nie tak. 
- To nic! Ona mnie bardzo irytuje. Wystarczy, że jest. Po prostu nie chcę jej tutaj widzieć. Nie chcę by Mike wysyłał ją na misję, nie chcę by stała się częścią tego, co stworzyliśmy. Nie ufam jej, rozumiesz? I nic co powiesz tego nie zmieni. – tymi słowami zamknęłam temat Gorginy, co nie znaczy, że przestałam o niej myśleć.
Gdy wróciłam do pokoju wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w czyste ubrania – niebiesko-białą koszulę w kratę zawiązaną pod piersiami, odkrywającą brzuch i czarne materiałowe spodnie przylegające do ciała. Włosy związałam w luźny kok, a pojedyncze kosmyki opadały mi na kark. Próbowałam zająć się czymkolwiek, żeby tylko uwolnić się od tych głupich kumulujących się myśli o Gorginie. Zaczęłam sprzątać swój pokój. Co jeśli Justin znudził się mną? Co zrobię, gdy Gorgina stanie się jego ulubioną uczennicą? W takich momentach, kiedy nie kontrolowałam swoich przemyśleń wszystkie rzeczy wylatywały mi z rąk. Przy wycieraniu kurzu z mojego stolika nocnego obok łóżka, zbiłam ramkę ze zdjęciem, na którym byłam ja i Mike. Przypadkiem przecięłam się szkłem, gdy spadała na podłogę, a ja chciałam ją złapać. Usiadłam w kącie pokoju z podkulonymi nogami, a w krwawiącej ręce trzymałam białą szmatkę do wycierania kurzów. Spojrzałam na różę, którą dostałam przedwczoraj od Justina. Po moim policzku spłynęła jedna łza, którą szybko otarłam. Potrzebowałam pomocy. Zdawałam sobie z tego sprawę, ale nie było nikogo z kim mogłabym się tym wszystkim podzielić. Kiedy ktoś zapukał zdecydowanie do moich drzwi podskoczyłam wystraszona. Położyłam ścierkę  na stoliku, a stłuczoną ramkę ze zdjęciem kopnęłam pod łóżko. Poprawiłam włosy, wzięłam głęboki oddech, zacisnęłam rękę w pięść, żeby nie było widać, że leci z niej krew i otworzyłam drzwi. To był on. Olśniewający uśmiech, którego mogłyby zazdrościć największe gwiazdy. Radosne oczy pełne zainteresowania, w których kryje się cień niebezpieczeństwa. Idealnie ułożona fryzura, perfumy o intensywnym zapachu, który hipnotyzuje  i jednocześnie usypia twoją czujność. Pewna postawa, jakby był przekonany, że nic, co istnieje na tym świecie nie ma prawa mu się przeciwstawić.
- Po co przyszedłeś? – zapytałam cicho, chcąc jak najszybciej pozbyć się go. Czułam się jak rozbitek. Wystarczyło jego jedno słowo, żebym rozpadła się na kawałki i zaczęła przy nim płakać.
- Oficjalnie czy nieoficjalnie? – zapytał zadziornym tonem głosu, opierając się jedną ręką o framugę drzwi, a drugą swobodnie opuścił w dół.
- Poproszę obie wersje. – mruknęłam w duchu wywracając oczami. Powinien stać tutaj teraz z czerwonym bukietem róż w zębach, ze spuszczoną głową, bojąc się na mnie spojrzeć. Jednak wtedy wszystko by się wydało, więc tego nie zrobił. Jest takim, jakim powinien być – irytującym trenerem uwodzenia.
- Oficjalna wersja…- zaczął zaciekle patrzeć w moje oczy i zrobił jeden duży krok wchodząc do mojego pokoju.- Przypominam tobie, że za dwie godziny mamy trening. – Na śmierć zapomniałam. Okej, to nie jest zbyt dobre określenie jak dla mnie. Trening? Teraz? Po moim trupie…  Świetnie, to jest jeszcze lepsze niż ,,na śmierć zapomniałam.’’ – Nieoficjalna wersja.- tu zrobił przerwę by zamknąć drzwi. – Cholernie za tobą tęskniłem i chciałem cię zobaczyć. – dotknął mojego prawego policzka. Delikatnie przejechał po nim opuszkiem wskazującego palca, aż do mojej brody, co wywołało we mnie wystarczająco elektryzujące wrażenie. Mój trener jednak zauważył, że grymas na mojej twarzy nie zniknął. Nagle zastygł w bezruchu prawdopodobnie nie wiedząc co ma zrobić. 
- Dlaczego nie powiedziałeś mi o Gorginie? – jej imię ciężko przechodziło mi przez gardło. Justin otwierał usta, żeby mi odpowiedzieć, ale zatrzymałam go ostrzegając.-  Tylko nie mów mi, że o nią nie pytałam, bo taka odpowiedź nie przejdzie.
- Nie chciałem cię denerwować. Masz więcej spraw na głowie.- zaczął drapać się po karku.
- Chętnie posłucham, co mogło być ważniejsze od tego, że Mike przyjął jakąś dziewczynę na moje miejsce.- założyłam ręce na piersi.
- Martwisz się tym, kto strzelał do ciebie w urodziny Mike’a. Oboje wiemy, że nie czujesz się tutaj bezpiecznie. - powiedział cicho. - Nie przejmuj się skarbie, idealnie wychodzi ci ukrywanie emocji, ale nie przede mną. – Świetnie, miałam teraz wielką ochotę wywalić go za drzwi, tylko dlatego, że miał rację.
- Czy jej treningi wyglądają dokładnie tak samo jak moje? – spytałam, wbijając w niego ostre spojrzenie. Nie chciałam, żeby mnie okłamał.
- Powiedzmy, że przykładam się do uczenia ciebie bardziej niż powinienem. – objął mnie w pasie, chcąc mnie pocałować, ale odsunęłam głowę na bok. Zapomniałam, że ma wielki talent do tworzenia wymijających odpowiedzi. Czy powinnam mu to wybaczyć? W końcu przez to wydawał się tak tajemniczo pociągający.
- Nie odpowiadaj mi w ten sposób. – powiedziałam chłodnym tonem na co zmarszczył brwi.- Mam jedno pytanie. Obiecaj mi, że odpowiesz na nie szczerze. – wbiłam w niego swoje twarde spojrzenie, ale po rumieńcach na mojej twarzy było widać, że można mnie złamać.
- Obiecuję. – kiedy to usłyszałam, poczułam że po moich palcach zaczyna sączyć się krew, dlatego schowałam skaleczoną rękę za plecami.
- Spałeś z nią czy nie? – zamknęłam oczy po raz ostatni modląc się, że odpowiedź brzmi,,nie.''
- Rachelle przecież wiesz, że… - to zdecydowanie nie brzmi jak ,,nie.’’
- Pytam cię, czy z nią spałeś.- powtórzyłam hardo, chcąc uzyskać tylko jedno znaczące słowo. Nie potrzebowałam jego tłumaczenia się. Wiedziałam, że Mike kazał mu to zrobić. Byłam przy tym. Nie musiał mi tego powtarzać.
- Spałem, bo musiałem.-  jego ton głosu stał się obojętny. Jego oczy nie patrzyły już w moje, ale za coś za oknem. Buzowała we mnie złość. On naprawdę to zrobił. Nawet nie starał się temu zapobiec. Co znaczy, że mu to odpowiadało. Zamachnęłam się na jego policzek zdrową ręką.
- Uderzyłam cię, bo chciałam.- warknęłam i weszłam do łazienki zamykając się w niej. Bałam się, że wystarczy jego jedno zdanie, żebym się poddała. Jeżeli zaakceptowałabym ten jeden raz, to pomyślałby, że mu na to pozwalam i odważyłby się zrobić to po raz kolejny. Wiedziałam, co się dzieje gdy twój chłopak śpi z innymi dziewczynami. Nie chciałam tego powtarzać. Nie chciałam znowu czuć tego bólu. Kochałam Justina bardziej niż mógł sobie to wyobrazić. Cierpienie jakie wtedy zadałby mi… nie wiem, czy byłabym w stanie je znieść. Czując, że nie jest teraz mile widziany w moim pokoju, cicho z niego wyszedł. Dał mi tym do zrozumienia, że nie zależy mu już tak bardzo jak wcześniej. Chcąc przemyć krwawiącą rękę, puściłam zimną wodę z kranu. Nagle zrobiło mi się niedobrze. Zaczęłam wymiotować. Byłam w lekkim szoku. Nigdy nie sądziłam, że jestem tak wrażliwa na widok krwi.



*******



Po godzinnej drzemce, kiedy poczułam się już trochę lepiej zeszłam do restauracji chcąc coś zjeść. W niej zauważyłam drobną blondynkę o niebieskich oczach i wyzywającym makijażu. Mogłam się założyć, że parę lat temu wyglądałam podobnie jak ona. Siedziała z założoną jedną nogą na drugą i popijała jakiegoś drinka. Miałam wrażenie, że na kogoś czekała. Po sali kręcili się kelnerzy zbierający brudne talerze i przyjmujący zamówienia. Spokojną atmosferę pomieszczeniu nadawała cicha, melancholijna klasyczna muzyka. Dziewczyna zauważyła mnie i uśmiechnęła się zgryźliwie uderzając wskazującym palcem w szklankę. Na początku zastanawiałam się, czy jej nie zignorować, ale kiedy zrozumiałam, że bezwstydnie mi się przypatruje cudem powstrzymałam się, żeby nie rozszarpać jej na strzępy. Podeszłam do niej pewnym i szybkim krokiem.
- Rachelle, co za miłe spotkanie.- odparła miłym, łagodnym głosem.
- Nie powiedziałabym. – warknęłam, chcąc wziąć szklankę z jej drinkiem i wylać jej na głowę.
- Przepraszam. Pewnie się nie wyspałaś. – powiedziała z udawanym żalem. Mam talent do rozpoznawania zołz. – Ja z Justinem byliśmy wczoraj trochę głośno. – po co wylać jej drinka na głowę, kiedy można wsadzić jej do gardła szklankę. Jedyne co mnie powstrzymywało przed zrobieniem tego, to ci ludzie wokoło.
- Wstań!- powiedziałam ostrym tonem głosu. Spojrzała na mnie lekceważąco.
- Spokojnie, przecież jesteś z Mike’iem. – odpowiedziała przekrzywiając głowę na bok. Zaczęła się intensywnie nad czymś zastanawiać, a kiedy rozbłysły jej oczy kontynuowała dalej.- Chociaż czekaj, z nim też się przespałam w czasie mojego pierwszego spotkania na rozmowie kwalifikacyjnej. Chyba nie masz mi tego za złe? – przypomniała sobie. Chwyciłam ją za kołnierz i pociągnęłam w górę. Tym razem mnie posłuchała i wstała.
- Uważnie mnie posłuchaj, bo powiem to tylko raz i wyraźnie. Jeśli to do ciebie nie dotrze nie powtórzę tego po raz drugi i po prostu cię zabije. – zauważyłam przerażenie w jej oczach. Byłam z siebie dumna, dawno nie używałam tak groźnego tonu głosu. Martwiłam się, że przez Justina prawdopodobnie go straciłam.-  Możesz wziąć moją robotę, ale nigdy nie zastąpisz mnie.- puściłam ją, przez co opadła boleśnie na krzesło. Poprawiła się na nim i rozejrzała dookoła nie zmazując fałszywego uśmiechu ze swojej parszywej twarzy.
- Justin jest taki, sama wiesz… nie dziwie się, że tak bardzo przykładasz się do tej pracy. Może nawet za bardzo. – zakpiła i założyła ręce na piersi. Rzuciłam się na nią z rękami, słysząc jak kelnerzy krzyczą na mnie, próbując powstrzymać mnie przed roztrzaskaniem jej głowy o blat restauracyjnego stołu.
- Rachelle! – usłyszałam oburzony głos, od którego dostawałam dreszczy na plecach. Po chwili poczułam, że ręce osoby do której należał ten głos znalazły się na moich ramionach i odsuwały mnie od wrednej, dwulicowej nowicjuszki.
- Justin, zostaw mnie! – warknęłam wyrywając się mu i wymachując rękoma.
- Rachelle tu jest pełno ludzi! -  szepnął mi do ucha, nadal ciągnąc mnie w swoją stronę. 
- Gówno mnie oni obchodzą! Ona zasłużyła sobie na to. – mruknęłam do niego rozzłoszczona. Kiedy dotarło do niego, że nie jest w stanie mnie uspokoić. Zarzucił sobie mnie na ramię jak worek ziemniaków i wyprowadził mnie z restauracji.
- Nie mogę uwierzyć, że tak się zachowałaś. – skomentował krótko, przez co poczułam się lekko zgorszona. – Wchodzisz do restauracji i napadasz na nią. Grogina nic ci nie zrobiła! - chwycił mnie za oba policzki dosyć mocno, żebym na niego spojrzała. Kiedy to zrobiłam odzyskałam panowanie nad sobą.
- Mówiłam, że jej nie znasz. Gdybyś wiedział w jaki sposób się do mnie odzywała…
- Dosyć Rachelle jesteś po prosu zazdrosna. Rozumiem to, ale to nie powód, żeby zacząć ją bić przy tych wszystkich ludziach.- Z tego co zdążyłam zauważyć Gorgina nie siedziała bezczynnie na krześle, o czym świadczyły ślady jej paznokci na moich rękach. Ale kto by się tym przejmował.- Ona jest nowa, daj jej trochę czasu.
- Ale ona…
- Nie chcę tego słuchać. Gorgina to bardzo miła dziewczyna, a ty przed chwilą prawie byś jej nie zabiła, gdyby mnie tam nie było. – przerwał mi, nie słuchał tego, co chciałam mu powiedzieć. Szkoda, bo przez te dwie minuty rozmowy z nią uzbierałam bardzo dużo argumentów, dlaczego wolno mi ją zabić.
- Czemu jej tak bronisz? Wczorajszy seks tak bardzo zamydlił ci oczy? - czułam jak w moich oczach zbierają się łzy.
- Rachelle…
- No co, przecież sam godzinę temu przyznałeś, że to zrobiłeś.- tym razem ja mu przerwałam i zabrałam wreszcie jego dłonie z mojej twarzy.
- Jeżeli chcesz porozmawiać ze mną o wczorajszej nocy, nie mam nic do ukrycia. Proszę, pytaj, ale nie wyżywaj się na niej.- zaczęłam kiwać głową na boki z niedowierzania.
- Jestem w szoku, dlaczego stoisz po jej stronie? Może mi powiesz, że podczas treningów z nią jesteś najmilszym stworzeniem na świecie?  Może tylko mi przypadła rola irytującego, cwaniackiego, dziecinnego trenera, co?
- Rozpędziłaś się.- zwrócił mi uwagę, krytycznie na mnie patrząc, ale to mnie nie zatrzymało. Mogłam mówić to, co mi ślina na język przyniosła i on nie mógł mi tego zakazać.
- Ja wczoraj nie bawiłam się z Mike’iem w jego sypialni. Powiedz, jest lepsza ode mnie? - zapytałam z pretensją w głosie.
- Rachelle…
- Tak, jestem o ciebie zazdrosna! Nie podoba mi się to, że ją trenujesz! Skoro już przyznałam się do tego może dostanę wreszcie od ciebie jakąś odpowiedź?- powiedziałam to wszystko na jednym wydechu. Słowa wystrzeliwały ze mnie jak z procy. 
- Tak, doprowadzasz mnie do szału! Mogłaś nas zdemaskować! Nie wiem o czym ty w ogóle myślałaś rzucając się na nią! I nawet nie chcę wiedzieć. Mam dosyć twoich wybuchów złości. Robiłem to, co do mnie należało. Nie powinnaś mieć do mnie żalu o wczorajszą noc. 
Westchnęłam głęboko i zagryzłam dolną wargę.
- Możemy na spokojnie o tym porozmawiać? – zaproponowałam po chwili ciszy.
- Ale o czym ty chcesz rozmawiać? Ty nigdy nie będziesz należeć do mnie, a ja do ciebie. To zawsze będzie tak wyglądać. Oboje od początku o tym wiedzieliśmy.
- Świetnie! Szkoda, że mówisz mi o tym dopiero teraz. Jakoś ci to nie przeszkadzało, gdy wpakowywałeś mi się do łóżka i próbowałeś tych swoich chorych, uwodzicielskich sztuczek! - nie wytrzymałam i zaczęłam na niego krzyczeć głośniej.
- Ja ci się wpakowywałem!? – zapytał oburzony.
- A co może ja? – zadrwiłam, otwierając szeroko oczy.
- Od początku wiedziałaś, że tak będzie. Wszystkim wypominasz to, co robią źle, ale sama nie jesteś idealna. Uważasz się za dobrego człowieka, ale tak naprawdę niczym nie różnisz się od tych wszystkich ludzi. Spójrz na siebie. Wcześniej nigdy byś się tak nie zachowała.
- Nie wiesz jak bardzo się mylisz co do Gorginy, ale masz rację, nigdy nie powinnam myśleć o tym, żeby z tobą być. Wiedziałam, że to się nie uda. Kocham Mike’ a i tylko jego. – palnęłam nagle, zamiast pomyśleć. W głębi duszy chciałam, by czuł się tak jak ja, kiedy zobaczyłam go w windzie z Gorginą. Chciałam się w końcu zemścić, za te wszystkie razy kiedy mnie zranił. Kiedy wyjechał mówiąc, że jego celem jest pokazać mi jak bardzo jestem słaba. Wtedy obiecałam sobie, że jeśli wróci pożałuje tego. Wystarczyło tylko jedno spotkanie, na którym zapewnił, że jestem dla niego kimś bardzo ważnym i pocałował mnie. Nie mogłam uwierzyć, że byłam taka naiwna. Nic nie odpowiedział, oblizał tylko nerwowo usta i obrócił się do mnie tyłem, idąc dalej. Ta sytuacja przerosła nas oboje.
- Za pół godziny trening. Nie spóźnij się. – oznajmił służbowym tonem. O ile się nie mylę, to tak jakby właśnie zerwaliśmy. Jak ja mogłam być taka głupia? Ona mogła dać mu to, czego ja nigdy nie mogłam. Związek z nią był sto razy prostszy niż ze mną. Nikt nie zabronił mu z nią być. Nie groziła mu z tego powodu śmierć.
Pół godziny później stanęłam o miękkich nogach przed drzwiami pokoju przeznaczonego do naszych treningów. Nie wiedziałam po co nawet tu przyszłam. Był ostatnią osobą, z którą w tej chwili chciałam się widzieć. Weszłam cicho do środka. Justin już czekał na mnie. Stał obrócony do mnie tyłem i patrzył w okno. Przełknęłam ślinę. Po minucie podszedł do mnie nawet nie spoglądając mi w oczy. Objął mnie w pasie. Stałam w miejscu jakbym była sparaliżowana. Rachelle, czy ty kiedykolwiek się czegoś nauczysz? Nie wiem jakim cudem moja dłoń znalazła się na jego sercu. Przytulił mnie, poczułam jego ciepły oddech na mojej szyi. Oboje byliśmy spięci. Sekundę potem jego dłoń znalazła się na moim pośladku, ale nie ścisnął go tak jak miał to zawsze w zwyczaju. Po prostu ją tam trzymał.
- Nie chcę.- powiedziałam słabym głosem. Byłam skrępowana, nie wiedziałam co zrobić, ale nie wyobrażałam sobie, że za chwilę rozbierze mnie i zrobimy to jakby nic się nie stało.
- Okej, odpuśćmy.- puścił mnie.- Trening skończony, możesz iść. – On mówił poważnie? Nigdy nie opuściliśmy żadnego treningu… aż do teraz. 



*******


Kiedy już zaakceptowałam wszystko, co się dzisiaj stało. Nie byłam w stanie uwierzyć, że czyjeś życie może zmienić się diametralnie w przeciągu kilku godzin. Zdecydowanie poznanie Gorginy było moim najgorszym przeżyciem całego dzisiejszego dnia. To jej zawdzięczam wszystkie złe rzeczy, które mi się dziś przydarzyły. Powinna podziękować Justinowi, że wtedy się zjawił, bo byłam zdolna do tego by odebrać jej życie. Kolejna osoba do listy moich największych wrogów. Jakby teraz było ich na niej mało. Postanowiłam, że muszę ostrzec Mike’a przed prawdziwym obliczem Gorginy Anderson i zmusić go, żeby jak najszybciej się jej pozbył.
Weszłam do jego gabinetu. Zdziwiłam się, gdy w sąsiednim pomieszczeniu nie zobaczyłam Charlotte. Bez niej biuro było odrobinę puste. Może ma dzisiaj wolne? W końcu zasłużyła na urlop. Sprawiała wrażenie jakby praktycznie w ogóle stąd nie wychodziła.
- Mogę? – zapytałam wychylając głowę zza drzwi. Mike był sam, a w jego gabinecie panował chaos.
- Cześć. Wejdź…- zaprosił mnie do środka. – Widziałaś gdzieś jakąś dużą kopertę? Nie mogę jej znaleźć w tym wszystkim, a jest dla mnie bardzo ważna.- mówił kiedy weszłam do środka i przekładał papiery z miejsca na miejsce, które nawiasem mówiąc rozrzucone były po całym gabinecie.
- Nie, nie mam pojęcia o jakiej kopercie mówisz. Niczego takiego nie widziałam. – odpowiedziałam pewnym tonem bez zająknięcia. Gdybym mogła przybiłabym sobie piątkę.
- Musiałem gdzieś ją włożyć.- mruknął zirytowany, zaglądając pod biurko jednak szybko rezygnując z poszukiwań, wstając uderzył się w jego blat. Przeklął pod nosem i wreszcie spojrzał na mnie, zostawiając papiery. Usiadł na swoim fotelu uprzednio zabierając z niego dokumenty i kładąc je na biurku, na stercie, którą przed chwilą przeglądał. Był cały czerwony i rozczochrany. Zgubienie tej koperty kosztowało go sporo nerwów.- Czemu przyszłaś?
- Chodzi o Gorginę Anderson…- zaczęłam ale uniósł rękę do góry, przerywając mi.
- Nie mam teraz na to czasu. Musisz dać jej szanse. Czy to wszystko?
- Jeżeli nie chcesz o niej słuchać to tak. – obróciłam się do niego tyłem z zamiarem opuszczenia tego bałaganu wokół niego.
- Poczekaj.- usłyszałam i byłam lekko zaskoczona. Nie wiedziałam czy mam się bać, czy zachować spokój.- Cały czas widzę cię z nim. – nie musiał wypowiadać jego imienia, żebym wiedziała o kogo mu chodzi. Nie byłam tak głupia, żeby tego nie zgadnąć.
- Trenujemy razem, dlatego spędzamy ze sobą czas. Nie zapominaj, że to ty tego chciałeś. Pretensje możesz mieć tylko do siebie. – wyszłam, słysząc jak uderzył w coś ze złości. Pierwszy raz w tym dniu uśmiechnęłam się z powodu wypełniającej mnie satysfakcji.
Kiedy wyszłam z gabinetu Mike usłyszałam czyjąś rozmowę. Słysząc swoje imię, nie mogłam powstrzymać się przed tym by nie podejść bliżej i jej nie podsłuchać.
- Pamiętasz o czym rozmawialiśmy wczoraj? – zszokowana rozpoznałam głos Gorginy. Najwidoczniej obok gabinetu Mike’a znajdował się jej pokój.
- Jak mógłbym zapomnieć. – byłam pewna, że to Justin, jego sarkastyczny ton poznałabym wszędzie.
- Mam jej powiedzieć kim naprawdę jesteś? – wychyliłam się tak, żeby ich zobaczyć przez otwarte drzwi, ale nie rzucić im się w oczy. Stała przed nim, patrząc tym irytująco, za bardzo pewnym siebie wzrokiem.
- Nie odważysz się. – uśmiechnął się kwaśno i założył ręce na piersi.
- Tak sądzisz? – zaśmiała się szyderczo.- To się pilnuj i zrób to, co masz zrobić. Zbyt długo z tym zwlekasz.- powiedziała tuż przy jego ustach, a jedną ręką poprawiała kołnierz jego skórzanej kurtki. Tak, zdecydowanie najpierw powyrywam jej ręce. Dopiero po tym postanowieniu zrozumiałam, że ona zna Justina lepiej ode mnie. Zna jego przeszłość. To dziwne, ponieważ uczy ją  przecież dopiero od tygodnia. Co znaczy, że znali się dużo wcześniej zanim zjawił się tutaj Justin. Teraz chciałam jeszcze bardziej odkryć jego tajemnicę. Co więcej, czułam że nie zapowiada ona nic dobrego, ponieważ Gorgina Anderson ją zna.



******


W pół do północy wymknęłam się z hotelu do Black Dope. Łudziłam się, że nikt mnie nie zauważy. Gdybym miała czasem wątpliwości czy samotne wyjście z hotelu jest dobrym pomysłem powtarzałam zapobiegawczo jedno zdanie jak mantrę: Ty nigdy nie będziesz należeć do mnie, a ja do ciebie. To zawsze będzie tak wyglądać. Kazał mi odpuścić, może mówił to mając na myśli trening, ale równie dobrze mogło to się tyczyć całego naszego chorego układu, który tylko przynosił nam problemy. Odpuściłam. Jednak to nie mogło sprawić, że o nim zapomnę. Moja masochistyczna natura przyprowadziła mnie do Black Dope. Było to jedyne miejsce na ziemi, gdzie serwowano drinki, od których doznawałam bajecznych halucynacji i nikt nie mógł mnie za nie ukarać. Mogłam usłyszeć i zobaczyć Justina bez widzenia się z nim. Usiadłam przy barze najpierw rozgrzewając się czerwonym mocno owocowym winem. Szukałam chłopaka, z którym mogłabym się przespać by zemścić się na Justinie. Problem w tym, że wszystkich porównywałam do niego. Ten za niski, ten za chudy, a tamten ma ohydne włosy. Boże jaka ja jestem płytka. Szukałam ideału. Ideału, który już dostałam. Dlaczego ja się oszukuję? Szukałam sobowtóra Justina. Chciałam być tutaj z nim. Podczas gdy on pewnie zabawiał się z tą blondyną w hotelu. Musiałam napić się więcej. Z każdym łykiem słodkiego napoju rozluźniałam się. Wsłuchiwałam się w taneczną muzykę z wyróżniającym się bitem. Tego właśnie potrzebowałam. Chwili, której nikt nie mógł mi zepsuć. Bujałam się na krześle z lekkim uśmiechem na twarzy czując jak alkohol robi swoje. Moja przytłoczona czarnymi myślami głowa nagle stała się lekka. Śmiałam się do siebie bez wyraźnego powodu. Jeden kelner obserwował mnie rozbawiony. Prawie go nie pocałowałam, kiedy podał mi wódkę z niespodzianką gratis. Wypiłam ją za jednym razem do dna i czekałam na moje upragnione przewidzenia.
- Naprawdę sądzisz, że to ci pomoże? – usłyszałam jego aksamitny głos dochodzący do mnie z lewej strony. Matko boska, te halucynacje są fantastyczne.- pomyślałam zdumiona, kiedy zobaczyłam Justina siedzącego obok mnie przy barze. Wcale go nie potrzebuję, wystarczy mi szklanka wódki. – stwierdziłam ucieszona tym, co odkryłam.
- Może nie pomoże, ale przynajmniej osiągnęłam swój cel. – powiedziałam z uśmiechem. Tak, rozmawiałam z wytworem mojej chorej wyobraźni odurzonej alkoholem. I nie widziałam w tym niczego złego.
- Gratuluje.- mruknął sarkastycznie kiwając ręką na kelnera.- Piwo poproszę.
- Jest tu tyle dobrych rzeczy, a ty chcesz piwo? – parsknęłam śmiechem. Zignorował moją uwagę i gdy tylko kelner podał mu wielki kufel piwa, również wypił go jednym haustem.
- Dlaczego chcesz się upić? – zapytał wytwór mojej wyobraźni.
- Boże, musisz być taki nadopiekuńczy nawet jako halucynacja.- westchnęłam niezadowolona i wzięłam drinka jakiegoś napakowanego motocyklisty z dziarami, który siedział po mojej drugiej stronie. Obróciłam się przodem do mojego przywidzenia i wypiłam drinka na jego oczach, prowokująco się oblizując. Straciłam rachubę ile płynów przepłynęło przeze mnie tej nocy. 
- Dlaczego to robisz? – powtórzył, a w jego oczach zobaczyłam ból.
- Chłopak mnie zdradził i ja zdradziłam chłopaka. Zabawne, nie? W zasadzie miałam dwóch, ale w sumie nie wiem czy tego pierwszego mogę tak nazwać. Wiesz, że wyglądasz tak jak jeden z nich? – wybuchłam niekontrolowanym śmiechem.
- Interesujące.- syknął przez zęby i zmarszczył brwi. Szkoda, że nie jest prawdziwy, może pokochałabym go tak bardzo jak Justina.- krzyczały moje pijane myśli.- Co ci się stało w rękę? - spytał spoglądając na mój bandaż.
- Skaleczyłam się rano. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Szarpiąc się z Gorginą rozdrapałam swoje skaleczenie i musiałam go założyć, żeby zatamować krwawienie.
Niespodziewanie gwałtownie zakręciło mi się w głowie.
- Rachelle, wszystko w porządku? – zapytał zszokowany, chwytając mnie za ramię.  Boże, ja czuję jego dotyk, ciepło jego dłoni. To nie mogą być halucynację.- zdałam sobie sprawę. Chwyciłam się za czoło. Czułam, że odlatuję. Nie widziałam już normalnie, tylko jakieś zamazane majaczące kształty. Nagle poczułam bardzo silny uścisk w brzuchu. Nie utrzymywałam już równowagi. Z krzesła barowego upadłabym na podłogę, gdyby nie to, że Justin przytrzymał mnie w ostatniej chwili. Zemdlałam, ostatnie zdanie jakie usłyszałam to ,,Jedziemy do szpitala.'' Wszystko znikło, ogarnęła mnie spokojna i bezpieczna ciemność.



Dziewczynka siedziała w ciemnym pomieszczeniu bez okien. Poznawała je. To tu przetrzymywali ją po raz pierwszy. Nie wiedziała jak się tutaj dostała. Ostatnim jej wspomnieniem był ogień pożerający jej dom, w którym kiedyś mieszkała z tatą i z mamą. Kiedy otworzyła oczka poczuła ból. Ból, który rozdzierał jej maleńkie serduszko na strzępki. Ból pomieszany z obezwładniającym szokiem. W jej głowie rozpętały się wątpliwości. Co się stało z mamą? Czy ona nadal żyje? Czy ten zły człowiek właśnie ją obserwuje? Czy to on zabrał ją z płonącego domu? Cała pobladła, przypominając sobie jego twarz. Była zmęczona, o czym świadczył grymas na jej trupio bladej twarzyczce. Chciała otrzeć kropelki potu spływające z jej czółka. Kiedy poruszyła rączką, coś zabrzęczało. Wreszcie zauważyła, że na lewym nadgarstku miała żelazną, ciasną bransoletkę przypiętą do ciężkiego, metrowego łańcucha przytwierdzonego do marmurowej ściany.




,,Now we're slipping near the edge
Holding something we don't need
Oh, this delusion in our heads
Is gonna bring us to our knees

So come on, let it go
Just let it be
Why don't you be you
And I'll be me..''

                                 James Bay - Let It Go



_____________________________________________________

Witajcie! Zaskoczeni, oburzeni,  zadowoleni?
Przepraszam, że nie wyrobiłam się z tym rozdziałem wcześniej.
Ale tak jak większa połowa nastolatków,
próbuję ogarnąć w szkole to,
co tak łatwo potrafiłam zawalić.
To już ostatni tydzień intensywnej pracy w moim liceum.
Dlatego, jeśli ładnie będziecie komentować
bardzo prawdopodobne, że 
Rozdział 38 pojawi się już za tydzień. 
A będzie to bardzo specjalny rozdział, 
więc jest o co się starać.
Cieszę się, że pod ostatnim postem
pojawiło się 20 komentarzy.
To właśnie dla Was Moi drodzy,
zarywam nockę. ;)
Zastanawiam się, kiedy dotrzecie
do 100.000 tys. wyświetleń.
Już niewiele Wam brakuje!
Dziękuję Wam za wsparcie, 
zapisujcie się na listę, piszcie komentarze.
Liczę, że ,,zobaczymy się'' za tydzień.




Jeśli spodobał Ci się ten rozdział, bądź uważasz, że całkiem go zawaliłam, 
tudzież zniszczyłam twoje wszelkie wyobrażenia, 
lub po prostu wiesz, że sprawi mi to wielką radość i być może zainspiruje, 
napisz komentarz. 





poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział 36







Co on z nią robił? Zadałam sobie to pytanie po raz setny, leżąc na łóżku niewyspana. Jak mogłam spać po tym, co zobaczyłam? Nienawidziłam tą dziewczynę. Od początku mi się nie podobała. Nie znałam jej, a moja nienawiść wynikała tylko z tego, że widziałam ją w nocy z Justinem. Przyznaję, nie zachowałam się sprawiedliwie. Kiedy w grę wchodzi tak potężne uczucie jakie łączyło mnie i Justina, człowiek zapomina o tym, co racjonalne. Nie myśli rozumem, ale czuje sercem. Moje serce było w fatalnym stanie. W mojej głowie panowała pustka. Nie wiedziałam co mam zrobić, co powiedzieć gdy zobaczę się z Justinem, ani tego jak powstrzymać się przed rzuceniem się tej blondynie do gardła. Westchnęłam głęboko, będąc pewna jednej rzeczy. Ten dzień nie będzie zwykłym, spokojnym dniem i chcąc nie chcąc muszę wstać. Chyba popadam w rutynę odkąd Mike nie ma dla mnie żadnych zadań. Wcześniej nawet o tym nie myślałam, przytłoczona wszystkim, co się działo. Przedtem adrenalina była dla mnie źródłem spokoju. Czułam się wtedy silniejsza od całego świata, niemalże niezniszczalna. Rozumiałam, że opuszczanie hotelu nie jest dobrym pomysłem, tym bardziej że nadal nie wiedziałam, kto chciał mnie zabić. W dzień starałam się o tym zapominać, by normalnie funkcjonować. W nocy natomiast śniłam koszmary, w których uciekłam od mojego oprawcy, a gdy wreszcie miał ukazać mi swoją twarz budziłam się z gwałtownie bijącym sercem i duszącym krzykiem, który chciał nieudolnie wydostać się z moich ust. Jego początek zawsze był taki sam. Przede mną stoi Justin, obracam się w tył i widzę Mike’a omal nie dostając zawału, który tylko się do mnie uśmiecha jak gdyby nigdy nic, w lewej dłoni trzymając kieliszek z alkoholem. Obracam się w stronę Justina, który nagle znika. Słyszę strzał, jak na alarm wbiegam do budynku. Błądzę między korytarzami w hotelu tylko po to, by chwilę później stać w nieznanym mi pustym pokoju bez drzwi. Orientuję się, że nie jestem w nim sama. Przede mną stoi człowiek w czarnym przebraniu. Ktoś celuje we mnie pistoletem, podnosi swoją drugą dłoń by zdjąć kominiarkę. Wszystko nagle zatrzymuje się w czasie i słyszę kolejny strzał, a potem krzyk osoby, której nie mogę rozpoznać. Koniec.
Mimo, że po pierwszym razie wiedziałam, co dzieje się dalej, nie mogłam temu zapobiec. To było jak pewnego rodzaju rytuał i chociaż nie chciałam czegoś robić, nie miałam na to wpływu. Znałam koniec tego koszmaru, ale nie pomagało mi to w opanowaniu przerażenia. Wiedziałam, że to tylko fikcja, że to wszystko jest nieprawdziwe, ale cały czas budząc się na drugi dzień byłam oszołomiona tym, co zobaczyłam. Kładłam się spać ze świadomością, że nie ucieknę od tego snu. Jakby ktoś co chwilę wciskał przycisk ,,replay’’ i przyprawiał mnie tym o conocne deja vu. W tak wyśmienitym nastroju siedziałam w pokoju, zapominając o utrzymaniu formy i codziennych treningach zaczęłam pożerać pudełko lodów czekoladowych, które zwędziłam z restauracyjnej kuchni. Około dwunastej zapukała do mnie Monique.
- Lody czekoladowe na śniadanie? – zapytała zdziwiona, stojąc w drzwiach.
- Jest jakiś zakaz, że nie można ich jeść na śniadanie? – zadałam pytanie retoryczne, rozgoryczona i rozzłoszczona, co zapewne było wyczuwalne w moim głosie. Jak na ironię większość rzeczy, które robię jest niezgodne z prawem.
- Powinnaś zjeść coś porządnego. – weszła do mojego pokoju i usiadła wygodnie na łóżku. Zmierzyłam ją wzrokiem od góry do dołu.
- Ale lody są smaczniejsze. – powiedziałam wbijając łyżkę w słodką, czekoladową masę i nabrałam ją do buzi. – Jeśli zamierzasz mi teraz mówić, że będę przez nie gruba to oszczędź sobie. Mam gdzieś ile mają kalorii. - kiedy łyżeczka po wylądowaniu w moich ustach stała się pusta, zaczęłam wymachiwać nią w powietrzu, akcentując ważniejsze dla mnie słowa, czując przy tym jak czekoladowa rozkosz rozpływa się w moich ustach. 
- Dobrze, ale powiesz mi co się stało, że od rana je jesz? – zapytała zaciekawiona, wbijając we mnie swoje oczy o intensywnym kolorze błękitu, zakładając jedną nogę na drugą.
- Musi być jakiś powód, żebym mogła jeść lody? – odpowiedziałam pytaniem i oblizałam brudne usta od lodów.
- To nie one cię zdradziły, tylko twoja mina. – Ciekawe co, albo lepiej, kto jeszcze może mnie zdradzać. Podeszłam do okna, czując na sobie jej wzrok. – Opowiesz mi co się stało?
- Mówiłam ci, że nie podoba mi się ta nowa. – mruknęłam cicho, spoglądając na Nowy York w deszczu. Odłożyłam pudełko lodów na stolik nocny. Westchnęłam głęboko. Łatwiej byłoby gdybym mogła jej o wszystkim powiedzieć. Wtedy zapewne wbrew mojej woli poszłaby do Justina i wybadałaby sprawę. Nie potrzebowałam nikogo do pomocy, żeby zapytać go ,,Hej, co robiłeś z długonogą blondyną w nocy po naszej randce?’’ Na pewno pomagał jej w odnalezieniu drogi do pokoju by mogła się dobrze wyspać… Już nie raz przekonałam się, że są takie sprawy, bez których żyje się łatwiej. Co jeśli jego odpowiedź właśnie do takich należała? Teraz miałam tylko domysły, żadnych dowodów na to, że ona i Justin wyprawiają coś, co mi się nie spodoba. Zazdrość jest męcząca, ale odczuwanie jej nie świadczy o tym, że zostało się zdradzonym, prawda?  Przypuśćmy, że on wcale z nią nie spał, ale mógł z nią spiskować przeciwko mnie... Nie, nie mógłby tego zrobić, przecież powiedział, że cię kocha. Ale z drugiej strony nie wiedziałam, co tak naprawdę chodzi mu po głowie. Nie znałam jego przeszłości.  Im dalej brnęłam w takie myśli tym było coraz gorzej. 
- Nie powinnaś się nią przejmować. Mike odsunął ciebie od pracy, bo chce byś była bezpieczna. Nie może czekać, aż wszystko się uspokoi. Potrzebuje rozpraszającej piękności, to wszystko. Nie szukaj w tym drugiego dna.- machnęła lekceważąco na mnie ręką. 
Chciałabym móc reagować na wszystko z takim opanowaniem jak ona, ale to co narobiłam przez ostatnie tygodnie mi na to nie pozwalało. Nim poznałam Justina byłam całkowicie oddana Mike’owi. Gdybym nadal uważała Justina za debila, prawdopodobnie nie przejmowałabym się tym wcale. Mike wtedy nie miałby powodu, żeby zastąpić mnie kimś innym. Zasługiwałam na to, zdradziłam go i wiedziałam, że wpadnie w szał, jak dowie się o tym wszystkim.
– Spójrz na to z innej strony… Justin będzie miał kogoś innego, kogo będzie dręczył, a tobie da spokój. Wreszcie odpoczniesz.– Gdybyś wiedziała, co ja naprawdę o tym myślę urwałabym ci w tej chwili głowę. Właśnie tego potrzebowałam – kolejnego powodu żeby zacząć wariować. Chcę, żeby Justin dręczył tylko mnie…
- Nie chcę o niej rozmawiać.- odparłam suchym głosem zgodnie z prawdą. – Porozmawiajmy o tobie. – zaproponowałam, gdy tyko zauważyłam jej zdziwienie wywołane moją nagłą zmianą zachowania. Nie byłam w stanie wytłumaczyć dlaczego obecność tej blondyny tak bardzo mnie drażni bez wyjawienia jej prawdy.
- Chciałabym móc ci coś o nim opowiedzieć. – westchnęła ciężko. – Ale nic, on jest jak ściana, uderzasz w nią pięściami, krzyczysz i nic się nie dzieje. Mam wrażenie, że jeszcze chwila, a sprawię, że zacznie mnie unikać.- dodała ze złością. Tak bardzo chciałam martwić się o takie rzeczy, ale to ja jestem Rachelle Roberts zamiast niepokoić się o to, że chłopak, którego mam na oku nie potrafi poradzić sobie z wyznawaniem uczuć, muszę kombinować jak kochać i przeżyć. Czy już zawsze wszystko czego się dotknę musi być tak przytłaczająco skomplikowane? Nie mogę zrobić czegoś raz, normalnie bez tych cholernych konsekwencji?
- Po prostu daj mu trochę czasu. – westchnęłam, patrząc w jej oczy.
- Mówisz, jakby to było takie proste.- jęknęła zgaszona.- Nasze życie jest takie krótkie, czas ucieka mi przez palce. Z każdym dniem walczymy ze śmiercią. Nie mam czasu czekać, aż on odważy się cokolwiek zrobić. Po prostu już nie wytrzymam… Widzę go codziennie i cały czas myślę o tym, że gdyby nie jego nieśmiałość dawno bylibyśmy w mojej sypialni. – niemal wrzasnęła, a ja wybuchłam śmiechem.
- Niech zgadnę, a gdy jest coraz bliżej ciebie, nie możesz opanować tej ogromnej ochoty rzucenia się na niego jak jakieś zwierzę.- ledwo mówiłam przez śmiech.
- Bardzo zabawne. Dostaję szału, już nawet nie pamiętam kiedy ostatnio to robiłam…
- Wiesz, powinnaś wyluzować… - parsknęłam, przypominając sobie jak to samo powiedziała mi, kiedy siedziałyśmy w Queen, a ja wściekła obserwowałam Justina otoczonego gromadką pięknych dziewczyn. – Zrobicie to raz, porządnie i będzie spokój.- powtórzyłam jej słowa omal nie dusząc się ze śmiechu, kiedy patrzyła na mnie wilkiem.
- Taka jesteś? – zapytała oburzona, a ja tylko wzruszyłam ramionami.-  Nie mogłabyś z nim porozmawiać? – spojrzała na mnie swoimi kocimi błagającymi oczami.
- Nie będę cię wyręczać. Poza tym co jak co, ale tobie nie powinno brakować odwagi.
- Chyba zapomniałaś jak to jest być zakochanym. – powiedziała rozmarzona. Nie zapomniałam, tylko muszę liczyć się z tym, że moja miłość może szybko zmienić się w nieszczęście. To właśnie boli najbardziej. Świadomość tego, że może się nie udać i to co czujesz, wcale nie musi trwać wiecznie. Lęk, że stracisz wszystko, co do tej pory nadawało twojemu życiu sens i nic nie będzie w stanie ci tego zastąpić.



******



Schodząc schodami w dół do sali gimnastycznej usłyszałam głos Justina. Na tym korytarzu było ciemniej niż w innych pomieszczeniach hotelu ze względu na słabe oświetlenie. Ciemnozielony dywan kontrastował z białym kolorem ścian. Miałam na sobie czarny strój do treningu składający się z bokserki i spodni, które podkreślały sylwetkę i zapewniały swobodę ruchów. Przeszłam obok Justina, zakrywając twarz dłonią. Poczułam ulgę, kiedy go minęłam, ale nie mogłam długo się nią nacieszyć, ponieważ kilka sekund później, pięć metrów od drzwi, prowadzących do sali chwycił moje ramię.
- Po wczorajszym wieczorze, nie zasługuję nawet na głupie ,,dzień dobry’’? – mówił żartobliwym tonem, był w bardzo dobrym humorze, ale szybko zepsułam mu go, ponieważ wyrwałam mu się, chcąc iść dalej.
- Myślałam, że mnie nie zauważyłeś.- powiedziałam wymijająco i próbowałam obrócić się, by móc iść na trening. Nie miałam czasu na rozmowę z nim, ale prawdziwym powodem było to, że bałam się zaczynać temat blondyny, która ciągle siedziała mi w głowie jak jakaś zaraza.
- To, że nie widzę twojej twarzy nie znaczy, że cię nie rozpoznam.- czułam jak zaczyna się denerwować, zaskoczony moim dziwnym zachowaniem. -  O co chodzi? – zapytał stanowczo i zmusił mnie, żebym stanęła w miejscu.
- O nic, zupełnie nic. – odpowiedziałam, jednak nie mogłam uciszyć pretensjonalnego tonu w moim głosie.
- Nie zachowujesz się, jakby nic się nie stało. – zauważył przytomnie. Chciałam, żeby sam powiedział mi, co robił z tą dziewczyną. Nie zamierzałam zmuszać go do odpowiedzi. Zamiast udawać, że nic się nie stało mogłam po prostu go o to zapytać, ale teraz miałam okazję, żeby sprawdzić czy jest ze mną szczery. Postanowiłam go jakoś naprowadzić.
- Czy jest coś, co chciałbyś mi powiedzieć? – zmarszczył brwi, nie rozumiejąc mnie.
- Co miałbym powiedzieć? Nie przypominam sobie, żebym… - wiedziałam, że intensywnie myśli nad tym, co mówi, ale nie mógł nie pamiętać, co robił wczoraj wieczorem, więc mu przerwałam.
- W takim razie ja też nie mam ci nic do powiedzenia. - warknęłam zła, obróciłam się tyłem i szybkim krokiem weszłam do sali treningowej z nadzieją, że Justin nie pójdzie za mną. Wiem, że zrobiłam scenę, ale zawsze byłam z nim szczera. Nie powiedziałam mu tylko o tym, że Mike uderzył mnie w twarz, ale to było dla jego dobra. Jednak ja, powinnam raczej wiedzieć o tym, co robi mój domniemany chłopak z jakąś nowicjuszką, której nie miałam nawet okazji poznać. Justin należy do bardzo przystojnych chłopaków i nie zdziwiłabym się gdyby wzbudził w niej zainteresowanie. Jeżeli on coś przede mną ukrywa, pożałuje tego. Nie potrzebuję kolejnej osoby, która będzie mnie okłamywać. Taka miłość boli i to bardzo mocno.
Powracając do tego, co działo się po krótkiej rozmowie z Justinem. Gdy weszłam do sali Scoot siedział na ławce z telefonem w ręce. Przyklejając radosny uśmiech na twarz, chciałam się z nim przywitać, ale zatrzymałam się, kiedy usłyszałam jego powitanie.
- Znowu spóźniona. – skarcił mnie wzrokiem, na co uśmiechnęłam się słodko.
- Nie spóźniłabym się, ale ktoś zatrzymał mnie na korytarzu. – tłumaczyłam się, kładąc ręcznik na ławce.  
- Nie podchodzisz profesjonalnie do treningu. – oskarżył mnie nagle. To ja powinnam być wściekła i wyprowadzona z równowagi. Wygląda na to, że z jednej awantury wpakowałam się w drugą. Świetnie, akurat wtedy kiedy potrzebowałam tego pobłażliwego i zabawnego Scoota.
- Przestań być taki zasadniczy. To tylko trening, wyluzuj. – założyłam ręce na piersi i czułam, że mam dosyć dzisiejszego dnia, który dopiero się zaczął.
- To nie jest tylko trening, tutaj chodzi o twoje życie. Teraz powinno ci bardziej zależeć na własnej obronie. – wstał z ławki podchodząc do mnie.
- Przestań, doskonale wiesz, że jeśli ktoś będzie chciał mnie zabić to znajdzie sposób by to zrobić i żadne umiejętności nie mogą mi pomóc.- uśmiechnęłam się kwaśno, próbując obrócić to wszystko w żart. Sama się sobie dziwiłam, ale czy moje życie nie jest czasem gorsze od śmierci?
- Nie wiem jak możesz w ten sposób do tego podchodzić… To nie są żarty, Rachelle. Kilka dni temu mało brakowało, a dostałabyś kulą między oczy. Hotel nie jest już bezpiecznym miejscem, a ty zachowujesz się jakby twoje życie w ogóle cię nie obchodziło.
- Uważasz, że powinnam zamknąć się w pokoju i załamać się, tak? A może lepiej by było, gdybym sama siebie zabiła, co ty na to? – zapytałam i parsknęłam sarkastycznym śmiechem. Scoot chciał przerwać mi i otworzył usta, ale ja jeszcze nie skończyłam.- Wiem, że chcą dostać mnie martwą tylko dlatego, że jestem dziewczyną Mike’a Howarda. Tak naprawdę nie mam nic, żeby się obronić. Nie mam pojęcia jak oni wyglądają. Zawsze cięty język był moją siłą, więc łaskawie rób to, co do ciebie należy i nie rób awantury o głupie trzy minuty jakbyś czekał tutaj na mnie z godzinę. – wymachiwałam nerwowo rękami. Dopiero teraz zorientowałam się, że mówiłam zbyt głośno, a wszystkie pary oczu obecne w sali są skierowane na mnie. Scoot na chwilę zamknął oczy i wypuścił powietrze z ust.
- Nauczysz się jak strzelać z broni do celu. Wyćwiczymy to dzisiaj do perfekcji. Druga część treningu będzie poległa na wzmocnieniu twoich mięśni. Nauczę cię nowych ciosów, które mogą ci się przydać. Radzę tobie uspokoić ten twój niewyparzony język, bo złość na pewno ci teraz nie pomoże. Musisz być skupiona. – powiedział wolno i wyraźnie.
- Postaram się. – obiecałam w końcu, bo wiedziałam, że inaczej nie zaczniemy. Musze znaleźć sposób by odciąć się od tego wszystkiego. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Scoot miał racje, muszę skupić się na swoim bezpieczeństwie. Nie mogę liczyć zawsze na pomoc Justina. Szczególnie teraz, kiedy mam przeczucie, że wszystko co zbudowaliśmy runie szybciej niż zdążę to zauważyć.
Scoot zaprowadził mnie do strzelnicy. Stanęłam przy jednym ze stanowisk. Pokazał mi jak szybko złożyć i naładować pistolet. Nie używaliśmy słuchawek ochronnych. Powiedział mi, że muszę być przyzwyczajona do hałasu jaki niesie za sobą strzał. Opanować panikę szalejącą w moim sercu i przestać się go bać na tyle, żeby był jak zwyczajne odgłosy z ulicy, ale też być czujną, gdy go usłyszę. Nie był to pierwszy raz kiedy trzymałam pistolet w dłoni, ale nigdy nie uczyłam się jak poprawnie z niego strzelać. Bardziej była to siła impulsu, nie musiałam za bardzo przykładać się, żeby trafić w coś z bliskiej odległości. Gdy strzeliłam po raz pierwszy całkowicie nieprzyzwyczajona do tak wielkiego dystansu jaki dzielił mnie od tarczy w ogóle w nią nie trafiłam. Ogłuszający strzał przypomniał mi Larissę Stone w piwnicy. Mike'a, który bezlitośnie się do niej uśmiechał. Krew, która poplamiła jej bluzkę.
- Unieś ręce do góry.- wykonałam jego polecenie. Jego ciepłe dłonie skorygowały moje ręce, lekko opuszczając je w dół o parę centymetrów. – Wyprostuj obie ręce w łokciach, gdy wymierzysz uważnie cel, strzelaj. Dopóki nie trafisz w sam środek tarczy będziemy tu siedzieć.
- Świetnie.- syknęłam z przekąsem.
- To miało cię zmobilizować. Nie odzywaj się, oddychaj swobodnie i strzelaj. – powiedział i odsunął się w tył. Wzięłam głęboki oddech, nacisnęłam za spust, usłyszałam huk i tym razem trafiłam w tarczę, ale do samego środka było trochę daleko. - Coś czuję, że długo tutaj posiedzimy.- mruknęłam z niechęcią i strzeliłam po raz drugi. Cierpliwość nigdy nie była moją mocną stroną.  
Po treningu nie byłam zdziwiona, gdy zobaczyłam Justina stojącego przy windzie i opierającego się o jedną ze ścian, wbijając we mnie to jedno z magnetycznych spojrzeń, niepozwalających tobie przejść obok niego obojętnie.
- Co? – warknęłam stając przed nim. Zaraz ten dzień będzie oficjalnie najgorszym w moim życiu. – pomyślałam.
- Zastanawiam się, czemu jesteś taka wściekła. – założył ręce na piersi.
- Powodzenia życzę. – nacisnęłam guzik wzywający windę. – Daj znać jak coś wymyślisz. – Faktycznie nie należę dzisiaj do najmilszych osób w tym hotelu.
- Pomożesz mi? Co wczoraj takiego złego zrobiłem, że nie jestem godny, żebyś spojrzała mi prosto w oczy? – nie musiałam na niego patrzeć, żeby wiedzieć, że jest zły.
- Spieszę się. – mruknęłam na odchodnym, gdy drzwi windy się otwierały.
- Jestem ciekawy, co  tak ciebie zajmuje, skoro od dwóch tygodni nie masz żadnych misji, a twój trening ze Scootem przed chwilą się skończył. – teatralnie spojrzał na zegarek, chociaż nie ulegało wątpliwości, że wie która jest godzina. Jego głos był przepełniony jadem.- A ja jestem ciekawa czym zajmujesz się z seksowną blondynką, z którą włazisz do windy dziesięć minut po tym jak całujesz mnie i mówisz ,,Dobranoc.’’ Właśnie to psuje mi cały dzień i przez to jestem wściekła, bo czuję się bezsilna. Na większość rzeczy z którymi nie umiem sobie poradzić reaguje właśnie w ten sposób, bo tak właśnie bronie się przed odczuwaniem bólu.
- Jestem wolnym człowiekiem, nie musisz wiedzieć, co robię i z kim jestem. – mówiąc to podkreśliłam słowa ,,co’’ i ,,z kim.’’ Zrobiłam jeden krok w stronę windy, a Justin ponownie zmarszczył brwi. Złapał mnie za rękę i mimo, że spłoszona próbowałam wyrwać dłoń, nie pozwolił mi na to. Spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem naciskając przycisk ponownie, żeby drzwi windy się całkowicie nie zamknęły. Na szczęście zdążyłam i nie wjechała na górę. – Puść mnie. – zrobił to, o co poprosiłam, ale wszedł do windy razem ze mną i przydusił mnie do jednej z jej ścian. - Powiedziałam, puść. - powtórzyłam stanowczo. Tym razem patrzyłam mu prosto w twarz, jego wzrok błądził między moimi oczami, a wykrzywionymi w grymasie ustami. Wtedy niespodziewanie mnie pocałował. Jego zęby delikatnie przegryzły moją dolną wargę.
- Już się mnie nie boisz. – szepnął i językiem oblizał moje usta, aby po chwili pogłębić pocałunek.
- Wiem, że nie zrobisz mi krzywdy.- oznajmiłam słabym głosem, kiedy odgarnął włosy z mojej twarzy.
- To dlaczego krzywdzisz mnie takim zachowaniem?- zapytał z żalem, który wyłonił się z jego brązowych, hipnotyzujących oczu.
- Bo…- Za bardzo cię kocham, bym mogła cię stracić.- wciąż nie znam twojej przeszłości.- powiedziałam zamiast tego, co powinnam to, co pierwsze przyszło mi na myśl.
- Posłuchaj – złączył moje palce ze swoimi, a w windzie nagle zgasło światło.- Przeszłość należy do przeszłości. Czasami nie warto jej znać. – szepnął i znowu mnie pocałował. Potem nacisnął przycisk, wzywający windę na piętro gdzie znajdował się mój pokój i światło zapaliło się ponownie. Gdy tylko wyszliśmy z windy, ja otępiona jego pocałunkami i zmartwiona tym, że nie chce opowiedzieć mi o tym jaki był, kiedy jeszcze się nie znaliśmy, zobaczyłam ją – blondynkę w czarnej skórzanej kurtce i dziurawych jasnych jeansach. Na widok Justina uśmiechnęła się i miałam wrażenie, że nie mogła odwrócić od niego wzroku. Doskonale znałam to uczucie. Spojrzałam na Justina i ze złością zauważyłam, że on też na nią patrzy. Kiedy mijała nas poczułam jej perfumy. Chwilę później, gdy zniknęła w windzie, w której przed chwilą byliśmy, rozkojarzona ponownie obróciłam głowę w stronę Justina.
- Jesteś zazdrosna.- stwierdził z cwaniackim uśmieszkiem i zaczął się śmiać. Ja? Ja jestem cholernie zazdrosna.
- Czemu ta dziewczyna tak się do ciebie uśmiechała? – spojrzałam na jego rozbawioną twarz, kiedy moja była śmiertelnie poważna.
- Widocznie podobam jej się. – powiedział pewnym siebie tonem. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju magnetyczną kartą i weszłam szybko do środka. Każdy na korytarzu mógł nas usłyszeć. 
- Czy ty w ogóle wiesz, kim ona jest? – zapytałam, zirytowana jego głupim zachowaniem. Nadal stał z głupim uśmieszkiem na twarzy.
- Gorgina…
- Znasz jej imię? – wydusiłam z siebie zszokowana, nie wytrzymałam, czułam jak w moim środku tyka bomba wściekłości, którą kumulowałam przez cały poranek i za parę sekund wybuchnie.
- Trenuję ją od tygodnia. – Jak ja mogłam jej wcześniej nie zauważyć? Na pewno rzuciłaby mi się w oczy pierwszego dnia. Nie mogłam być tak nieobecna, żeby nie zwrócić na nią uwagi. Justin nie mógł na tyle zawładnąć moimi myślami, bym nie widziała niczego, co się wokół mnie dzieje.
- Co? Czemu ja o tym nic nie wiem? – zapytałam zszokowana i oburzona.
- Nie pytałaś. – powiedział krótko wzruszając ramionami. Jeśli dowie się o tym, że ktoś podłożył bombę w hotelu, to też mi o tym nie powie, bo nie spytałam? Idiota!
To Gorginę widziałam w gabinecie Mike’a i myślałam, że to prostytutka. W tej chwili dotarło do mnie najważniejsze z tego wszystkiego, co powiedział. – Ona jest twoją uczennicą? – wrzasnęłam głośno. Pokiwał głową na tak, a ja wściekła obróciłam się do niego tyłem. Monique miała racje, Justin ma teraz kogoś innego do dręczenia. Zostałam zastąpiona. – stwierdziłam z przerażeniem, czując jak serce podchodzi mi do gardła.  – Jak możesz… - zaczęłam cicho słabym głosem.
- Jak ty byłaś z Candice nie sprzeciwiałem się i nie robiłem scen.- wypomniał mi nagle. Wierzcie lub nie, ale przez parę sekund rozważałam czy go nie udusić.
- Jesteś chory! To jest dziewczyna! - spojrzałam na niego z wyrazem mordu w oczach.
- Candice też jest dziewczyną.- odparł ze stoickim spokojem, wciąż uśmiechnięty, opierając się o ścianę. Złożył ręce na piersi i uważnie z rozbawieniem mi się przyglądał. 
- Tak, ale Candice jest… Nie możesz porównywać tego w ten sposób! Doskonale o tym wiesz! – nie spuszczałam z tonu i z furią dźgałam go palcem w pierś. – Robisz z nią to samo co ze mną? – chwytając się pod boki zapytałam cicho z nadzieją, że zaprzeczy.
- Na tym polega moja praca.- stał ze spokojnym wyrazem twarzy. Musiałam przy nim wyglądać jak wariatka, która dopiero co wyszła od psychiatry.
- Praca męskiej dziwki.- mruknęłam pod nosem rozzłoszczona. To było dla niego zbyt wiele. Wiedziałam, że go to obrazi, ale jakoś nie mogłam się pohamować. 
- Co ty powiedziałaś? – warknął i zauważyłam, że unosi rękę do góry. Odsunęłam się od niego.
- Nie możesz jej trenować. Nie zgadzam się. – zaczęłam kręcić nerwowo głową na boki i chodzić po moim pokoju. Czy ja nie mogę mieć chociaż chwili spokoju?
- Zerwałaś z Mike’iem? – wypalił nagle, jakby nie mógł powstrzymać słów, które cisną mu się na usta.
- Nie, ale… - jęknęłam bezsilnym i zrezygnowanym tonem. To za dużo jak na jeden dzień. Chcę, żeby ta dziewczyna była tylko wytworem mojej wyobraźni, a ten cały dzień jednym z moich chorych koszmarów. Zakryłam twarz dłońmi, ponieważ czułam, że zaraz zacznę płakać.
- Więc ja mogę ją trenować. –  podszedł do mnie i syknął mi prosto w twarz, na co odsunęłam się o krok. Justin odwrócił ode mnie wzrok i skierował się w stronę drzwi, aby za chwile głośno nimi trzasnąć.
- Boże, jakie to wszystko jest popierdolone. – szepnęłam do siebie, chwytając się za czoło patrząc na zamknięte drzwi, za którymi sekundę temu zniknął chłopak, którego kochałam najbardziej na świecie. W moich oczach zebrały się łzy.



*******



Wieczorem Mike koniecznie chciał się ze mną widzieć. Weszłam o miękkich nogach do gabinetu. Emocje po rozmowie z Justinem opadły. Uspokoiłam się, zakryłam korektorem opuchnięte od płaczu powieki. Nie wolno było mi płakać. Mike nienawidził, gdy to robiłam. Było mi niedobrze. Podejrzewałam, że chce przedstawić mi Gorginę. Zdziwiłam się, gdy w gabinecie zobaczyłam z nim Justina.
- Rachelle, proszę wejdź. Właśnie rozmawiałem z Justinem, przy okazji chciałbym, żebyś kogoś poznała. – podekscytowany wskazał mi fotel przy biurku, ale zdecydowałam, że postoję. – Jestem pod wrażeniem twojej ostatniej misji. Najbliższe dni były dosyć… uciążliwe i nie potraktowałem cię należycie.- mówiąc to patrzył na Justina. Jego uprzejmość bardzo mi się nie podobała. Wiedziałam, że za jego sztucznym uśmieszkiem coś musi się kryć. Przypominając sobie, że niedawno grzebałam mu w papierach zaczęłam się bać. Mogłam przecież coś przeoczyć. Jakiś drobny ślad, który on zauważył. Mógł już o wszystkim wiedzieć. Z niepokojem czekałam na to, co dalej usłyszę. – Rachelle, poznaj Gorginę Anderson, będzie tobie pomagać w wykonywaniu twoich obowiązków.- po moim ciele przeszły ciarki, a w drugich drzwiach pojawiła się blondynka ubrana tak samo jak wtedy, gdy widziałam ją na korytarzu. Z olśniewającym uśmiechem była obrzydliwie idealna i piękna. Chciała uścisnąć moją dłoń na przywitanie, ale kiedy spojrzałam na nią z odrazą wspaniałomyślnie schowała ją w przedniej kieszeni swoich jeansów. Chyba dałam jej do zrozumienia, że się nie polubimy. Co jak co, ale przysparzanie sobie wrogów mam opanowane do perfekcji. - Gorgina, to Rachelle. Jeśli będziesz miała jakieś pytania zwróć się do niej, na pewno ci pomoże. – Mnie nikt nie pomagał i wcale nie zamierzam pomagać jej… - Justin, Gorgina jest specjalną niespodzianką dla ciebie na całą dzisiejszą noc. Mam nadzieje, że skorzystasz z niej jak najlepiej. – uśmiechnął się cwaniacko z ogromną satysfakcją i przez ułamek sekundy spojrzał na mnie. Moje serce zaczęło szybciej bić. Dlaczego ja tutaj w ogóle jestem? – To wszystko. Bawcie się dobrze. – westchnął i wskazał nam drzwi. – Gorgina zostań jeszcze na moment, muszę coś z tobą omówić. – dziewczyna posłusznie usiadła na miejsce. Cała ta sytuacja była dla mnie bardzo niezręczna. Właściwie wychodząc z gabinetu miałam mętlik w głowie. Przez dłuższą chwilę nic do mnie nie docierało, gdyby Justin mną nie potrząsnął i tego nie przerwał.
- Co to miało być? – spytałam, próbując otrząsnąć się z resztek osłupienia.
- Nie wiem. – odpowiedział cicho.
- Co zamierzasz zrobić? – zapytałam, przybierając obojętny ton głosu. Chciałabym, żeby nie korzystał ze swojej ,,nagrody.’’
- Na razie grać i robić to, czego ode mnie oczekuje.
- Tobie na pewno to pasuje.- prychnęłam pod nosem.
- Przyznaj po prostu, że jesteś o mnie zazdrosna. – zaśmiał się. Cieszę się, że chociaż jedno z nas ma bardzo dobry humor, szkoda że ma również totalny brak wyczucia sytuacji i przerośnięte ego.
- Nie jestem. – skłamałam aroganckim tonem głosu. – Nie widziałeś jak dziwnie się zachowywał? Uważnie obserwował nasze reakcje na jego propozycję.
- I co w tym niby dziwnego? Zawsze tak patrzy. – wzruszył tylko ramionami.
- Po co wzywałby mnie, jeśli miał sprawę tylko do ciebie. Musiało mu zależeć, żebym była przy tym jak on podaruje ci tą lafiryndę. – mówiłam zawzięcie, a on lekko się uśmiechnął. 
- Jesteś zazdrosna. - powtórzył melodyjnym i zadowolonym głosem.
- Nie! - warknęłam na niego. Nagle wpadła mi do głowy okropna myśl.- Może Mike już o nas wie? – szepnęłam przerażona z szeroko otwartymi oczami. 
- Gdyby o nas wiedział, na pewno nie bylibyśmy tutaj. – stwierdził pewny siebie i pogłaskał moje spięte ramię.
- Nie rozumiesz. Mike nie zabija zwyczajnie. Co jeśli staliśmy się jego ofiarami, a to wszystko to część przedstawienia, które nam przygotowuje? Uwielbia takie gierki, co jeśli jesteśmy jego zabawkami, pionkami w jego grze? - zagryzłam wargę i czekałam na jego odpowiedź.
- Popadasz w paranoję. – zaczął kręcić głową na ,,nie'', ale zauważyłam jak nieznacznie się wzdrygnął.
- Nie Justin, możesz sądzić o mnie wszystko, ale nie to, że popadam w paranoję kiedy mówimy o Mike’u. - pogroziłam mu wskazującym palcem. - Znam go od lat i wiem, że jest zdolny do wszystkiego.- powiedziałam spokojnie, ale w środku czułam paraliżujący strach. Najgorsze jest to, że mogliśmy przegapić moment, w którym Mike dowiedział się o nas. Miał mnóstwo czasu by wymyślić jak się zemścić.
- Po co miałby tracić na nas tak dużo czasu? – nadal upierał się.
- Mike uwielbia ciągnąć za sznurki, uwielbia zabijać i zadawać cierpienie. To co zrobiliśmy to największy błąd w jego oczach jaki mogliśmy popełnić. Zdradziliśmy go, poniżyliśmy i oszukiwaliśmy, jestem pewna, że karze nam za to zapłacić. – po tych słowach nastąpiła chwila ciszy.
- Wciąż nie rozumiem, jak mogłaś go kochać?- zapytał, marszcząc brwi, uporczywie wbijając we mnie wzrok.
- Byłam głupia i myślałam, że się zmieni. Potem było już za późno by mu uciec.- spuściłam wzrok w dół. – Nieważne. Jestem pewna, że szykuje dla nas coś bardzo specjalnego i nie będzie to nic przyjemnego.










_____________________________________________

Cześć, bardzo mi zależało, 
żeby dodać rozdział dzisiaj,
ponieważ później mam strasznie 
intensywny tydzień w szkole.
Dziękuje za komentarze pod ostatnim postem.
Rozdział jest krótszy niż pozostałe,
ponieważ musiałam go zakończyć w ten sposób.
Wybaczcie mi. ;(




Widzę, że ostatnio słabo z komentarzami.
Dlatego chyba muszę Was troszeczkę zmotywować.
To co, powtórzycie te 20 komentarzy?
 Mam wrażenie, że jest Was coraz mniej.
Wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna. 
Gwarantuję Wam, że przy Rozdziale 37
nie będziecie się nudzić. 
Rozsyłajcie dalej , zapisujcie się na listę.
Mam nadzieje, że przeżyje ten tydzień
i  szybko będę mogła dodać kolejny. ;p
Trzymajcie się, ściskam Was. ;*




Jeśli spodobał Ci się ten rozdział, bądź uważasz, że całkiem go zawaliłam, 
tudzież zniszczyłam twoje wszelkie wyobrażenia, 
lub po prostu wiesz, że sprawi mi to wielką radość i być może zainspiruje, 
napisz komentarz.